komunikaty.doba.pl
wesele.doba.pl
PKS
PKP
MPK
FORUM

piątek, 30 października 2020

Zenobii, Przemyslawa

Sensacja: narodziny orleni cętkowanych we wrocławskim zoo!

wtorek, 23.6.2020 14:55 , komentarze: 0 , odsłony: 1434
kategorie artykułu:

Rozmowa z Jakubem Kordasem, absolwentem Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku biologia, a obecnie kierownikiem akwariów wrocławskiego zoo. Zarządza zespołem opiekującym się ok. 11.000 ryb z ponad 250 gatunków, które zamieszkują około 120 akwariów o pojemności od 10 do 3,5 mln litrów.

Być specjalistą w dziedzinie akwarystyki oznacza, że lubi się ryby. Czy jest gatunek, który uważa Pan za najciekawszy, najbardziej fascynujący we wrocławskim ZOO?

Jakub Kordas (JK): To zależy, bo w każdym zbiorniku jest jakiś ciekawy gatunek. I to zarówno w słodkiej jak i morskiej wodzie. Na przykład w basenie krokodyli nilowych, w Dżungli Kongo, mieszkają Papyrocranus afer. To bardzo rzadko spotykany w hodowlach, drapieżny gatunek. W środowisku naturalnym osiąga nawet 80 cm długości ciała, w hodowli dorasta zwykle do 60 cm. Dzięki wydłużonej płetwie odbytowej potrafi szybko pływać i wygląda to dość spektakularnie. W basenie manatów pływa goliat czyli Hydrocynus goliath. Ma bardzo ciekawe przystosowanie do zdobywania pokarmu - zęby chwytne. Do tego potężny napęd w postaci wielkiej płetwy ogonowej. W Kanale Mozambickim mieszka rekin szary. Bardzo dynamiczny, prawdziwa torpeda! Jest szczytowym drapieżnikiem rafy koralowej, który na polowanie wybiera się nocą. Zaś w Morzu Czerwonym mamy mnóstwo drobnych, kolorowych ryb, a także orlenie cętkowane, strzępiela Goliata oraz piękne barweny, które mają wyrostki czuciowe, dzięki którym przeszukują dno w poszukiwaniu pokarmu.  

Czyli nawet jeśli ktoś nie jest akwarystą, to w Afrykarium będzie miał co oglądać?

JK: Tak. Oczywiście trzeba chwilę poczekać przed zbiornikiem, żeby wszystkie jego cuda nam się pokazały. Po prostu trzeba „zapolować” na nie. Naprawdę warto. W poznaniu i rozpoznaniu mieszkańców Afrykarium pomogą etykiety gatunkowe, które można znaleźć niemal na każdym kroku.  

Mamy dziś mówić o drugich w Polsce narodzinach orlenia cętkowanego. To gatunek płaszczek. Co w tych rybach jest ciekawego?

JK: Ciekawe jest to, że płaszczki, podobnie jak rekiny, posiadają szkielet zbudowany z chrząstki. Szkielet tego typu na ogół jest lekki i bardzo sprężysty tylko u części dużych gatunków potrafi być zmineralizowany. Z jednej strony jest wystarczająco twardy, aby chronić, z drugiej sprężysty i lekki tak, aby ułatwiać poruszanie się w wodzie. U płaszczek, podobnie jak u rekinów, występuje ciekawe pokrycie ciała. Łuski zwane zębem plakoidalnym. Pokryte warstwą szkliwa „enamel” chronią ciało ryby i tkwiąc w skórze pełniąc przeróżne funkcje. Oprócz pancerza łuski takie znacząco redukują opory wody. Z ciekawostek można powiedzieć, że w chwili obecnej przemysł stara się wykorzystać właściwości pokrycia ciała płaszczek i rekinów przy konstrukcji nowoczesnych skafandrów nurkowych, strojów kąpielowych. Konstruktorzy samolotów wzorując się na pokryciu ciała płaszczek i rekinów starają się ograniczyć  opory powietrza.  Ryby wymieniają te łuski w czasie swojego życia. Zrzucają je, a na ich miejscu wyrastają nowe. Ich wielkość, kształt i układ są charakterystyczne dla każdego gatunku. U takich gatunków, które żyją przy dnie, zęby plakoidalne mogą formować większe wyrostki skupiska, swego rodzaju „ciernie” dodatkowo chroniąc zwierzę przed drapieżnikami, jednak nie u orleni cętkowanych. Łuski w świecie ryb chrzęstnoszkieletowych są dobrą cechą diagnostyczną i służą nam do rozróżniania gatunków. To trochę tak jak nasze linie papilarne. Wystarczy mieć fragment ciała ryby i już można określić, co to za gatunek. Takie informacje wykorzystywane są przy zwalczaniu handlu płetwami tzw. Finning. Ludzi jednak chyba najbardziej fascynuje kolec jadowy. W tym miejscu muszę ostudzić trochę zapał. Po pierwsze nie wszystkie gatunki płaszczek posiadają taki kolec. Po drugie ukłucie takiego kolca, choć bolesne, rzadko kończy się śmiercią. Należy pamiętać, że jad nie tylko wywołuje ból, ale może również zaburzyć akcję serca i oddychanie. Po trzecie płaszczki nie są agresywnymi zwierzętami, a ataki z ich strony zdarzają się bardzo rzadko i mają charakter obronny.

Większość płaszczek żyje przy dnie. Jednak orleń cętkowany to płaszczka „szybująca”, pięknie porusza się w wodzie - jest zwinna i szybka, jakby szybowała po niebie. Jak to robi?

JK: Aetobatus ocellatus czyli właśnie orleń cętkowany to ryba pelagiczna. Do pływania wykorzystuje powierzchnię nośną swojego ciała dysponując tym samym większą ilością energii pasywnej. Dzięki powierzchni unoszenia, którą tworzy kształt jej ciała, dosłownie szybuje w oceanie, a nawet można powiedzieć ślizga, co nazywamy „glide”. Polega to na tym, że rozprostowują wielkie płatwy piersiowe i pozwala się unosić wodzie.

Czy ten gatunek jest powszechny w morzach i oceanach?

JK: Nie, orleń cętkowany należy do gatunku zagrożonego wyginięciem w środowisku naturalnym. Ma szeroki zakres występowania, bo obejmuje w zasadzie cały Ocean Indyjski i jego morza – od wschodniego wybrzeża Afryki, południowe Azji, całą Indonezję, północne wybrzeże Australii, aż do Hawajów. Jednak odnotowywany jest duży spadek liczebności  populacji i IUCN nadał temu gatunkowi status „wrażliwego” (Vulnerable). Ponadto do niedawna niewiele było wiadomo o tych rybach. Podejrzewano, że nie mamy do czynienia z jednym gatunkiem, bo orlenie w różnych częściach Oceanu wyglądają trochę inaczej. Potwierdziły to badania genetyczne. Stąd też hodowle zachowawcze w ogrodach zoologicznych – aby chronić i poznawać lepiej ten gatunek.

Co oznacza „program hodowli zachowawczej w ogrodzie zoologicznym”? Od kiedy jest prowadzony?

JK:  Ogrody zoologiczne, zrzeszone w Światowym i Europejskim Stowarzyszeniu Ogrodów Zoologicznych, stawiają sobie za cel przede wszystkim chronić zagrożone gatunki zwierząt oraz edukować szeroko rozumiane społeczeństwo w kwestiach biologii i ekologii. Stąd między innymi programy hodowlane koordynowane przez specjalistów i  obejmujące całe kontynenty. Dzięki skupieniu wiedzy o wszystkich hodowanych osobnikach w jednym miejscu możemy więcej się dowiedzieć o całym gatunku oraz planować hodowlę przy zachowaniu bogatej puli genowej.
Program orlenia cętkowanego realizowany jest od samego początku pojawienia się pierwszych osobników w ogrodach zoologicznych i oceanariach. Było to w 1997-98 roku, by już w 1999 r. uruchomić program monitorujący, który przekształcono w księgę gatunkową w 2010 r. Od czterech lat jestem koordynatorem wyżej wymienionego programu.

Od kiedy orlenie cętkowane mieszkają we wrocławskim zoo?

JK: Pojawiły się wraz z Afrykarium, więc jesienią 2014 r. Potrzebują dużo przestrzeni, czyli dużego zbiornika. Warto zaznaczyć, że nie ma ich tak wiele w hodowlach. Obecnie mamy ponad 90 osobników żyjących w 19 ogrodach zoologicznych i akwariach. W Afrykarium można je podziwiać w dwóch strefach – w Morzu Czerwonym, które ma pojemność 1 mln litrów oraz w Kanale Mozambickim, gdzie mieści się 3,2 mln litrów wody. Mieszka ich tam łącznie siedem. Mają idealne warunki do życia i rozmnażania się. Zresztą mieliśmy już pierwszy przychówek -  1 kwietnia 2019 r. urodził się samiec, któremu nadaliśmy imię Harley. Jego matką jest Harry, jedna z największych (jak na razie) przedstawicielek tego gatunku w naszym zoo. To powód do radości i dumy, ponieważ orlenie przyjechały do nas jako bardzo młode osobniki i musieliśmy poczekać, aż dorosną. A dorastanie u nich trwa nawet 7 lat! Musieliśmy w tym czasie zapewnić im optymalne warunki do życia, bo w zasadzie to jedyna hodowla w Polsce, a Harley jest pierwszym urodzonym orleniem cętkowanym w polskiej historii akwarystyki. W tym roku doczekaliśmy się dwóch kolejnych –urodzone 2 maja samczyk i samiczka też po Harrym. ale ojca poznamy dopiero po teście DNA.

Czyli wystarczyło poczekać, aż małe orlenie dorosną, aby doczekać się przychówku?

JK: Nie było tak łatwo, bo to trudny w hodowli gatunek. Zbiorniki, gdzie mieszkają, są wielogatunkowe. W Kanale Mozambickim, mieszkają między innymi cztery gatunki rekinów i dla niektórych z nich orleń może stanowić pokarm. Trzeba więc tak prowadzić hodowlę, aby „wilk był syty i owca cała”.  Do tego są to ryby żyworodne, więc zaraz po narodzinach należy odłączyć młodego osobnika, dla jego bezpieczeństwa. To wtedy jest chyba najtrudniej.

Co się dalej będzie działo z potomstwem orleni, kiedy podrosną, usamodzielnią się?

JK: Pojadą w świat do konkretnej, skrupulatnie wybranej wcześniej instytucji w Europie. Jako koordynator hodowli orleni cętkowanych w Europie będę starał się umieścić je w instytucjach, gdzie wzbogacą pulę genetyczną. Nasze samice są niespokrewnione z grupą założycielską, więc  ich potomstwo jest bardzo cenne dla całej europejskiej grupy hodowlanej.

Na koniec pytanie często zadawane przez zwiedzających: Czy wszystkie ryby w Afrykarium mają imiona?

JK: Nie. Jednak nie dlatego, że byśmy nie chcieli, po prostu jest ich za dużo. Dorosłych, sklasyfikowanych osobników w samym Afrykarium mamy około 8 tys. Kiedy jednak dodamy do tego narybek i inne zwierzęta wodne, to grubo przekroczymy liczbę 10 tys. Nikt nie byłby w stanie zapamiętać imion wszystkich tych zwierząt i jeszcze je rozpoznawać! Jednak te większe, jak płaszczki czy rekiny mają imiona i rozpoznajemy je bez trudu.

Zatem trzymamy kciuki i dziękuję za rozmowę!

 

Wasze komentarze

czwartek, 29.10.2020 10:22
środa, 28.10.2020 09:05
piątek, 23.10.2020 11:48
środa, 21.10.2020 09:11
Muzeum Techniki
Muzeum Techniki
Wymarzone wesele
Wymarzone wesele