Męskie granie na Krupniczej

niedziela, 23.12.2018 15:54 845 0

Po niezwykle zaciętym spotkaniu wrocławscy Gwardziści pokonali BBTS Bielsko-Biała 3:2. Najlepszy występ w tym sezonie zaliczył Michał Superlak, który mecz zakończył ze statuetką MVP. Widowisko na koniec roku w hali Gwardii było przednie.

Mecz z bielskim klubem zapowiadał się naprawdę emocjonująco. Do walki mieli stanąć najlepiej punktujący w całej lidze – Kamil Maruszczyk i Oleg Krikun. Na początku spotkania to Maruszczyk wybijał się na pierwszy plan. Wspierany przez Michała Superlaka i Łukasza Lubaczewskiego, tercet tworzył niezłą siłę ofensywną. Jak się później okazało, to był jednak dzień Superlaka. W cały spotkaniu postawił trzy punktowe bloki, dokładając pięć asów serwisowych, przede wszystkim nie wstrzymując ręki na skrzydłach w najtrudniejszych momentach. Łącznie atakujący Gwardii zdobył 24 oczka w całym meczu, tyle samo, co wspomniany Krikun.


- Początek tego meczu to nasza absolutna dominacja. Graliśmy bardzo pewnie w ataku, ja sam czułem się świetnie fizycznie. Przede wszystkim bielszczanie mieli spore kłopoty w przyjęciu i my potrafiliśmy to wykorzystać – mówił Superlak.

Pierwsze dwa sety to obraz pewnej gry zespołu Piotra Lebiody, który dysponował dobrym przyjęciem i świetna zagrywką. Jakub Nowosielski na rozegraniu miał dzięki swoim kolegom sporą swobodę. Często decydował się na grę środkiem siatki, gdzie mógł liczyć na wsparcie Błażeja Szymeczko i Arkadiusza Olczyka. Olczyk wrócił po kilku tygodniach przerwy z powodu kontuzji stawu skokowego i zdobył 9 cennych punktów w kluczowych momentach seta. Na dorobek złożyły się między innymi trzy solidne bloki i 86% skuteczności w ataku. Szymeczko również był w dobrej dyspozycji, oprócz dobrej gry na środku siatki, dołożył jeszcze jednego asa serwisowego.

Po drugim secie, wyszarpanym z gardła przeciwnika w samej końcówce, bielszczanie nie poddali się i całkowicie odmienili swoją grę. Kilka kluczowych zmian w drużynie Pawła Gradowskiego, pozwoliło wrócić BBTS-owi do gry. W ataku swoją skuteczność poprawiła jedna z największych gwiazd 1. Ligi – Oleg Krikun, który przez dwie pierwsze partię – nie grał aż tak równo. Dodatkowo na boisku pojawił się Bartosz Firszt, który tego dnia w hali Gwardii czuł się tak dobrze, jakby był wieloletnim graczem zespołu z Wrocławia. Serię zagrywek w wykonaniu tego młodego przyjmującego – zapamiętamy jeszcze długo… Mimo coraz lepszej gry rywala, Gwardziści wystawili kibiców na mocną próbę, żeby ostatecznie sięgnąć po sukces.


- Zespół z Bielska-Białej walczył do końca. Te pierwsze dwa sety w naszym wykonaniu nie odebrały im woli zwycięstwa. W trzecim i czwartym secie coś, co na pewno odmieniło obraz ich gry, to skuteczna zagrywka, która  nieco odrzuciła nas od siatki. Tie-break to była już całkowicie wyrównana walka. Nikt nie odpuścił, poziom był bardzo wyrównany i tak naprawdę to niuanse zadecydowały o końcowym wyniku – komentuje Leszek Mazur, drugi trener Gwardii Wrocław.

W czwartym secie bielszczanie zdołali doprowadzić do remisu i po takich przebiegu meczu, najsprawiedliwszym rozwiązaniem okazał się być tie-break. Decydująca partia tego spotkania była już prawdziwą wymianą twardych, męskich ciosów. Ostatecznie to Gwardia zachowała zimną krew w zaciętej końcówce i wygrał cały mecz za dwa punkty. Oczka, które pozwoliły drużynie trenera Lebiody na koniec roku wdrapać się na 6 miejsce w lidze, wyprzedzając… BBTS Bielsko-Biała. Teraz przed Gwardzistami przerwa świąteczna, która potrwa do 27 grudnia. Wtedy GWR wróci do treningów, by już 5 stycznia na wyjeździe zmierzyć się z częstochowskim Norwidem.


               KS GWARDIA WROCŁAW – BBTS BIELSKO-BIAŁA 3:2 (19, 24, -16, -21, 13)

Gwardia: Szymeczko (9), Lubaczewski (13), Nowosielski (2), Maruszczyk (12), Superlak (24), Kaźmierczak (1), Dzikowicz (libero) oraz Obrempalski, Naliwajko (6), Sternik (1), Fijałka, Olczyk (9), Lebioda (libero), Śnieżek.

BBTS: Macionczyk (2), Buniak (1), Piotrowski (13), Sukhatskyi (6), Cedzyński (6), Krikun (24), Koziura (libero) oraz Nowak, Sawicki, Firszt (9), Adamczyk (4), Skotarek, Oniszk (4).

Foto. Aleksandra Twardowska

Dodaj komentarz

Komentarze (0)