Ograniczenie bohomazów oraz promocja ulicznej sztuki artystycznej

wtorek, 27.2.2018 10:00 491 0

We Wrocławiu na każdej głównej ulicy pojawiają się bohomazy. Ich ilość jest przytłaczająca, praktycznie nie ma miejsca gdzie pseudoartyści nie zaznaczyliby swojej obecności. Szkoły, przystanki autobusowe, mury, zabytkowe budynki a nawet miejsca kultu takie jak mur okalający parafię św. Antoniego na wrocławskich Karłowicach.

Liczba bohomazów sprawia wrażenie, że miasto jest bezradne. Aby temu zaradzić można użyć paru metod, które przy odpowiedniej synchronizacji spowodują, że nowe bohomazy nie będą pojawiały się tak często a stare zostaną usunięte.

Po pierwsze przy współpracy Urzędu Miasta z radami osiedlowymi i StreetArt-em, włodarze miasta powinni wyznaczyć przestrzeń do legalnego malowania. We Wrocławiu kilka lat temu istniały takie przestrzenie, z obserwacji wynika, że liczba bohomazów była mniejsza.

Miasto przy współpracy z radami osiedla oraz streetart-em może wyznaczyć takie lokalizacje, również nakreślić co mogłoby się znaleźć na takich przestrzeniach. Bardzo dobre są murale odwołujące się do historii miasta jak te znajdujące się na wrocławskim Nadodrze. Dlaczego nie miałyby powstać murale przestawiające takie wydarzenie jak: bitwa na Psim Polu z 1109 roku pomiędzy Bolesławem Krzywoustym a Henrykiem V wygrana przez stronę polską, przedstawiająca historię najdłuższej kolejki wąskotorowej z Nadodrza do Milicza czy historie tworzenia wrocławskiej Solidarności.

W Berlinie w dzielnicy Kreuzberg przy współpracy z magistratem dzielnice oddano artystom. Warto podkreślić, że w sztuce ulicznej panuje przestrzegana zasada, że na danym dziele nikt inny nie maluje. Dany obiekt jest zabezpieczony za pomocą muralu przed bohomazami. Oczywiście są to tylko propozycje. Nie chcemy narzucać miastu a przede wszystkim artystom co powinni tworzyć.

Wrocław powinien stworzyć mapę lokalizacji taką jaka się znajduje w Wiedniu tak zwany Winer Wald, gdzie każdy po otworzeniu strony internetowej będzie wiedział gdzie można legalnie malować. W Sydney powstało Gallery Graffiti Park, miejsce gdzie artyści malują a każdy zainteresowany może patrzyć jak wygląda taki proces. Wrocław powinien oprzeć swoją strategię o współpracę ze środowiskiem StreetArt oraz Akademią Sztuk Pięknych tak aby wszystkich zainteresowanych również wandali niszczących obiekty bohomazami uczyć tworzyć działa na ścienne. Powinna to być połączenie funkcji resocjalizacyjnej oraz edukacyjnej.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że nie wszyscy będą chcieli współpracować przy tworzeniu pięknego Wrocławia a znajda się też tacy, którzy nadal będą niszczyć. Takie osoby, należy wyłapać przy współpracy ze strażą miejską oraz policją kryminalną. W naszej ocenie monitoring miejski powinien być lepiej synchronizowany. Nie może być tak, że dana osoba niszczy obiekt w kominiarce lub kapturze i jest nie do zidentyfikowania a 30 m dalej idzie bez okrycia twarzy a nie jesteśmy w stanie ustalić za pomocą innych kamer kto to był. Często te osoby, byłby do wykrycia gdyby służby poprosiły o nagrania właścicieli budynków, którzy często posiadają system monitoringu.

Ze statystyk wynika, że najwięcej bohomazów pojawia się na nowych elewacjach, dlaczego nie zamontować na nich czujników sprayu jak to się odbywa w Australii. Kiedy wandal, będzie niszczył budynek, komenda miejska dostanie powiadomienie o uruchomieniu czujnika i tym sposobem ta osoba zostanie złapana na gorącym uczynku.

Wobec osób niszczących publiczne i prywatne mienie powinniśmy wyciągnąć konsekwencje. Za największą ilość bohomazów odpowiadają osoby w przedziale wiekowym 18 – 21 lat. Na te osoby nie powinny być nakładane kary finansowe ponieważ z braku pieniędzy będą ciężkie do wyegzekwowania. Możemy zastosować zasadę odpracowywania zniszczonego mienia. Aby odpracowywanie nie kolidowało z nauką te osoby powinny odpracowywać zniszczenia prze 2 -3 miesiące wakacji. Uważamy, że po zakończeniu odpracowywania tym osobom nie przyjdzie już myśl zniszczenie cudzej własności. Zgodnie z polskim prawem tylko właściciele obiektów mogą pozwać danego wandala o uiszczenie odszkodowania dlatego chcemy aby władze miasta zwróciły się do przedstawicieli parlamentu o zmianę prawa, jeśli dany właściciel się zgodzi egzekwować przez miasto za zniszczenie jego nieruchomości dlaczego tego nie robić.

Chcemy aby we Wrocławiu zostały usunięte bohomazy, zdajemy sobie sprawę, że koszt usunięcia 1 m2 bohomazy to koszt do 50 zł do 150 zł. Przy takiej kwocie same usunięcie bohomazów z murów parafii św. Antoniego wynosi kilka tysięcy złotych. Spółdzielnie mieszkaniowe na ten cel przeznaczają rocznie średnio kilkadziesiąt tysięcy złotych. Koszt usunięcia wszystkich bohomazów we Wrocławiu może wynieść kilkadziesiąt milionów złotych. Aby zachęcić prywatnych właścicieli do usunięcia szkód z nie swojej winy miasto powinno zaproponować na podstawie okazanych zdjęć szkody, usunięcia szkody oraz faktury za wykonane usługi pomniejszony podatek od nieruchomości o kwotę usunięcia zniszczenia. 

Przedstawione metody sprawdziły się w polskich miastach takich jak Kraków czy Gdynia gdzie kilka lat temu było niszczone w bardzo dużym stopniu mienie napisami Arka Gdynia, Lechia Gdańsk czy Wisła Kraków i Cracovia. Również sprawdziło się w takich miastach jak Sydney, Vancuver, Toronto czy Wiedeń. Liczymy, że miasto nie zbagatelizuje tego problemu, w Krakowie zaczęto poważnie zajmować się tym problemem dopiero po zniszczeniu krakowskich Sukiennic. Miejmy nadzieje, że powyższe metody poskutkują, w Singapurze wprowadzono karę chłosty. Jako, że jesteśmy państwem europejskim te metody zostawmy na koniec.

Źródło: Informacja prasowa 

Dodaj komentarz

Komentarze (0)