Z miasta Krzywej Wieży do Tokio. Rafał Kuczera o igrzyskach

czwartek, 9.9.2021 12:29 1854 0

Ząbkowiczanin Rafał Kuczera, fizjoterapeuta kadry wioślarskiej, który towarzyszył sportowcom podczas tegorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio, w Ząbkowickim Centrum Kultury i Turystyki opowiadał o wioślarstwie, ciężkich treningach i igrzyskach od kuchni.

Sierpniowe spotkanie z Rafałem Kuczerą zorganizowało ZCKiT. Ząbkowiczanin, który jako fizjoterapeuta kadry wioślarskiej był członkiem Polskiej Reprezentacji Olimpijskiej na tegorocznych igrzyskach w Tokio, opowiadał o samym wioślarstwie, zgrupowaniach, treningach, obciążeniach zawodników i swojej pracy.  Zgromadzeni najbardziej byli ciekawi wrażeń Rafała Kuczery z niedawnych igrzysk, które są przecież największą imprezą sportową na świecie.

-  Celowo nie używam słowa olimpiada, choć tak potocznie mówi się o igrzyskach. A olimpiada to tak naprawę czas pomiędzy dwoma następującymi po sobie igrzyskami olimpijskimi – zaznaczał Kuczera - Dzisiejsze spotkanie jest jedyną okazją, gdy mogłem założyć ten oficjalny strój nadany przez Polski Komitet Olimpijski. To strój na otwarcie igrzysk. Niestety, nie miałem tego szczęścia, by uczestniczyć w otwarciu, gdyż na całą misję było 5 wejściówek, a nasz związek dostał jedną, którą wylosował trener Jankowski.

Organizację tokijskich igrzysk zdeterminowała pandemia koronawirusa, co odczuli uczestnicy.

- Sama podróż była bardzo męcząca – najpierw 10 godzin w samolocie, przez procedury covidowe następne 6 godzin spędziliśmy na lotnisku w Tokio. Oczywiście nie byliśmy nigdzie wypuszczani, siedzieliśmy w jednym pomieszczeniu, dostaliśmy tylko jakieś napoje. A że my mieliśmy zgrupowanie w Tome, 400 km od Tokio, to jeszcze czekała nas  7-godzinna podróż autokarem. Było to tak zorganizowane, aby zminimalizować nasz kontakt z innymi ludźmi, że na poszczególnych parkingach mieliśmy przygotowane kontenery z toaletami i mogliśmy tylko rozprostować kości w wyznaczonym pachołkami terenie. Żeby podejść po jakąś kawę czy kanapkę do sklepiku czy restauracji nie było mowy.  

Jak podkreśla Rafał Kuczera, w Tome polską reprezentację przyjęto bardzo przyjaźnie, cieszono się, że będą u nich w ośrodku. Wcześniej planowano spotkania z młodzieżą, miejscowym klubem, zwiedzanie miasteczka, szkół samurajskich, ale niestety wszystko zostało odwołane przez epidemię. Choć wszyscy liczyli się restrykcjami, niektóre wydają się absurdalne.

- Mieszkaliśmy w dwóch hotelach oddalonych jakieś 250 metrów od siebie, a w jednym z nich byłą stołówka. Grupa z drugiego hotelu nie mogła jednak przyjść na nogach na posiłek, musiała przyjechać autobusem.

Przed samym występem wioślarzy na igrzyskach, reprezentacja mieszkała już w Tokio.

- W siedzibie polskiej misji olimpijskiej już w samym Tokio spałem na słynnych kartonowych łóżkach, które wywołały tyle emocji w mediach. Moim zdaniem pomysł bardzo dobry, a łóżka były bardzo wygodne, bo jest to kwestia odpowiedniego materaca, a to z czego jest zdobiony stelaż, to kwestia drugorzędna.

W wiosce olimpijskiej Rafał Kuczera jako fizjoterapeuta był do dyspozycji całej drużyny olimpijskiej.

- To jest cały urok igrzysk, spotyka się cały świat, przeplatają się różne dyscypliny sportowe, widzi się jak zawodnicy wracają albo z radością albo ze smutkiem. Na igrzyskach chyba więcej widzi się tych łez żalu i rozczarowania niż triumfu. Obserwując to od środka widzimy więcej niż kibice, mamy świadomość jak wiele pracy, trudu włożono, jak czasami niuanse decydują o tym kto zwycięży, czasami przypadkowy zbieg okoliczności, czy warunków na torze.

Podczas igrzysk czwórka podwójna kobiet zdobyła srebrny medal i był to pierwszy medal dla Polski. Niestety czwórce podwójnej mężczyzn zabrakło 0,3 sekundy do medalu brązowego. Ciekawostką jest, że każdy medal miał inną wagę, najcięższy był złoty, a zostały one wykonane z recyklingu telefonów komórkowych.

Nie były to pierwsze igrzyska olimpijskie Rafał Kuczery. Uczestniczył także w igrzyskach w Rio de Janeiro w 2016 roku.

- Moja przygoda rozpoczęła się, kiedy pracowałem u mojego kolegi przy nagłośnieniu, robiliśmy cykl koncertów nad morzem. Na jeden z takich koncertów przyjechał z ergometrem Kajetan Broniewski, który propagował wioślarstwo. Zainteresowałem się tym, sam zacząłem ćwiczyć, a z Kajetanem zaprzyjaźniliśmy się. Było to w 2005 roku. W 2015 roku w grudniu otrzymałem telefon, czy chcę pojechać na zgrupowanie do Włoch, bo „ósemka” nie ma masażysty. Moja osoba została zaakceptowana przez zarząd PZTW, po dopełnieniu wszelkich formalności, złożeniu dokumentów, pojechałem na próbę na trzy tygodnie na zgrupowanie z „ósemką”. „Ósemki już nie ma”, a ja zostałem jako masażysta kadry – wspomina Rafał Kuczera.

Dodaj komentarz

Komentarze (0)