komunikaty.doba.pl
wesele.doba.pl
PKS

czwartek, 12 grudnia 2019

Dagmary, Aleksandra

Przez 24 dni byli uwięzieni w szybie po nieczynnej kopalni w Szklarach. Historia dwóch studentów wstrząsnęła Polską

piątek, 22.11.2019 18:45 , komentarze: 25 , odsłony: 15009
kategorie artykułu:

25 lat temu dwóch studentów zeszło do nieczynnego szybu w Szklarach i nie potrafiło się z niego wydostać. Choć byli przekonani, że pomoc nadejdzie szybko, musieli na nią czekać aż 24 dni. Skrajnie wycieńczeni fizycznie i psychicznie, nigdy nie otrząsnęli się z tej traumy. Wraz z Dariuszem Domagałą, właścicielem Kopalni Niklu, Chryzoprazu i Opalu w Szklarach, przypominamy wydarzenia, o których rozpisywały się ogólnopolskie media.

Szklary należą do jednych z pięciu miejsc na świecie, gdzie występują szlachetne i półszlachetne minerały, w tym rudy niklu i przede wszystkim chryzopraz. Dla geologów i pasjonatów jest to prawdziwa gratka. Do całego zajścia doszło na terenie,  który pierwotnie, w czasach pruskich, był kopalnią podziemną. Chodniki drążono na kilku poziomach.

- Generalnie w Szklarach było 5 poziomów, w miejscu wypadku było ich około trzech, czterech. W okresie międzywojennym Niemcy decydują o uruchomieniu kopalni odkrywkowej, by wykorzystać złoża, które zostały pomiędzy poziomami.  Odkrywka jest kontynuowana przez cały okres PRL-u do ‘83 roku – mówi Dariusz Domagała.

Jeden z dawnych szybów został nienaruszony, gdyż był na skraju kopalni odkrywkowej i to właśnie do niego 27 lipca 1994 roku weszli dwaj studenci, Rafał i Adam. Było to niedługo po likwidacji zakładów górniczo-hutniczych w Szklarach.

- Zrobili to kompletnie nielegalnie. Wtedy było to jeszcze wszystko ogrodzone, terenu pilnowało  dwóch, trzech strażników. Cały majątek po kopalni i hucie przejął syndyk. Przechodząc najpewniej przez ogrodzenie, szukali jakiejś dziury, bo zdawali sobie sprawę z tego, że zawsze gdzieś jakieś wloty po dawnej podziemnej kopalni zostały. No i znaleźli taki wlot – opowiada właściciel Kopalni Niklu, Chryzoprazu i Opalu w Szklarach.

Na jednym z wyrobisk, porośniętym dziś drzewami, znajduje się wysoka na kilka metrów skała, którą tworzy zwietrzały serpentynit. U jej podnóża jest wąskie wejście do korytarza o długości kilku metrów. Na końcu wyłania się pionowy szyb głęboki na około 20 metrów, szeroki na 2-2,5 metra.

- Pisałem wtedy  pracę magisterską z geologii. "Charakterystyka sekwencji strukturalnych w magmowych i metamorficznych strefach Niemczy na bloku przedsudeckim". Pojechałem z kolegą w teren, szukaliśmy pionowej sztolni. Bo dla mnie to było bardzo ważne, żeby zobaczyć wnętrze ziemi -  wspominał w rozmowie z Tomaszem Kwaśniewskim Rafał Wszoła (Gazeta Wyborcza, Duży Format, 24 dni w jaskini, 14.08. 2014).

Zatrzymali się u samotnej, starszej kobiety, mieszkali najprawdopodobniej w namiocie. Tego dnia chcieli tylko zrobić rozeznanie, wejść do szybu tylko na godzinę do dwóch, zobaczyć przekroje warstw ziemi oraz skał i wyjść. Według relacji jednego ze studentów dla Dużego Formatu, byli w krótkich rękawkach, zarzucili na siebie tylko stare kufajki znalezione na wysypisku. Oprócz tego zabrali kaski, linę, lampę naftową i kilka świec, latarkę i coś na kształt pasa strażackiego, co miało pomóc przy wspinaniu. Do jedzenia mieli dwie główki czosnku, kawałek ciasta na przynętę dla ryb, bo wieczorem chcieli połowić, i kilka jabłek zerwanych po drodze.

Po linie spuścili się w dół ponad 20-metrowego szybu, w którym temperatura wynosi kilka stopni powyżej zera i panuje duża wilgotność.

- Dzień wcześniej zakupili sobie, bodajże w sklepie harcerskim, linę, która była kompletnie nieprzystosowana do warunków panujących pod ziemią – dużej wilgotności i niskiej temperatury. Zjechali na tej lince jakieś 20 metrów w dół. Linka nabrała wilgoci i spęczniała.  Żaden chwytak nie był w stanie chwycić tej linki. Chłopaki ewidentnie nie mieli doświadczenia w takich eksploracjach. Gdyby znali na przykład węzły prusika, to za pomocą sznurówek wyszliby na zewnątrz. Niestety, nie mieli o tym pojęcia – mówi Dariusz Domagała.

Studenci szybko zdali sobie sprawę, że nie wyjdą, ale byli pewni, że najpóźniej za dwa, trzy dni ktoś ich znajdzie, a więc czekali. Bez jedzenia, bez wody. Mijające dni odliczali obserwując nietoperze, które wieczorem wylatywały, a nad ranem wracały. Pili wodę z kałuży i mocz. Podjęli kilka prób wydostania się, ale było to zbyt niebezpieczne. Zaczęli mieć halucynacje i wizje. Że opuszczają swoje ciała, latają i podróżują, że widzą zachody słońca, jeziora, jakieś postacie, że leżą na plaży w ciepłym słońcu lub śpią na miękkim fotelu, czytają gazetę, a nawet, że gotują ulubione potrawy.

- Przede wszystkim zaczęli ich szukać rodzice, bo po prostu chłopki przepadli. Jakimś cudem ojciec jednego ze studentów, już kompletnie zrezygnowany, zaczął wertować wszelkie możliwe notatki syna. Na jakimś skrawku papieru przeczytał datę i miejsce: Szklary, województwo wałbrzyskie. Wtedy ruszyła akcja poszukiwawcza – opowiada Domagała – Podobno kobieta, u której zamieszkali była sparaliżowana strachem. Pamiętajmy, że było to niedługo po przemianach geopolitycznych, kobieta była mentalnie jeszcze w czasach głębokiego PRL-u i po prostu bała się, że jeśli komukolwiek powie, że ktoś, kto u niej mieszka, poszedł sobie do kopalni, a ona jeszcze wskazała miejsca, gdzie mniej więcej może iść, to poniesie z tego tytułu straszne konsekwencje. Ona przy tych plecakach klęczała i modliła się, żeby wrócili. Dopiero kiedy rozpoczęła się akcja ratunkowa, jakimiś poszlakami, rozpytując ludzi, służby ustaliły, że u niej zatrzymało się jakiś dwóch chłopaków. Wtedy pod naciskiem ratowników i policji, powiedziała, gdzie mniej więcej poszli – mówi właściciel szklarskiej atrakcji.

Był 19 sierpnia. Młodzi mężczyźni, według relacji, szykowali się już na śmierć, a hałasy nadchodzących goprowców i strażaków wzięli za kolejne halucynacje. Postanowili jednak krzyknąć „Pomocy”, na co ratownicy mieli odkrzyknąć: „To wy żyjecie?”, bo byli przekonani, że szukają już tyko zwłok.

Po 24 dniach w szybie studenci byli skrajnie wycieńczeni, schudli ponad 20 kilo, nie byli wstanie chodzić. Choć w sensie fizycznym szybko dochodzili do siebie, psychicznie nie podnieśli się z tej traumy nigdy.

Jedenaście lat później jeden ze mężczyzn ponownie chciał zejść do sztolni, ponoć z racji zaleceń psychologa, by pokonać traumę. Na szczęście był z synem, bo ponownie zdarzył się wypadek. Jedni mówią, że znowu miał nieodpowiednią linę, która się zerwała, inni, że nie zadziałał bloker.

-  Mężczyzna poturbował się, do akcji znowu ruszyli ratownicy. Jeden z nich, gdy rozpoznał w poszkodowanym studenta, który spędził już tu 24 dni, zapytał: „Panie, czyś pan zwariował?”. Na co ten odpowiedział: „Żebyś pan wiedział, że zwariowałem” – mówi Dariusz Domagała.

Akcja ratunkowa trwała kilka godzin, wzięło w niej udział ponad 30 osób. Najtrudniejszą jej częścią było wydostanie poszkodowanego ze sztolni na noszach kubełkowych. Długość noszy to powyżej 2 metrów, a średnica sztolni to także około 2-2,5 metra, a ze względu na stan rannego, nie można go było transportować w pionie.

Historia dwójki studentów, którzy byli uwięzieni w szybie ponad trzy tygodnie obiegła cały kraj. Pisały o nich gazety, mówiono w telewizji.

-  W 1998 roku przyjechał tutaj polski reżyser, dokumentalista, Maciej Odoliński, z dwoma studentami, by nakręcić film o tych 24 dniach spędzonych pod ziemią. Podczas prac jeden z uczestników tych wydarzeń zrezygnował.  W dokumencie wystąpił więc tylko jeden z nich, Adam Alagierski. Opowiada tam o traumie, którą przeżyli. Film nosi tytuł 24 dni i jest naprawdę wstrząsający. Za każdym razem, gdy go oglądam, gdy widzę emocje, z jakimi ten człowiek się wypowiada – to naprawdę porusza do głębi.  Są pewne plany odnośnie powstania filmu fabularnego o tej historii – dodaje Domagała.

Warto dodać, że także obecnie nieczynna sztolnia, gdzie dwa razy doszło do wypadków, nie jest w żaden sposób zabezpieczona, każdy może do niej wejść.

- Także współcześnie ogólnodostępne, w żaden sposób niezabezpieczone sztolnie przyciągają eksploratorów, choć zazwyczaj stare wyrobiska, sztolnie są zabezpieczone i zakratowane, jak choćby w Złotym Stoku .

Za pomoc w realizacji artykułu dziękujemy Dariuszowi Domagale z Kopalni Niklu, Chryzoprazu i Opalu w Szklarach http://kopalniaszklary.pl/

 

 

 

Wasze komentarze

Straszna historia... Nie wyobrażam sobie tego.
poniedziałek, 02.12.2019 19:34 autor: Halina
Obaj studenci już nie żyją
sobota, 23.11.2019 17:56 autor:
Nieprawda.
sobota, 23.11.2019 18:10 autor:
Ciekawe czy mieli tam jakiś gejowski epizod. Ja na ich...
piątek, 22.11.2019 23:12 autor: Ciepły Maciej.
Jeden jest chory umyslowo
niedziela, 24.11.2019 16:24 autor:
Ale ściema lepsze bajki dziecia na dobranoc czytam żenada
sobota, 23.11.2019 01:19 autor: Mieszkaniec
Ja mam 43 lata i pamiętam to może byłeś...
sobota, 23.11.2019 18:44 autor: Mieszkaniec 2
Współczuć dzieciom
sobota, 23.11.2019 11:58 autor:
A co z tym drugim?
piątek, 22.11.2019 20:42 autor: Kkk
dzisiaj, 9 godz temu
dzisiaj, 11 godz temu
1
niedziela, 8.12.2019 11:43
8
piątek, 6.12.2019 08:43
7
Wymarzone wesele
Wymarzone wesele
Pomoc drogowa
Pomoc drogowa
ZGK Ząbkowice Śl.
ZGK Ząbkowice Śl.
SPZOZ w Świdnicy - Latawiec
SPZOZ w Świdnicy - Latawiec