komunikaty.doba.pl
wesele.doba.pl
PKS

niedziela, 15 grudnia 2019

Niny, Celiny

Niedoszły zakonnik, były żołnierz służący w Iraku, strażak ochotnik – teraz został… templariuszem

piątek, 15.11.2019 16:03 , komentarze: 14 , odsłony: 6454
kategorie artykułu:

Kiedyś chciał być karmelitą, potem zaciągnął się do wojska i wyjechał na misję do Iraku. Po powrocie założył rodzinę i wstąpił do miejscowej OSP. Ale to nie wszystko. 26 października złożył śluby i został... templariuszem. Romana Wilkoszewskiego z Kamieńca Ząbkowickiego pytamy, kim są współcześni templariusze i dlaczego zdecydował się do nich dołączyć.

 

 

 Powszechnie uważa się, że zakon templariuszy, kojarzący się nam z wyprawami krzyżowymi i ukrytymi skarbami, już nie istnieje. Przecież pod wpływem zadłużonego u templariuszy francuskiego króla Filipa IV Pięknego rozwiązano go w 1311 roku podczas soboru w Vienne. Jak to więc możliwe, że kilka dni temu złożyłeś w tym zakonie śluby?

Mówiąc w skrócie, zakon templariuszy powstał w 1118 roku kiedy Hugo de Payns i jego ośmiu towarzyszy złożyli przed Gormondem de Picquigny, patriarchą Jerozolimy  śluby ubóstwa, czystości, posłuszeństwa i walki za wiarę według reguły cysterskiej.  Rycerze zakonnicy chronili pielgrzymów i szlaki pielgrzymowe. Stworzyli też znany nam wszystkim system bankowy, wykorzystujący czeki podróżne, ponieważ podróżowanie z większymi sumami było niezwykle niebezpieczne. Pielgrzymi udając się do Ziemi Świętej wpłacali więc je w dowolnej komandorii, dostawali w zamian zaszyfrowany glejt. Szyfru tego do dziś nie udało się złamać nikomu. Po dotarciu do celu pielgrzym okazywał dokument w tamtejszej komandorii i na jej podstawie wypłacano mu pieniądze. Templariusze pobierali od tych operacji pewną kwotę. Szybko zgromadzili pokaźny majątek. Pożyczali także pieniądze wielmożnym ówczesnego świata. Szczególnie rozrzutny był król Francji Filip IV Piękny, który u templariuszy zapożyczył się na kwotę przekraczającą wartość jego królestwa. Zakon chciał więc zabezpieczenia w postaci klejnotów koronnych: korony, berła i jabłka. Król najpierw chciał wstąpić do zakonu, by darowano mu długi, gdy to się nie udało doprowadził do oskarżenia templariuszy o herezję, świętokradztwo,  rozpustę i spiskowanie z Saracenami. Rankiem w piątek 13 października 1307 roku aresztowano nie tylko wielkiego mistrza i jego współpracowników, ale wszystkich templariuszy na terenie Francji. To stąd „piątek trzynastego” uznawany jest za pechowy dzień.  Filip IV zmusił swojego kuzyna, papieża Klemensa V do kasacji zakonu templariuszy, zaś mistrzów zakonu i zakonników zgładzono lub spalono na stosie. Zakon jednak przetrwał w niektórych krajach pod zmienioną nazwą i symboliką – w zgodzie z bullą papieską. Nie da się ot – tak, po prostu nagle „zniknąć” tej ilości ludzi. Większość templariuszy wstąpiła do bratnich zakonów rycerskich, Krzyżaków i lazarystów, niektórzy do joannitów. W kilku przypadkach, jak na przykład w Portugalii, miejscowa prowincja została przekształcona w Zakon Rycerzy Chrystusa na prośbę króla Dionizego I za zgodą papieża już w 1318 roku i Zakon ten trwał nieprzerwanie aż do roku 1918, kiedy masońska rewolucja zniosła portugalską monarchię. W 1990 roku Unicki Katolicki Patriarcha Jerozolimy Maksymos V Hakim objął swoim Protektoratem Duchowym Ordo Militae Christi Templi Hierosolymitani (OMCTH). W 2004 roku włoska badaczka w Archiwum Watykańskim odkryła tzw. pergamin z Chinon,  czyli dokument ze śledztwa prowadzonego w zamku w Chinon, gdzie był więziony wielki mistrz i jego współpracownicy. Wynika z niego, że już podczas procesu oddalono oskarżenia wobec templariuszy. Do Polski templariusze wrócili w 2004 roku, a ukonstytuowali się pod koniec roku 2007. Działamy jako Wielki Przeorat Polski OMCTH (Ordo Militiae Christi Templi Hierosolymitani). W grudniu 2018 roku obecny Patriarcha Józef Absi nadał naszemu Zakonowi OMCTH Statut Generalny oparty na prawie kanonicznym. Dla pełnej jasności dodam, że nie ma obecnie prawnego kontynuatora średniowiecznego Zakonu Rycerskiego Świątyni Salomona, a do jego przywrócenia potrzebna byłaby decyzja Ojca Świętego.

Mówiłeś, że templariusze chronili pielgrzymów w Ziemi Świętej, szybko jednak zaczęli walczyć w wojnach krzyżowych. Stworzyli potężny i sprawnie funkcjonujący system bankowy. Jednocześnie pełna nazwa zakonu to Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, a więc mieli być ubodzy i oddani Bogu. Co współcześni templariusze przejęli od średniowiecznych poprzedników? Jakie są wasze cele?

Dodam tylko, że templariusze jako rycerze byli świetnie wyszkoleni w wojennym rzemiośle. Templariusz mógł się poddać dopiero, gdy walczył sam z przynajmniej czterema przeciwnikami. Współcześni templariusze działają jako apostolstwo laickie, kontynuujemy średniowieczny etos rycerski, a naszymi głównymi celami jest działalność charytatywna i społeczna. Templariusze prowadzą szpital i sierociniec w Ziemi Świętej, wspierają tam chrześcijan. Także w Polsce pomagamy ubogim i potrzebującym, niepełnosprawnym czy dzieciom z trudnych rodzin. Poprzez swoje działania chcemy wzmacniać ducha chrześcijaństwa. Ja osobiście staram się pomagać bezdomnym. Jeżdżę po dworcach, rozmawiam z nimi, nakierowuję na miejsca, gdzie mogą się umyć, zagrzać, coś zjeść. Staram się im pomóc, choć nie zawsze chcą tę pomoc przyjąć. Jedną osobę udało mi się wyprowadzić z bezdomności, teraz pracuje ma mieszkanie i funkcjonuje w społeczeństwie.

Jak to możliwe, że zostałeś zakonnikiem skoro masz żonę i dzieci?

Templariusze to zakon świecki, nie składamy ślubów czystości. Nie nosimy zbroi ani broni, mamy białe płaszcze z czerwonym krzyżem, a miecz służy tylko do pasowania na rycerza (kobiety pasuje się różą).  Wielkim przeorem templariuszy w Polsce jest Krzysztof Kurzeja, co ciekawe do zakonu należy też jego żona, a także żony kilku innych braci rycerzy. Kraj jest podzielony na kilka preceptorii, za które odpowiada preceptor. Preceptorem Dolnego Śląska jest Legat Krzysztof Kaszub. Obecnie w Polsce jest ponad 60 templariuszy, w tym kilka kobiet, czyli Dam. Razem ze mną 26 października na Jasnej Górze, podczas jubileuszu piętnastolecia templariuszy w Polsce, śluby złożyło dziewięć osób, w tym właśnie jedna dama.  Ogólnie templariuszem może zostać każdy chrześcijanin, jak to się mówi, wierzący i praktykujący, przyjmujący sakramenty święte. Najpierw jest przynajmniej półroczny okres nowicjatu, gdzie wspólnota może poznać kandydata, a ten zobaczyć, na czym polega działalność templariuszy. Potem składa się śluby.

Skąd w ogóle pomysł, żeby zostać templariuszem i czy wstąpienie do zakonu jakoś wpłynie na twoje życie codzienne?

Jak wszystko w moim życiu i tu zaczęło się nietypowo. Jestem miłośnikiem tajemnic, zagadek, szyfrów i spisków. Szukałem ciekawostek w tym temacie dotyczących Dolnego Śląska. Tak trafiłem na wątek templariuszy między innymi w okolicach Strzegomia. Zacząłem zgłębiać ich historię, dowiedziałem się, że zakon odradza się także w Polsce. Spodobała mi się idea działalności zakonu. Na dobrą sprawę każdy chrześcijanin powinien robić to co templariusze, udzielać się charytatywnie. Była we mnie tęsknota za wspólnotą, wsparciem duchowym i robieniem czegoś razem.  W każdą trzecią środę miesiąca spotykamy się w Zabrzu, gdzie najpierw modlimy się podczas eucharystii, a potem mamy takie jakby zebranie, gdzie omawiamy sprawy zakonu i podejmowane inicjatywy.  Co jakiś czas uczestniczymy też w kilkudniowych rekolekcjach. Oprócz tego żyjemy normalnie, dodatkowo prowadząc jakąś działalność charytatywną lub społeczną. Jak każdy pracujemy, mamy rodziny. Płaszcze nosimy tylko podczas uroczystości czy to zakonnych, czy kościelnych. Templariusze są także opiekunami relikwii.

Etos templariuszy, zakonu rycerskiego, to dla ciebie połączenie dwóch dróg życiowych, których próbowałeś: zakonu i wojska?

Tak, myślę, że tak. Wychowałem się na Śląsku w tradycyjnej, katolickiej rodzinie. Miałem 18 lat, gdy podjąłem decyzję o wstąpieniu do zakonu kontemplacyjnego. Wybrałem karmelitów bosych o ostrej regule. Większość czasu spędza się w odosobnieniu, w milczeniu, na modlitwie i pracy. Człowiek zostaje tam sam ze sobą w sensie fizycznym i duchowym. Poznaje zakamarki swojego umysłu i charakteru, musi poskromić słabości, zapanować nad sobą, nauczyć się pokory, ale i samodzielności. Po trzech latach dotarło do mnie, że nie jest to moje powołanie i opuściłem karmel. Śmiało mogę powiedzieć, że czas spędzony w karmelu, praca nad sobą, którą tam wykonałem, uratowały moją psychikę w wojsku. Bo szukając swojego miejsca w świcie trafiłem do służby wojskowej. Sam zgłosiłem się do WKU. Chciałem dostać się do Brygady Powietrznodesantowej w Bielsku-Białej, lecz okazało się to niemożliwe. Oficer zaproponował mi elitarną Marynarkę Wojenną. Nagle zderzyłem się z rzeczywistością, wszedłem w zupełnie inny świat. Z duchowego do boleśnie przyziemnego. Miałem dobre oko, szkoliłem się więc jako strzelec. Po odbyciu służby jako żołnierz kontraktowy wyjechałem na pierwszą misję do Iraku. Tam w grupach szybkiego reagowania patrolowaliśmy teren, byliśmy odpowiedzialni za ochronę konwojów i magazynów leków oraz żywności. Zupełnie nieoczekiwanie w Iraku spotkałem przyjaciela z dzieciństwa, z którym wiele lat wcześniej straciłem kontakt. Po około dwóch miesiącach misji, odbywaliśmy zwykły, rutynowy patrol. Gadaliśmy o tym, co kto będzie robił po powrocie do Polski. W oddali padły strzały. Ktoś rzucił żart, że pewnie znowu jakieś dziecko kałachem wbija gwoździe. Kierowca się zatrzymał, bo okazało się, że pocisk trafił w bok wozu. W tym momencie mój przyjaciel osunął się ze stanowiska strzelca. Wyskoczyłem z auta, próbowałem go reanimować, ale bezskutecznie. Mój przyjaciel zmarł. Po powrocie z misji przygnieciony tą tragedią zacząłem popadać w depresję, cierpiałem na bezsenność. Ktoś dał mi namiar na panią psycholog, która ukończyła Akademię Marynarki Wojennej. Miałem PTSD (zespół stresu pourazowego – przyp. red.). To ona namówiła mnie do powrotu do Iraku, by zmierzyć się  z traumą. Wyjechałem więc na kolejną misję. Musiałem wrócić w to miejsce i przekonać się, że nic nie mogłem zrobić, by uratować przyjaciela. Po powrocie imałem się różnych zajęć, podróżowałem, aż poznałem moją obecną żonę i przy niej znalazłem moje miejsce na świecie.

Jesteś nie tylko templariuszem, ale także strażakiem w Ochotniczej Straży Pożarnej. Pomaganie masz we krwi? Chcesz uczynić świat lepszym?

No cóż, kto by nie chciał być strażakiem (śmiech). Kamieniec Ząbkowicki z pałacem Orańskiej mnie zauroczył, postanowiliśmy z żoną się tu osiedlić. Dodatkowym plusem było, że w Kamieńcu jest ochotnicza straż, do której chciałem wstąpić. Dźwięk syreny, dotarcie do remizy, wyjazd na akcję, by pomagać innym. Tego nie da się porównać z niczym innym. To daje spełnienie i takie zadowolenie, że jest się użytecznym, że życie ma sens. Od dziecka słyszałem, że jeśli chcesz zmienić świat, to zacznij go zmieniać od siebie. I tak staram się robić. To jest ta moja droga, którą idę. Jak ktoś leży przy tej drodze, to staram się go podnieść. Potem idę dalej.

 

Rozmawiała Anna Urbaś

Więcej o templariuszach dowiesz się z wideo:

 

Wasze komentarze

ciekawy artykul gosciu ma poukladane w glowie jestem za taka...
środa, 20.11.2019 06:14 autor: adam bloj
Dzięki takim jak on, o zakonie i ich historii będą...
poniedziałek, 18.11.2019 19:43 autor: Życzliwa
Lepiej , by zrobił gdyby poszedł na ryby.
sobota, 16.11.2019 07:09 autor: Wędkarz
Podziwiam. Szacunek. Pozdrawiam.
piątek, 15.11.2019 18:19 autor: JA
sobota, 14.12.2019 14:03
36
piątek, 13.12.2019 18:08
10
piątek, 13.12.2019 11:42
29
piątek, 13.12.2019 10:40
czwartek, 12.12.2019 08:00
czwartek, 12.12.2019 10:54
czwartek, 12.12.2019 09:36
1
niedziela, 8.12.2019 11:43
8
Pomoc drogowa
Pomoc drogowa
ZGK Ząbkowice Śl.
ZGK Ząbkowice Śl.
SPZOZ w Świdnicy - Latawiec
SPZOZ w Świdnicy - Latawiec
Wymarzone wesele
Wymarzone wesele