Delegacja powiatu kłodzkiego na święcie literatury w Bardzie. Czy mamy jeszcze odwagę, by szukać się w przeszłości?

niedziela, 26.5.2024 20:42 1684 0

Henryk Grzybowski zdobył autograf autora reportażu historycznego „Co widziała Matka B.”  [z podtytułem „Opowieści z Barda” ] i jego mina mówi wszystko: warto było wyjechać z ziemi kłodzkiej, by spotkać Tomasza Karamona, wysłuchać jego opowieści o książce i – oczywiście – kupić ją. „Nasza” delegacja, choć nieformalna i bez takiegoż przywództwa, liczyła około 20 osób. Jaka była okazja? Trudno to określić.

Najprościej byłoby tak... Tomasz Karamon promuje swoją książkę. Także tam, gdzie dzieje się jej akcja. I tyle. Kto chce, czyta. Kto nie chce, nie musi wiedzieć, że powstała. To jednak coś znacznie więcej! Maleńkie Bardo, liczy sobie niewiele ponad 2 tys. mieszkańców, żyje tą książką! Czy dlatego, że z jego nieco zapyziałej egzystencji ktoś zrobił cnotę? Możliwe. Ten ktoś to jednak autor książki. Godne to zatem podziwu.

I godne naśladowania. Wydawnictwo Dowody, które prowadzi m.in. mistrz reportażu, Mariusz Szczygieł, twierdzi, że Tomasz Karamon „ożywia historię”, choć – dodajmy – sam historykiem nie jest. I gdzie tu odnajdują się narzekania naszych, kłodzkich pasjonatów historii, którzy twierdzą: po co pisać , skoro nikt czy mało kto zechce to czytać [więcej TUTAJ]? Przypadek Karamona zdaje się odpowiadać: bo pisać trzeba umieć!

Jest pewne zastrzeżenie. Sam autor przyznaje, że obok faktów, wspomnień mieszkańców, zawarł w swej książce legendy, a nawet plotki. Nie jest to zatem podręcznik historii Barda. Jest to jednak coś ważniejszego: rzecz, która pozwala budować lokalną tożsamość, utożsamić się i z miejscem, i z ludźmi, którzy tu przez wieki żyli. Wreszcie – pokochać to. Tak, jak przez wieki oni kochali tytułową bohaterkę, ową Matkę B.

– O Bozie, jak Państwa dużo... – jęknął Tomasz Karamon ze sceny ustawionej w bardzkim Parku za Nysą. A byli tam i Klaudia Lutosławska-Nowak, zastępca dyrektora naszej biblioteki, i Joanna Stoklasek-Michalak, autorka poetyckiego przewodnika po Kłodzku, i Mietek Kowalcze, który żyje teraz życiem Arnošta z Pardubic, a my wraz z nim, i Agata Zasępa, tłumaczka i ekolożka, i Lilla Grabowska-Kaleta, poetka i malarka...

Dlaczego piszemy, że było to święto literatury? Bo burmistrz Marta Ptasińska jako pierwszy event, który ma ożywić park, wybrała spotkanie z pisarzem, bo przyszło jakieś 150 osób z dziećmi, z psami, bo jak tam wpadliśmy, byli sami swoi z Kłodzczyzny. A panie, które przygotowały catering, chwaliły się, że musiały zadowolić „klientelę z wyższej półki”, czyli nas – tych, którzy czytają książki. Warto naśladować! [kot]

PS A dlaczego wyróżniliśmy Henryka Grzybowskiego, a nie – na przykład – Małgorzatę Łapińskią i Lili Wyjadłowską, uczennice szkoły muzycznej z Bystrzycy Kłodzkiej, które kształcą się pod okiem Witolda Kozakowskiego, a w Bardzie pokazały swój kunszt? Bo pan Henryk nie dość, że historia ziemi kłodzkiej to jego pasja, to na spotkaniu jeszcze usiadł tuż przy pani burmistrz.

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Nowy wątek