komunikaty.doba.pl
wesele.doba.pl
PKS
PKP
MPK
FORUM

niedziela, 28 lutego 2021

Romana, Ludomira

Echo tamtych lat

poniedziałek, 8.2.2021 14:09 , komentarze: 0 , odsłony: 434
kategorie artykułu:

6 lutego 1990 r. PTV Echo zaczęła regularne emisje programów, które wrocławianie mogli oglądać każdego dnia przez cztery godziny – od 16.00 do 20.00. Pięć lat później, w marcu 1995 r., wrocławska stacja musiała pożegnać się z widzami. Sześć lat temu – na fali srebrnego jubileuszu swojego medialnego „dziecka” – dawni właściciele oraz pracownicy telewizji Echo, która nadawała z Wrocławia, postanowili odkurzyć nie tylko wspomnienia o pionierskich czasach pierwszej prywatnej stacji tv w Polsce. Planowali także np. czynnie włączyć się w propagowanie niezależnych multimediów. Jak to w życiu, coś wypaliło, a coś nie. Ważne, że została dobra pamięć o tamtych, dziewięćdziesiątych latach. A dla wielu wrocławian nawet legenda. 
Z PTV Echo łączą się w tym roku dwie rocznice. Obie nieparzyste. Pierwsza – powstanie tej niezależnej stacji telewizyjnej 6 lutego 1990 r., druga to data, kiedy planszę z napisem ECHO PRYWATNA TELEWIZJA widzowie zobaczyli po raz ostatni, czyli 8 marca 1995 r.

Przez pięć lat Echo było naówczas unikalnym, niezależnym oknem na wrocławski, chociaż nie tylko, świat. Ci, którzy postanowili uchylić go widzom, mieli więcej samozaparcia i energii niż rzeczywistego doświadczenia w „robieniu” komercyjnej telewizji, ale dziś wiemy, że dali radę. Entuzjazm i coraz większa dziennikarsko-reporterska rzetelność obsady Echa, a także sympatia i przyzwyczajenie widzów do nadającej – najpierw na kanale 28., a potem 31. – lokalnej telewizji, musiały jednak ugiąć się pod ciężarem zawiłości biznesowych i nie zawsze jasnych uregulowań, które wkroczyły do polskiej rzeczywistości medialnej w pierwszych latach III Rzeczpospolitej.  

Czterej panowie z nadajnikiem

To od nich zaczęła się historia prywatnej, komercyjnej telewizji Echo w naszym mieście. Pierwszy z panów – Henryk Pacha miał ogromne doświadczenie w robocie telewizyjnej – od roku 1970 roku pracował we wrocławskim oddziale TVP, gdzie kierował redakcją II Programu, a jednocześnie realizował swoje cykle dokumentalne. Był także licencjonowanym nadawcą i członkiem Polskiego Związku Krótkofalowców. W PTV Echo został pierwszym redaktorem naczelnym tej stacji i niezależnym producentem.

Drugi to Andrzej Zygmunt (w stanie wojennym projektował i wykonywał nielegalne nadajniki, przez które podziemna Solidarność transmitowała swoje programy). Trzeci – Marek Młynarczyk, pracownik Instytutu Łączności – Państwowego Instytutu Badawczego, którego jeden z oddziałów znajdował się we Wrocławiu. 

Udział czwartego pana był dla śmiałego medialnego przedsięwzięcia decydujący – Ireneusz Orzechowski, właściciel sieci sklepów z częściami elektronicznymi, wyposażył bowiem i w dużej części sfinansował nową, niezależną, pierwszą taką nie tylko w Polsce, ale i wśród krajów tzw. bloku wschodniego telewizję.

Był jeszcze piąty pan, również związany ze wspomnianym Instytutem Łączności. To Dariusz Wasilewski, odpowiedzialny za początkową strukturę techniczną stacji, który skonstruował nadajnik o mocy 20 watów, emitujący sygnał telewizyjny w systemie PAL (czyli nowocześniejszym niż miała ówczesna TVP, nadająca w SECAM), dzięki któremu mogła wystartować PTV Echo. Po zmianie siedziby redakcji Echo otrzymało zaś od Rohde & Schwarz (niemiecka firma m.in. testowego sprzętu elektronicznego) nadajnik o mocy 200 W.   

Radiokomitet mówi: zgoda

W październiku 1989 r. na biurku ówczesnego prezesa Komitetu ds. Radia i Telewizji Andrzeja Drawicza pojawiła się prośba o wyrażenie zgody na uruchomienie prywatnej, eksperymentalnej radiowo-telewizyjnej stacji nadawczej, z zastrzeżeniem, że owym „eksperymentem” wnioskodawcy mają zamiar objąć Wrocław i... Lublin. (Rzeczywiście, potem, wiele kilometrów od dolnośląskiej stolicy, przez krótki czas PTV Echo była także retransmitowana w Lublinie, z nadajnika przy ul. Raabego, który znajdował się w Programie II TVP).

Założyciele wrocławskiej telewizji zadeklarowali, że będą realizować program nieprzystający do znanej sztampy publicznej; dominować ma błyskawiczna informacja i relacje „na żywo”. Poza tym, że są otwarci, jako podmiot komercyjny, na emitowanie reklam, a działalność stacji – prywatnej spółki radiowo-telewizyjnej – będzie z zasady apolityczna.

Prezes Drawicz zgodę wyraził zaskakująco szybko, co oznaczało, że można było zacząć pertraktacje z Ministerstwem Łączności i Zakładem Radiokomunikacji i Teletransmisji w sprawie przydziału częstotliwości na nadawanie programu. W taki oto sposób kanał 28. został zdobyty i otworzyła się furtka do pierwszego spotkania z telewidzami. Początkowo nadajnik Echa – który dostał roczną homologację od instytucji czuwających nad ładem w eterze – zamontowano na dachu Domu Studenckiego „Arka” przy ul. Olszewskiego, gdzie znajdowała się również skromna jeszcze redakcja. Zasięg transmisji był więc raczej „osiedlowy”. 

Około sześciu miesięcy później, wraz ze zmianą siedziby na 22. piętro w budynku Poltegor Center przy ul. Powstańców Śląskich (7 czerwca 1990 r.), antena nadawcza Echa wylądowała na dachu tegoż właśnie najwyższego wówczas w mieście biurowca. Co sprawiło, że można już było, oprócz Wrocławia, docierać (przez kanał 31.) do ok. 2 mln mieszkańców miejscowości, położonych w promieniu 50 km od naszego miasta. 

Maryla na dobrą wróżbę

Byli już ludzie i sprzęt, i misja niesienia społeczeństwu dobrych i złych, ale zawsze aktualnych informacji. Społeczeństwo musiało jednak – po tym jak z codziennej prasy dowiedziało się, że rusza lokalna telewizja – przetestować odnajdywanie jej w eterze. Taka próbna retransmisja programu satelitarnego, która miała temu celowi się przysłużyć, odbyła się 29 stycznia 1990 r. Kanał 28. był łapany nieco powyżej częstotliwości Programu II TVP, nadawanego ze Ślęży. Anteny telewizorów należało zaś ustawić w kierunku Biskupina. 

Pierwsze studio PTV Echo zamykało się w naprawdę malutkich pomieszczeniach o powierzchni 4 i 6 mkw. Mimo trudności, nie tylko przecież lokalowych, ale i jednak z powodu ograniczonych finansów, właściciele stacji nie obawiali się konkurencji. Po pierwsze dlatego, że jako prekursorzy prywatnych telewizji nad Odrą i Wisłą nie mieli ambicji zawładnięcia ogólnopolskim przekazem. Dla nich najważniejszy był Wrocław i najbliższe okolice, a tu urodzaju na takich śmiałków, jak Pacha, Zygmunt i Młynarczyk, wówczas nie było.   

Echo wystartowało uroczystą pompą 6 lutego 1990 r. – w asyście miejscowych władz, rektorów wrocławskich uczelni i kościelnych dostojników. Ale z punktu widzenia przeciętnego widza gwiazdą wieczoru z pewnością była Maryla Rodowicz, która do tej inauguracji odniosła się wraz ze swoim zespołem śpiewająco.

Od tej chwili nic nie stało już na przeszkodzie, żeby Echo zaczęło nadawać programy i realizować ambitną misję. Jak to się udawało, widzowie mogli śledzić w godz. 16.00-20.00. Pierwsze dzienniki prowadziły Grażyna Krzywik i Dorota Michalak-Kurzewska, reportaże z miasta przygotowywał Marek Hamera, a relacje sportowe Ryszard Szołtysik. Aby zapełnić godziny emisji, posiłkowano się również retransmisjami z satelity, na przykład niemieckich programów w wersji oryginalnej, bo na polski przekład nie było wtedy po prostu pieniędzy.

Rosną kadry, rośnie ramówka

Wraz z wiosną, w marcu 1990 utworzono w Echu większy zespół redakcyjny, łącznie z powołaniem nowego redaktora naczelnego, którym został Witold Świętnicki, i jego zastępcy Leszka Turowskiego, absolwentów łódzkiej Filmówki. Wtedy też pochylono się nad nową ramówką programu, co także oznaczało wydłużenie czasu emisji własnych, materiałów na antenie. Ramówka ruszyła w kwietniu, a kolejne dni tygodnia wzięli „we władanie” pierwsi dziennikarze stacji.

Poniedziałki telewidzowie spędzali z Echem na sportowo ze wspomnianym red. Szołtysikiem; wtorki na antenie zajmował „Echo Mix” i cykl „Wrocławscy gliniarze” małżonków Kurzewskich; środa stała pod znakiem biznesowego abecadła (np. jak rozpoznać fałszywe „zielone”, czyli dolary USA) w wykonaniu Henryka Jureckiego i Krzysztofa Kucaja; w czwartek na antenie rządzili wrocławianie i ich bolączki, pokazywane w „Echach miasta” przez Katarzynę i Dariusza Dynerów; weekend zaczynał się „Swobodnym Echem”, czyli piątkowymi rozmowami Leszka Turowskiego z zaproszonymi gośćmi na dachu budynku Żeglugi Śródlądowej przy Wita Stwosza; sobota to znowu program w terenie Zbigniewa Trzcińskiego i rozmaite uliczne sondy wśród mieszkańców, a niedziela – najpierw odbywała się po bożemu, czyli z programami o o ludziach Kościoła, później po urzędowemu (co znacznie bardziej lubili telewidzowie) podczas „Czasu dla Prezydenta”, moderowanego przez Jacka Ściobłowskiego – gdy Bogdan Zdrojewski na żywo odpowiadał na telefoniczne pytania mieszkańców, zatroskanych o różne miejskie niedogodności czy zaniedbania. 

Podczas tej rozmowy na dachu z Januszem Korwin-Mikkem wróżka przepowiedziała mu, że będzie kandydatem na polskiego prezydenta, źródło: archiwum PTV Echo

Tak to leciało

Sondy uliczne, relacje z placów budowy albo rozbiórki, sport, kultura dla małych i dużych, wywiady z politykami, „kryminałki”, „spoty” reklamowe, Krzyżówka Szczęścia... – na poważnie i czasem do śmiechu. No i oczywiście to, czym Echo zasłynęło od morza aż po Tatry, rozmowy o każdym zakamarku Wrocławia z jego prezydentem. Na przestrzeni pięciu lat stacja pokazała, że jest blisko miejskich spraw i żywo na doniesienia od samych mieszkańców reaguje. Wiele bowiem różnych materiałów interwencyjnych powstało w Echu dzięki temu, że informatorzy zgłaszali się osobiście do redakcji. Na 22. piętrze Poltegoru mało kiedy nie było ruchu na korytarzu czy w pokojach redakcyjnych. Ale to tylko świadczyło o tym, że wrocławianie uznali tę telewizję za „swoją”, obdarzając zaufaniem pracujących w niej ludzi, a za stacją nawet poszliby w ogień. Tak jak 30 czerwca 1990 r., gdy  grupa wrocławian, która wyszła na ulice, żeby zamanifestować swoją solidarność z Echem, gdy kończyło się mu pierwsze pozwolenie na nadawanie audycji tv i sporo wskazywało na to, że do prolongaty może nie dojść, zważywszy na ślamazarnie toczące się uregulowania prawne. 

Gdy w końcu jednak nowe pozwolenie się pojawiło, to tylko na trzy miesiące. 30 września odbyła się więc druga akcja w obronie Echa. A potem wypadki potoczyły się tak, że niejako przymuszona okolicznościami wrocławska stacja wstąpiła na trochę niepewną ścieżkę swojej dalszej medialnej kariery, która zaprowadziła Echo niestety nie tam, gdzie jego twórcy by sobie życzyli.

Włoska robota

Taka „rwana” działalność Echa, skazanego w zasadzie na łaskę i niełaskę ministra łączności, i poczucie, że „nie znasz dnia ani godziny”, w dużej mierze zaważyły na tym, że gdy już w czerwcu 1990 r. na horyzoncie pojawił się potencjalny inwestor, i to zagraniczny, właściciele PTV Echo podjęli z nim rozmowy na temat biznesowej współpracy.

Włoski producent telewizyjny Nicola Grauso, związany z Silvio Berlusconim, przybył z pomysłem, by na bazie kilkunastu polskich, lokalnych stacji telewizyjnych zbudować sieć ogólnopolską o nazwie Polonia 1. Docelowo spółka należąca do Grauso w każdej z dwunastu stacji – w tym PTV Echo, która przystała na takie rozwiązanie – objęła 33% udziałów.

Programy sieci Polonia 1 wkroczyły na antenę 7 marca 1993 r. Dla wszystkich dwunastu stacji wprowadzono wspólną ramówkę. Dlatego Echo, poza własnymi, lokalnymi produkcjami, które mogła emitować przez godziny dziennie, włączała także ogólnopolski blok, zaczynający się każdego dnia o godz. 16.15 i trwający do północy. Pasmo wspólne było wypełnione japońskimi kreskówkami, serialami przygodowymi i kryminalnymi („MacGyver” czy „Drużyna A” biły rekordy oglądalności) czy w dużej dawce argentyńskimi telenowelami. Taki stan rzeczy nie pozostał obojętny dla części pracowników Echa, niezadowolonych z utraty miejskiej autonomii na rzecz „włoskiej” sieci, którzy odeszli ze stacji i zawiązali, było nie było, konkurencyjną dla PTV Echo, Telewizję Dolnośląską – TeDe.

Polonia 1 z siedzibą w Warszawie zatrudniała, w sumie w 12 ośrodkach, ok. 2 tys. osób. Włoski holding mediowy Berlusconiego – Fininvest uruchomił wówczas w Polsce także oddział swojego biura reklamy o nazwie Publipolska, pozyskującego reklamodawców dla Polonii 1, której oglądalność na początku 1994 r. obliczano na 8 mln widzów.

Trudny termin: koncesja

Warto pamiętać, że w czasie gdy przyszłe stacje Polonii 1 rozpoczynały nadawanie, nie udzielano koncesji nadawcom radiowym i telewizyjnym, a same przepisy regulujące ich wydawanie były na etapie tworzenia – Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji powstała bowiem w połowie 1993 r., a sam proces koncesyjny ruszył w roku 1994. Od tej pory prywatne telewizje z terytorium Polski (poza PTV Echo, która miała tymczasowe zezwolenie na emisję programu), uznane zostały za prowadzące swoją działalność nielegalnie.

W pierwszym etapie, w którym udział brała m.in. Polonia 1, koncesję ogólnopolską dostał Polsat, bo jeden z zarzutów KRRiT pod adresem Polonii 1 dotyczył skomplikowanej i mało przejrzystej struktury kapitałowej sieci. To niepowodzenie odbiło się także negatywnie na lokalnych pasmach – ich nadawcom zarzucono brak niezależności od włoskich inwestorów, podnoszono też, że nie przewidziano w konkursie utworzenia sieci opartej na nadajnikach małej mocy. (Choć na początku 1995 r. ta „nieprzewidziana sieć nadajników” w większych miastach trafiła do nadawcy kodowanego, jakim był Canal+). 

Mimo nieotrzymania koncesji, Polonia 1 i jej stacje nadawały nadal, wykorzystując czas potrzebny do podważenia decyzji KRRiT w Naczelnym Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Jednak stanu rzeczy na drodze sądowej nie udało się odwrócić. Ośrodki lokalne włoskiej sieci musiały więc zostać wyłączone. 13 września 1994 r. Polonia 1 zaczęła nadawać z Rzymu za pośrednictwem satelity Eutelsat.

Echo nie składa broni i wraca na tarczy

Mimo że w projekcie Polonia 1 w zasadzie poszkodowane, PTV Echo stanęła do walki o  częstotliwość telewizyjną we Wrocławiu. Jej konkurentem była na tym terenie  Telewizja Dolnośląska TeDe. Rozpoczęty w 1994 r. proces koncesyjny zakończył się jednak po myśli tej drugiej stacji, która emisje swoich lokalnych programów (również z Poltegoru) zaczęła w czerwcu 1995 r.

Ostatnim dniem „nadawczym” dla Echa i spotkania z widzami stał się natomiast 8 marca 1995 r. To jednak, że wrocławianie pamiętają o pierwszej prywatnej telewizji, która zapracowała na ich sympatię i zaufanie, sprawia, że chcemy świętować nawet nieparzyste jubileusze z nią związane...

źródło: wroclaw.pl

 

Wasze komentarze

wtorek, 23.2.2021 09:15
poniedziałek, 22.2.2021 14:36
poniedziałek, 22.2.2021 09:08
niedziela, 21.2.2021 08:00
środa, 17.2.2021 13:47
środa, 17.2.2021 10:04
wtorek, 16.2.2021 14:21
Wymarzone wesele
Wymarzone wesele