komunikaty.doba.pl
wesele.doba.pl
PKS
PKP
MPK
LOTTO
FORUM

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Kai, Leonii

Do zwycięstwa w Lublinie Ślęzie Wrocław zabrakło trzech minut

niedziela, 10.2.2019 12:23 , komentarze: 0 , odsłony: 329
kategorie artykułu:

W meczu 17. kolejki Energa Basket Ligi Kobiet Ślęza Wrocław przegrała po dogrywce z Pszczółką Polskim-Cukrem AZS-em-UMCS-em Lublin, choć na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry prowadziła 15 punktami. 

Jako pierwsza punkty zdobyła Ślęza, z dystansu trafiła Karina Szybała. Jednak szybko inicjatywa została przejęta przez gospodynie, które dobrą grą w obronie wypracowywały sobie szansę do punktowania. W niecałą minutę trafiły Magdalena Szajtauer, Brianna Kiesel i Dajana Butulija, ta ostatnia z dystansu. Cały początek spotkania stał pod znakiem wykorzystanych rzutów dystansowych. Po stronie Ślęzy zza łuku celnie przymierzyły Cierra Burdick oraz Marissa Kastanek, w Pszczółce drugi raz nie pomyliła się Butulija.

Po mocnym początku strzeleckim z obu stron w poczynania koszykarek wkradło się rozluźnienie, co przełożyło się na sporo rwanych akcji i strat, których zawodniczki Pszczółki i Ślęzy nie były w stanie wykorzystywać.

Z letargu pierwsze wybudziły się gospodynie. Najpierw dwa rzuty osobiste na punkty zamieniła Butulija, potem z dystansu trafiła była zawodniczka Ślęzy, a obecnie skrzydłowa Pszczółki Kateryna Rymarenko. Te punkty dały lubliniankom sześciopunktową przewagę. Ostatnie słowo w pierwszej kwarcie należało do Taisii Udodenko, która sprawiła, że po pierwszych dziesięciu minutach zawodniczki z Lublina prowadziły tylko 17:13.

Drugą kwartę lepiej rozpoczęły zawodniczki Wojciecha Szawarskiego, które dzięki swojej zwinności i dobremu dzieleniu się piłką potrafiły dwukrotnie zdobyć punkty z łatwych pozycji. Ślęza na początku tej części spotkania popełniły dwa przewinienia w ataku, czym nie ułatwiały sobie stojącego przed nimi zadania. W odrabianiu strat nie pomagała również bardzo słaba skuteczność rzutów z gry zawodniczek 1KS-u oraz problemy z zastawianiem rywalek po ich niecelnych próbach. W ciągu kilkudziesięciu sekund koszykarki Pszczółki trzy razy z rzędu zebrały piłkę w ataku i w końcu spod kosza trafiła Dajana Butulija. Na ten fragment gry natychmiast zareagował Arkadiusz Rusin prosząc o czas.

Po przerwie na żadanie gra Ślęzy nie poprawiła się znacząco, wrocławianki wciąż były trapione przez te same problemy. Przewaga Pszczółki rosła, mimo iż żółto-czerwone dobrze radziły sobie z zatrzymywaniem Brianny Kiesel oraz Nikki Greene. Głównym żądłem Pszczółek w pierwszej połowie była zdecydowanie Dajana Butulija. Serbska rzucająca przez dwadzieścia minut nie spudłowała ani jednego rzutu z gry.

Podopieczne Arkadiusza Rusina utrzymywały się w grze dzięki akcjom podkoszowym. Dwukrotnie udanymi wejściami pod kosz popisała się Elina Dikeoulakou. Za pierwszym razem piłka nie wpadła do kosza i Łotyszka oddała dwa rzuty osobiste, ale drugie podejście zamieniło się już w akcję 2+1, co przełożyło się na najlepszy fragment 1KS-u od początku spotkania. Obrona strefowa Ślęzy przyniosła efekt w postaci niecelnego rzutu Rymarenko i udanej akcji Terezii Palenikovej po drugiej stronie parkietu. Przewaga gospodyń stopniała do trzech punktów, co zmusiło trenera Szawarskiego do poproszenia o czas.

Ta nie wpłynęła na odmianę gry Pszczółki, bo choć skutecznym layupem popisała się Brianna Kiesel, to w dwóch kolejnych akcjach z dystansu trafiły Taisiia Udodenko oraz Terezia Palenikova, co dało Ślęzie pierwsze prowadzenie od początku meczu. Nie udało się go jednak utrzymać do końca kwarty, bo w samej końcówce jeden z dwóch osobistych wykorzystała Butulija. Trzeba jednak przyznać, że wrocławianki odbudowały się po okresie słabszej gry i na przerwę to one schodziły w nieco lepszych humorach.

Po rozpoczęciu drugiej połowy najpierw Elina Dikeoulakou wykorzystała rzut osobisty przyznany wrocławiankom po faulu technicznym, którym przed przerwą ukarany został Wojciech Szawarski, a następnie trafiła z czystej pozycji za trzy punkty. W pierwszych minutach spotkania dobrze funkcjonowała defensywa Ślęzy, aktywnie w obronie pracowała Daria Marciniak notując dwa przechwyty w krótkim odstępie czasu. Oba zostały zamienione na celne trójki - najpierw wspomniany już rzut Dikeoulakou, a następnie skuteczna próba Marissy Kastanek. Ślęza prowadziła po tym fragmencie 42:34 i trener Szawarski poprosił o czas.

Timeout po raz kolejny nie wpłynął znacząco na poprawę gry Pszczółek. To zespół gości wciąż przeważał i wraz z upływającym czasem starał się przejmować kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. Wrocławianki od początku trzeciej kwarty były zespołem lepszym zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. W połowie tej części spotkania Marissa Kastanek najpierw popisała się przechwytem, a chwilę później trafiła za trzy. Ślęza prowadziła po tym rzucie 51:39 i po raz kolejny opiekun drużyny gospodarzy musiał przerwać grę.

Żółto-czerwone miały odpowiedź na każdy celny rzut Pszczółek w tym fragmencie spotkania i systematycznie powiększały swoją przewagę. Gospodynie nie były sobie w stanie poradzić z dynamiczną obroną strefową, która uniemożliwiała im dochodzenie do dogodnych pozycji rzutowych. Po drugiej stronie parkietu zawodniczki Arkadiusza Rusina grały szybko, precyzyjnie i skutecznie, czego efektem było utrzymywanie się przewagi 1KS-u na poziomie ponad 10 punktów przez dobre kilka minut.

Dopiero na dwie minuty przed końcem trzeciej kwarty za trzy trafiła kolejna była zawodniczka Ślęzy, Dorota Mistygacz i przewaga gości stopniała do ośmiu punktów. To rozpoczęło udany fragment gry Pszczółek. Najpierw przewinieniem technicznym została ukarana Sydney Colson i rzut osobisty wykorzystała Brianna Kiesel, potem bez większych problemów spod kosza trafiła Rymarenko. W tym momencie o czas poprosił Arkadiusz Rusin, gdyż przewaga Ślęzy wynosiła już tylko sześć punktów. Końcówka trzecich 10 minut należała do Darii Marciniak, która zdecydowanie była wyróżniającą się zawodniczką Ślęzy w tej części meczu. Środkowa 1KS-u szybko zdobyła cztery punkty i przyjezdne znów prowadziły 10 punktami.

Pszczółka od razu zabrała się za odrabianie strat, a odpowiedzialność za punkty wzięły na siebie liderki: Kiesel i Greene, które zdobyły cztery oczka. Ślęza musiała odpowiedzieć i zrobiła to za sprawą Marissy Kastanek i Darii Marciniak. Lublinianki ustawicznie podawały piłkę do Brianny Kiesel, która odnalazła swój rytm w ofensywie i robiła wszystko, żeby zmniejszyć deficyt i wyjść na prowadzenie. Wrocławianki szukały pomysłów na kontrolowanie spotkania i utrzymywanie bezpiecznego zapasu i ta sztuka im się udawała. Czas upływał, a różnica punktowa pomiędzy obiema drużynami nie ulegała znaczącym zmianom.

Koszykarki Ślęzy miały w pamięci końcowe fragmenty październikowej konfrontacji, kiedy to Kiesel w ostatnich 13 sekundach zdobyła siedem punktów i praktycznie sama doprowadziła do dogrywki. Podopieczne Arkadiusza Rusina musiały zachować koncentrację do samego końca, ponieważ nawet kilkunastopunktowe prowadzenie nie było prowadzeniem bezpiecznym.

Na trzy minuty przed ostatnią syreną żółto-czerwone prowadziły 72:60 i Wojciech Szawarski wykorzystał kolejną przerwę na żądanie, żeby wprowadzić ostatnie korekty i zmotywować swoje zawodniczki do lepszej gry. Tuż po wznowieniu gry za trzy trafiła Elina Dikeoulakou podwyższając przewagę Ślęzy do 15 oczek, ale w dwóch kolejnych akcjach Kateryna Rymarenko najpierw trafiła z półdystansu, potem z dystansu i zrobiło się 75:65. W następnej akcji stratę popełniła Marissa Kastanek, a błąd kapitan wrocławskiej drużyny wykorzystała Kiesel. Na 1:35 przed końcem meczu Arkadiusz Rusin poprosił o czas chcąc wprowadzić spokój w poczynania swoich podopiecznych.

Zamiast trafienia spod kosza Taisii Udodenko, z dystansu przymierzyła jej rodaczka, Kateryna Rymarenko i Pszczółka traciła do Ślęzy tylko pięć punktów. Następna akcja to kolejna strata, tym razem Eliny Dikeoulakou. Za trzy chciała trafić Brianna Kiesel i choć spudłowała, to piłka została w posiadaniu gospodyń. Rozgrywająca Pszczółki znalazła stojącą w rogu Rymarenko, a ta nie tylko kolejny raz trafiła z dystansu, ale i była przy tym faulowana, co dało jej szansę na czteropunktową akcję. Rzut osobisty okazał się niecelny, lecz Nikki Greene zebrała piłkę i podała ją do Kiesel, a ta była faulowana przy próbie rzutu. Amerykańska gwiazda Pszczółki wykorzystała jednak tylko jedną próbę i Ślęza wciąż utrzymywała się na minimalnym prowadzeniu.

Taki stan rzeczy zmusił gospodynie do faulowania. Na linii rzutów osobistych stanęła Elina Dikeoulakou, lecz i ona trafiła tylko jeden z dwóch rzutów. Na szczęście dla Ślęzy ofensywną zbiórkę zanotowała Cierra Burdick i ona też została sfaulowana, także dopisując sobie do dorobku tylko jeden punkt. Powtórzył się scenariusz z października. W decydującej akcji piłka znalazła się w rękach Brianny Kiesel i tak jak w tamtej konfrontacji, tak i w tym przypadku została sfaulowana przy próbie rzutu trzypunktowego. Jednak w przeciwieństwie do przegranego przez Pszczółkę meczu, tym razem Kiesel wykorzystała wszystkie trzy rzuty osobiste. Ślęza miała szansę na wygranie meczu w regulaminowym czasie, lecz Terezia Palenikova nie uradowała swoich koleżanek co oznaczało dogrywkę.

Tę lepiej rozpoczęły wrocławianki, bowiem za trzy trafiła Elina Dikeoulakou, jednak natychmiast swoim celnym rzutem dystansowym odpowiedziała Kateryna Rymarenko. To była szósta celna trójka skrzydłowej Pszczółki w tym meczu. Po kolejnym celnym rzucie Dikeoulakou i odpowiedzi Nikki Greene w poczynania obu drużyn wdały się w pełni zrozumiałe nerwy. Kilka kolejnych posiadań zakończyło się stratą bądź niecelnym rzutem. Po fragmencie szarpanej gry Brianna Kiesel została sfaulowana przez Terezię Palenikovą i wykorzystała oba rzuty osobiste, a w kolejnej akcji trafiła z półdystansu. Gospodynie wyszły na prowadzenie 86:82 i trener Rusin poprosił o czas.

Po timeoucie z dystansu spudłowała Elina Dikeoulakou, potem Brianna Kiesel, a następnie Cierra Burdick. Ślęza musiała uciekać się do fauli, ale Kiesel tym razem dopilnowała tego, że dwa punkty zostaną w Lublinie. Wrocławianki po raz kolejny roztrwoniły piętnastopunktową przewagę, lecz w przeciwieństwie do październikowego spotkania, tym razem nie były w stanie doprowadzić wygranej do końcowej syreny.

Pszczółka Polski-Cukier AZS-UMCS Lublin - Ślęza Wrocław 88:82 (17:13, 17:20, 18:29, 25:15, d. 11:5).

Pszczółka: Rymarenko 26, Kiesel 23, Butulija 13, Greene 11, Mistygacz 5, Szajtauer 4, Cebulska 4, Poleszak 2.

Ślęza: Dikeoulakou 18, Kastanek 16, Udodenko 14, Palenikova 13, Marciniak 8, Burdick 8, Szybała 3, Colson 2, Dobrowolska 0, Marciniak 0.

 

Wasze komentarze


sobota, 20.4.2019 11:07
piątek, 19.4.2019 17:12
czwartek, 18.4.2019 15:34
Wymarzone wesele
Wymarzone wesele
Praca na GoWork
Praca na GoWork
Muzeum Techniki
Muzeum Techniki