komunikaty.doba.pl
wesele.doba.pl
PKS
LOTTO

środa, 12 grudnia 2018

Dagmary, Aleksandra

Katastrofy lotnicze w Górach Sowich

niedziela, 16.9.2018 20:05 , komentarze: 1 , odsłony: 1898
kategorie artykułu:

Nasza okolica, w szczególności góry, była świadkiem wielu katastrof lotniczych. Szukałem informacji o nich w przeróżnych miejscach, ale niestety nie mam żadnych danych co do wydarzeń sprzed 1944 roku. Natomiast od końca 1944 roku namierzyłem co najmniej 6 katastrof, raczej nieznanych, choć to temat bardzo interesujący. Udało mi się posklejać historię kilku z nich z danych publikowanych w archiwach i artykułach na stronach rosyjskich, niemieckich i amerykańskich. Mam nadzieję, że nie naruszam jakichś przepisów o tajemnicy państwowej, bo do niedawna informacje o katastrofach polskich migów były jedną z najściślej chronionych tajemnic. Wszak samoloty bojowe polskich sił zbrojnych Ludowego Wojska Polskiego nie ulegały katastrofom, a przynajmniej tak miała brzmieć oficjalna propaganda. 

Zresztą poczytajcie sami, ułożyłem według chronologii:

1. 20 listopada 1944 roku z bazy 15 Armii, 465 grupy bombowej, 783 szwadronu USA w Pantanelli we Włoszech wystartował Liberator B-24 o numerze taktycznym 42-51402 z zadaniem zbombardowania fabryki benzyny syntetycznej. Kompleks chemiczny IG Farben w dzisiejszym Kędzierzynie (BlechhammerSouth) cieszył się raczej wątpliwą sławą jednego z najsilniej bronionych celów w Europie.

Fabryka znajdowała się na wschodnich peryferiach okupowanej przez nazistów Europy, do której mogły dotrzeć tylko amerykańskie siły powietrzne z siedziby we Włoszech. Amerykańskie bombowce atakowały ten obszar wiele razy w 1944 roku, podczas kampanii mającej na celu zniszczenie nazistowskiego przemysłu naftowego. Dowództwo 15 Air Force zaplanowało kolejną misję na Kędzierzyn na 20 listopada 1944 rok. Ponad 400 ciężkich bombowców, eskortowanych przez prawie 300 P-38 "Błyskawic" i P-51 "Mustangów", miało uderzyć w instalacje przemysłowe, które uniknęły zniszczenia podczas poprzednich misji. Jednak z powodu niesprzyjającej pogody i ataków niemieckiego lotnictwa tylko jedna trzecia siły bombowej dotarła do obszaru docelowego.

W rejonie Pardubic „nasz” Liberator został zaatakowany przez Messerschmitta Me-109. Po trafieniu próbował uciekać, ale wewnątrz samolotu następowały eksplozje, rozwijał się pożar, lotem ślizgowym dogorywająca maszyna doleciała aż do Bielawy. Z płonącego samolotu udało się wyskoczyć dowódcy – Ernestowi Taftowi i jego nawigatorowi. Według Tafta jeden ze strzelców pokładowych wyskoczył bez spadochronu wybierając taki skok zamiast pewnej śmierci w płomieniach. Samolot rozbił się w Bielawie, być może na którymś z górskich zboczy. Dowódca był przesłuchiwany jako jeniec wojenny, podczas przesłuchania sugerowano mu, że część załogi mogła przeżyć katastrofę, ale została schwytana przez miejscową ludność i zlinczowana. Pokazywano mu nawet rzeczy osobiste jego załogi.

Ostatecznie ustaliłem, że katastrofę przeżył jedynie dowódca Ernest Taft oraz nawigator Erin Coley. Obydwaj dostali się do niewoli. Nie wiemy co się stało z pozostałymi członkami załogi: drugim pilotem Thomasem Pope, bombardierem Michaelem Kolago, inżynierem pokładowym Charliem Ritchem, radiooperatorem Charlesem Burda oraz strzelcami pokładowymi: Richardem Balke, Robertem Lowmanem, Richardem Goldsworthy i JackemCassady. Prawdopodobnie zginęli podczas ataku messerschmitta lub przy próbie lądowania i są pochowani w Bielawie.

2. W okresie od stycznia do maja 1945 roku pojawiają się relacje o katastrofach niemieckich samolotów, które na niskich pułapach w warunkach słabej widoczności wbijały się w zbocza gór rejonu Wielkiej Sowy. Jest mowa o kilku samolotach, czyli mamy do czynienia z co najmniej dwoma.

3. Latem 1946 roku w okolicach Włodarza został zestrzelony radziecki samolot zwiadowczy. Według relacji świadków, samolot został ostrzelany z broni maszynowej. Po trafieniu zaczął „dymić” i runął na ziemię. Jeden ze świadków widział częściowo spalone ciała dwóch lotników oraz namalowaną czerwoną gwiazdę na szczątkach samolotu.

To jest relacja niepotwierdzona, w spisie strat FR w tym okresie nie bardzo można znaleźć coś co można by dopasować do tej relacji, chociaż z drugiej strony nie można jej wykluczyć, bo jest kilka białych plam. Nie bardzo wiadomo kto w 1946 roku mógłby strzelać do zwiadowczego samolociku, tu przechodzimy do teorii spiskowych, gdzie wybór mamy szeroki, od wehrwolfu do ... Amerykanów (to druga "niewiarygodna" (póki co ;) )relacja o bytności spadochroniarzy z AF w 1946 roku w naszych górach i ich potyczek z Rosjanami).

4. 20 marca 1957 roku w okolicy Sierpnicy rozbija się myśliwiec odrzutowy UTI MIG-15. Pilotem był porucznik Roman Stanisław Kiferling, syn Andrzeja, urodzony 2 kwietnia 1934 roku w Rzeszowie. Był absolwentem Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Radomiu, rocznik w 1955. Miał przelatane 166 godzin w samolotach Jak-17, Jak-23, MIG UTI-15, MIG-15

Instruktorem podczas lotu był kapitan Stefan Żółtaszek, syn Franciszka, urodzony 11 stycznia 1926 w Praszce, powiat Wieluń. Był absolwentem Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Radomiu, rocznik 1952. Był dowódca 3 szwadronu Pułku Lotniczego we Wrocławiu VI Dywizja Myśliwska, klasa pilotażowa 2. Miał przelatane 653 godzin w samolotach Jak-23, MIG-15, MIG-15 UTI, Jak-11, TU-2, Jak-9, Jak-9M, Jak 9B, Jak-9P, Jak- 18.

Cel lotu: lot treningowy do strefy ćwiczeń, zaplanowane ćwiczenia 123, KB-I-55.

Okoliczności wypadku: podczas lotu samolotem UTI MiG-15 pilot zmienił obszar pracy i wkroczył na teren górzysty. Wykonując zwrot w chmurach na podstawie radiolokacji samolot, który był pochylony w lewo, zderzył się z górskim zboczem z niewielkim kątem nachylenia. Zderzenie nastąpiło na obszarze Sierpnicy, 65 kilometrów na południowy zachód od Wrocławia. Załoga zginęła, samolot został zniszczony.

Powód: Błąd w nawigacji.

Miejsce pochówku: Kapitan Żółtaszek został pochowany na cmentarzu w Praszce, porucznik Kiferling na cmentarzu w Błaszkowej.

Relacja świadka: „Usłyszałem huk eksplozji, a później odczuwalne były jeszcze drgania słupów energetycznych. Spadający samolot ściął bowiem przewody wysokiego napięcia. Ogon samolotu z namalowaną na nim biało-czerwoną szachownicą pozostał u podstawy wzniesienia. Natomiast pozostałe szczątki maszyny wyrzucone zostały w górę zbocza na odległość 500-600 metrów. Na miejscu katastrofy widziałem ciała dwóch osób w kombinezonach lotniczych, chyba kapitana i majora. Za nimi były otwarte spadochrony, prawdopodobnie próbowali się katapultować. Lotnicy nie mieli na głowach hełmów tylko coś, co przypominało hełmofony czołgistów. Pamiętam, że hełmofon jednego z nich był częściowo rozdarty i widać było częściowo oskalpowaną głowę lotnika. Widok był straszny. Dorośli mieszkańcy trzymali się od miejsca katastrofy z daleka, obawiając się funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Przy rumowisku kręciła się natomiast liczna grupa dzieci, których żołnierze nie przeganiali. Po oględzinach miejsca katastrofy, wojsko zabrało ciała poległych lotników i wywiozło na ciężarówkach szczątki samolotu. Sprawie nie nadano żadnego rozgłosu”.

5. 16 września 1958 roku na zboczu Małej Sowy rozbija się kolejny MIG-15. Pilot: porucznik Adam Wiesław Stefaniak, syn Antoniego, urodził się 7 sierpnia 1934 roku w Końskowoli powiat Puławy, absolwent lotniczej szkoły oficerskiej w Radomiu w 1955 roku, dowódca lotu 45 Pułku Lotniczego we Wrocławiu. Doświadczenie: 340 godzin 57 minut na samolotach: Jak-11, Jak-17, Jak-23, UTI MiG-15, MiG-15, Lim-1.

Pasażer: Porucznik Szczepan Łukasik, syn Felixa, urodził się 22 grudnia 1934 w miejscowości Bobrówek, powiat Szamotuły, absolwent Szkoły Technicznej Sił Powietrznych w 1956, Technik uzbrojenia 45 Pułku Lotniczego we Wrocławiu.

Zadanie: lot na trasie do innego lotniska.

Okoliczności katastrofy: samolot MiG-15 UTI po starcie do lotu na trasie Wałbrzych - Babimost zderzył się z ziemią w rejonie miejscowości Walim w Górach Sowich w pobliżu Wałbrzycha. Załoga zginęła.

Powód: niespełnienie przez pilota zasad bezpieczeństwa określonych w instrukcji użytkowania w locie.

Miejsce pochówku: Porucznik Stefaniak pochowany na cmentarzu komunalnym w Puławach, porucznik Łukasik na cmentarzu w Szamotułach.

Relacja świadka: „Samolot leciał od strony Dzierżoniowa, a świadkiem katastrofy był mój kolega, który spędzał krowy z łąki i zobaczył błysk rozbijającego się samolotu. Po katastrofie przyjechało wojsko, by szukać ciała poległego pilota i szczątków rozbitego samolotu. Poszukiwania prowadzone przez dwa tygodnie, nie przyniosły rezultatu. Na wrak rozbitej maszyny natrafił dopiero przypadkowy turysta. Żołnierze uprzątnęli miejsce katastrofy myśliwca. Wnikliwie przetrząsnęli również punkt skupu złomu w Walimiu. Potwierdziły się ich informacje, że kilku okolicznych mieszkańców dotarło wcześniej na miejsce katastrofy, wymontowało spore elementy silnika i sprzedało na złom. Elementy te zostały przez wojsko odzyskane.”

W relacji nie zgadza się kilka elementów. Czy chodzi o jeszcze inną katastrofę?

Rozpytałem na miejscu, zgłosiła się Pani „Ewa” z taką opowieścią: "Co do samolotów ta historia dotyczy bezpośrednio mojej rodziny. Nie wiem czy moja Mama zdecyduje się opowiedzieć. Mój Dziadek był leśniczym. Nazywał się X. Był świadkiem katastrofy. Rodzina zapłaciła bardzo wysoką cenę za to co się wydarzyło. Efektem było to, że po przeszukaniu gór mojego Dziadka jako świadka zabrano do Warszawy. Siedział długo bez wyroku. Ponoć potem był wrabiany w temat kradzieży drzewa, z tego co wiem zarzutów mu nie postawiono, został zwolniony. Moja Mama widziała to wszystko na własne oczy jako małe dziecko, mogła mieć nie więcej niż 6 czy 7 lat. Było tam wojsko, przypuszczam że poszła za nimi do lasu."

Co najmniej kilka samolotów pozostaje wbitych w zbocza naszych gór. Tematem ich odszukania zainteresowało się stowarzyszenie Triskelion i redakcja miesięcznika Odkrywca. Jeżeli organizacyjnie uda się podołać kwestiom formalnym (pozyskanie niezbędnych zezwoleń), być może wiosną-latem 2019 roku zorganizujemy poszukiwania samolotów w naszych górach, jeżeli tak się stanie, z pewnością będzie to wydarzenie nagłaśniane.

Ciekawe jest zdjęcie Liberatora płonącego po trafieniu. Według opisu pochodzi właśnie z tej akcji z 20 listopada 1944 roku, podczas której bombardowano zakłady chemiczne w Kędzierzynie-Koźlu. Natomiast zdjęcia poległych pilotów pochodzą z archiwów Federacji Rosyjskiej i zostały udostępnione na tamtejszym forum lotniczym poświęconym katastrofom radzieckich (sic!) maszyn. 

Rafał Januszkiewicz

 

Wasze komentarze


wtorek, 11.12.2018 09:12
czwartek, 29.11.2018 14:52
1
piątek, 7.12.2018 08:34
3
wtorek, 4.12.2018 13:30
poniedziałek, 3.12.2018 16:10
2
poniedziałek, 3.12.2018 16:05
14
piątek, 30.11.2018 08:56
Salon Drzwi i Pod?g
Szpital LATAWIEC
Szpital LATAWIEC
Pomoc drogowa
Pomoc drogowa
Praca na GoWork
Praca na GoWork
Wymarzone wesele
Wymarzone wesele
ZGK Z?bkowice ?l.
ZGK Z?bkowice ?l.
Sp?dzielnia Us?ugowa ODRA