"Najbiedniejsi ludzie są ci, którzy pracując myślą tylko o tym ile zarobią..."

sobota, 27.9.2014 13:13 12305 3

Najbardziej rozpoznawany detektyw w kraju, często budzący kontrowersje i wywołujący skrajne emocje. W rozmowie z portalem Doba.pl zdradza jak wygląda dzień z życia Krzysztofa Rutkowskiego, jaki jest jego ideał kobiety oraz największy sukces zawodowy.

Paulina Schulz: Niewątpliwie jest Pan bardzo popularną osobą, budzącą skrajne emocje. Jedni Pana uwielbiają inni wręcz nienawidzą.

Krzysztof Rutkowski: Nienawidzą ci, którzy mnie nie znają oraz ci, którzy mają komentarze z przekazów zupełnie abstrakcyjnych. Ja jestem normalnym człowiekiem. Niektórzy widzą jakieś akcje w telewizji, może brutalne działania i wizerunek Rutkowskiego postrzegają jako wizerunek brutalnego człowieka, faceta, „Brudnego Harry”. Nazywany jestem bardzo różnie.

Paulina Schulz: Różnie to znaczy jak?

Krzysztof Rutkowski: „Brudny Harry”, polski „James Bond” czy polski „Chuck Norris”. Wymyślają najróżniejsze przydomki. Niemniej jednak, tak jak powiedziałem, ja jestem normalnym człowiekiem, który wykonuje swoją robotę, swoje rzemiosło w sposób jak najlepiej potrafi. Z pełnym zaangażowaniem w to co robię, dla sytuacji, w której uczestniczę. Gdybym miał wybrać pomiędzy nawet najlepszą rodziną, którą miałem w Wiedniu i tą którą mam w tej chwili a pracą, to wybrałbym pracę. Kobieta, która ze mną jest zdaje sobie z tego doskonale sprawę. Żadna kobieta nie ma szans z tym co robię.

Paulina Schulz: Chyba, że będzie robić to samo?

Krzysztof Rutkowski: Powiem szczerze, że były takie. Moja pierwsza żona Anna, która miesza w Wiedniu pracowała ze mną i sprawdzała się jako doskonała żona, doskonała matka i jako doskonała współpracownica. Była to idealna partnerka i w biznesie i w życiu osobistym, ale...

Paulina Schulz: Ale...?

Krzysztof Rutkowski: Ale... na Dolnym Śląsku też są piękne kobiety i zadziałała chemia. Przyjechaliśmy do jednego zdarzenia w Oleśnicy i tak się zaczęła nowa sytuacja w moim życiu. Po prostu zadziałała chemia i doszło do rozwodu dla oleśniczanki.

Paulina Schulz: Żałuje Pan?

Krzysztof Rutkowski: Nie, nie żałuję, bo ja niczego w życiu nie żałuję. Nie mogę tego żałować, bo kłamałbym. Nic tak dobrze nie robi w życiu jak świadomość, że przeżyliśmy to co było dla nas fajne, przyjemne, konstruktywne, kreatywne i każda kobieta, która w jakiś sposób ze mną była dawała mi nowe tło i nowe życie. Owszem, zawsze niestety, co jest najgorsze w tym wszystkim i najbardziej przykre dla tych „nowych” może być to, że jednak takim punktem odniesienia jest ta idealna – ta Anna, która w tej chwili wychowuje naszą córkę Werę. Powiem szczerze, ona była taką bardzo wysoką poprzeczką dla każdej następczyni.

Paulina Schulz: Czyli nie było już później takiej idealnej jak pierwsza żona?

Krzysztof Rutkowski: Była. Była jej kopia można powiedzieć, tylko o połowę młodsza. Luiza. Zakonnica tak zwana. Dziewczyna, która robi doktorat na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Zawodowo była kopią, odbiciem Anny. Była może troszeczkę bardziej chaotyczna. Nie była tak precyzyjna ponieważ Anna działa, można powiedzieć, z niemiecką precyzją. Jest tłumaczem przysięgłym języka niemieckiego, od wielu lat mieszka w Austrii. Z domu ma nawyki wychowania takie dość mocno żelazne. Chodząc do szkoły do sióstr w Łodzi, językiem przekazu nauki był język niemiecki. Jej wcielenie w ten schemat, w ten system mi też bardzo mocno odpowiada ponieważ ja też lubię porządek i precyzję. Mówię tutaj o precyzji zarówno w życiu prywatnym jak i życiu zawodowym. To co mnie otacza ma być czyste i przejrzyste. Nienawidzę bałaganiarzy.

Paulina Schulz: Czy zatem każdy dzień z życia Krzysztofa Rutkowskiego jest zaplanowany tak precyzyjnie? Pytam oczywiście o życie zawodowe.

Krzysztof Rutkowski: Często kiedy inni wstają my dopiero wtedy kończymy i to jest ta zmiana czasowa, zmiana oceny sytuacji. Dojeżdżamy do punktu „zero”, musimy się w jakiś sposób zorganizować. No i się zaczyna ta godzina funkcjonowania. Normalnie, przeciętnie jest to godz. 9.00 rano i jeżeli nawet zjadę o godzinie 2.00 w nocy, o 3.00 się położę to te 6 godzin jest to minimum snu. Oczywiście jak jest normalna sytuacja to staram się wcześniej ten dzień zacząć niemniej jednak nie śpieszę się do tego żeby się kłaść spać, bo szkoda mi czasu.

Paulina Schulz: A co z czasem na rozrywkę?

Krzysztof Rutkowski: Czas na rozrywkę jest bardzo często po akcji. Uda się robota to musi zostać uwieńczona jakimś takim sukcesem towarzyskim z wieloma ludźmi, z którymi się współpracuje.

Paulina Schulz: Jaki jest Pana największy sukces zawodowy?

Krzysztof Rutkowski: Trudno mówić o jednym, bo też nie jest tak, że możemy się odnieść, że np. zrobiliśmy sprawę, która dała nam bardzo duże przełożenie ekonomiczne, medialne czy uznaniowe. Najbiedniejsi ludzie są ci, którzy pracując myślą tylko o tym ile zarobią. Najgorsze co może być. Mój sukces wiąże się w jakiś sposób, przeplata. Oczywiście muszę mieć pieniądze na modernizację, usprawnianie, umożliwianie pewnych działań. Jest kilka załóg, które pracują. Jedna robota jest wykonywana w Rumunii, Amsterdamie czy Hiszpanii. Druga robota jest wykonywana w Niemczech, Zielonej Górze itd. Jest jeszcze wiele elementów, które przeplatają się zdarzeniami z tzw. dnia codziennego. Trzeba nad tym panować. Ktoś by mógł powiedzieć, że sukcesem Rutkowskiego było np. zatrzymanie Jędrzeja w Budapeszcie. Mężczyzna, który poszukiwany był przez całą Polską policję, przez Interpol, wyświetlał się na czerwono w komputerach, był cynglem „łódzkiej ośmiornicy” i uciekł. Został zatrzymany przez nas. Akcja, którą prowadziłem przez dwa tygodnie. Mało tego, za tę akcję nikt nie zapłacił a pociągnęła koszty biura na 60 tysięcy złotych.


Paulina Schulz:
Jak doszło do tego zatrzymania?

Krzysztof Rutkowski: Kiedy byłem już zrezygnowany, pamiętam siedziałem w hotelu w Budapeszcie i jadłem obiad. Nie dokończyłem go ponieważ dostałem telefon: „Mamy go namierzonego”. Był w obiektach basenów kajzerowskich, ale obiekty te to 7 basenów, 400 saun i masa wyjść. Trzeba to było tak ustawić żeby nie uciekł. Powiadomiliśmy o tym tamtejszą policję. Przylecieli policjanci z CBŚ z Warszawy, którzy chcieli przejąć na siebie sukces, że to oni go zatrzymali. Proszę sobie wyobrazić, pomylili się. Na 10 minut przed wyjściem Jędrzeja z basenu, zatrzymali zupełnie przypadkową osobę, która szła z dzieckiem i żoną. Gdyby Jędrzej to widział uciekłby, policja spieprzyłaby nam robotę. Odczekaliśmy. Mieliśmy wynajęte taksówki, za kierownicą nasi ludzie. W momencie kiedy wychodził „Jest, strzał, dziękuję, ziemia”. Kolejna sprawa, zatrzymanie zabójcy pani notariusz z Oświęcimia. Głośna sprawa organizowana z Czechach, którą również przeprowadziliśmy. W tym czasie pomimo tego, że byłem posłem Parlamentu Europejskiego miałem zakaz wjazdu na teren Czech przez rok. Oczywiście mogłem tylko przejechać. Mogłem przebywać tam tylko 24 godziny ponieważ uzasadniłem to, że jeżdżę do domu do Wiednia i jeżdżę do Parlamentu Europejskiego. Zabójcę zatrzymaliśmy w hotelu w czeskim Cieszynie, 300 km od granicy.
To są rzeczy, dla których warto pracować, za które nikt nie płaci. Zupełnie niekomercyjne w sensie wykonywania roboty, ale jak bardzo uznaniowe. Dzięki Bogu, że stać mnie na tego rodzaju działania. Firma, nie ukrywam daje sobie całkiem nieźle radę jeżeli chodzi o tzw. stronę ekonomiczną. Myślę, że w tym przypadku potrzebujemy żeby mieć najlepszych ludzi, dobry sprzęt, który wielokrotnie wyprzedził policję. Ostatni przypadek poszukiwania pozostałości krwi w jednym z pałaców pod Warszawą, gdzie policja nie dysponowała nawet środkiem do spryskania podłóg, ścian. To są czasami te braki podstawowych rzeczy, które muszą być w wyposażeniu każdej jednostki nawet powiatowej. Owszem, policja z Komendy Wojewódzkiej, która dysponuje z pewnością dużo lepszym sprzętem a niżeli jednostki powiatowe, dają sobie świetnie radę. Są i pewne rzeczy, którymi my nie dysponujmy, ale są też pojazdy które posiadamy, a które budzą dużą zazdrość wśród policjantów. Takim naszym ostatnim fajnym nabytkiem jest bojowy samochód Hummer H1, który naprawdę prezentuje się mocno imponująco.


Paulina Schulz:
A jakie było najdziwniejsze zlecenie jakie otrzymaliście?

Krzysztof Rutkowski: Są różne sprawy. Ginie Mercedes wartości 120 tysięcy euro, zwracają się do mnie właściciele tego samochodu i mówią: „Panie Krzysztofie na samochodzie nam nie zależy, bo za samochód dostaniemy odszkodowanie od ubezpieczyciela, ale tam był piesek. My za tego pieska zapłacimy tyle, ile by pan dostał za samochód czyli oczywiście 10% od wartości tego pojazdu.”. Proszę bardzo, odnaleźliśmy pieska. To była dość nietypowa sprawa. Sytuacje są czasami bardzo śmieszne i różne. Ludzie czasami sami sobie wymyślają przestępstwa, których nigdy nie było. Była taka dziewczyna z Chełma, która później popadła w notoryczne telefonowanie do mnie. Zresztą było prowadzone postępowanie prokuratorskie i teraz jest drugie. Potrafiła wysłać 400 sms-ów dziennie i wydzwonić 1000 połączeń „głuchych” w ciągu jednego dnia. Robiła to na telefon alarmowy biura i blokowała linię.

Paulina Schulz: Częstym zarzutem wobec Pana jest brak licencji. Stanowi to przeszkodę w wykonywaniu działań?

Krzysztof Rutkowski: Nie, to nie jest przeszkoda w żaden sposób. Niebawem być może stanie się tak, jak zresztą proponował minister Gowin nastąpi odejście od form licencji. Myślę, że za mną stoi robota i skuteczność. U mnie pracują ludzie z licencjami. Poprzychodzili, bo ich firmy po prostu upadły i pracują dla mnie, dla człowieka, który im wydaje polecenia. Jest jedno zastrzeżenie ponieważ są dwa biura: biuro doradcze oraz biuro detektywistyczne. W przypadku jeżeli będą wykonywane jakiekolwiek działania o charakterze detektywistycznym będzie je wykonywało Biuro Detektywistyczne Rutkowski Security-Service sp.z o.o. Ja mam dwa podmioty i dla mnie 25 lat na rynku o czymś świadczy. Proszę mi powiedzieć czy pływak, który daje sobie doskonale radę i jest w stanie przepłynąć kanał La Manche a nie posiada karty pływackiej, to czy ona mu w czymś pomoże? Nie wiem jak inni chcieliby mocno zatrzeć wyniki, sukcesy biura Rutkowski to nie są w stanie tego zrobić. Ja pozostanę dla wszystkich tych, którzy mnie widzieli, słyszeli, w jakiś sposób podziwiali, opluwali jako detektyw. Czy ktoś mnie lubi czy nie – i tak mnie komentuje. A licencja została mi zabrana nie za to, że jechałem po pijanemu czy za to, że biuro popełniło jakieś błędy czysto merytoryczne tylko za to, że zatrzymaliśmy bandytów, którzy spalili ludziom hurtownię. Położyliśmy ich na ziemię, jeden z nich się poskarżył a mój konflikt między komendantem wojewódzkim i prokuratorem doprowadził do takiego szału, że mi po prostu tę licencję zabrali.
To jest życie i ja muszę brać pod uwagę, że nikt mi nie powiedział, że będzie słodko, pięknie i kolorowo. Niemniej jednak wiele robót, które zrobiliśmy są solą w oku policji m.in. sprawa z Sosnowca. Muszę powiedzieć, że dla mnie największą zapłatą były sondaże: Jak oceniasz pracę Rutkowskiego i jak oceniasz pracę policji? TVN - 67% dla Rutkowskiego, 25% dla policji, sondaż Polskiego Radia 70% dla Rutkowskiego, 20% dla policji, 10% się nie opowiedziało. Internauci WP 80% dla Rutkowskiego, 10% dla policji, reszta się nie opowiedziała. Są to skandaliczne wyniki, które podważają autorytet machiny, na którą przeznaczane są miliardy złotych. Tak odbiera polskie społeczeństwo Polską policję i tak odbiera naszą pracę. Za mną stoją cyfry i za mną stoją pewne wyniki a nie gadanie bzdur o statystykach, że wykryliśmy „tyle i tyle” a dajemy sobie jako wykryte to co zostało umorzone, bo niestety tak jest, że to co zostało umorzone idzie jako wykryte. No to o czym my mówimy?

Paulina Schulz: Dziękuję za rozmowę.

Krzysztof Rutkowski: Dziękuję.



Przeczytaj komentarze (3)

Komentarze (3)

piątek, 03.10.2014 11:06
O ile wiem, czeski Cieszyn graniczy z Polską ;)
:D sobota, 27.09.2014 13:41
Najbiedniejsi ludzie są ci, których stać na fryzjera, a ścinają...
sobota, 27.09.2014 20:46
Mistrzunio:-D