[FOTO, WIDEO] Piekło Gross-Rosen. Spotkanie z Agnieszką Dobkiewicz

poniedziałek, 15.11.2021 19:15 1355 0

Piekło obozu koncentracyjnego wyłaniające się zarówno z perspektywy oprawców, jak i ofiar było tematem przewodnim spotkania autorskiego z Agnieszką Dobkiewicz, dziennikarką, autorką reportaży o obozie Gross-Rosen, które odbyło się w Ząbkowicach Śląskich w czwartek 4 listopada.  

Agnieszka Dobkiewicz promowała swoje dwie książki: „Mała Norymberga. Historie katów z Gross Rosen” oraz „Dziewczyny z Gross-Rosen. Zapomniane historie z obozowego piekła”. Podczas spotkania w tle grała lekko jazzująca muzyka byłego więźnia obozu Gross-Rosen.

- Płytę tę przywiozłam z Centrum Marka Edelmana w Łodzi.  To muzyka Henry Bajgelmana, Żyda z getta łódzkiego, którego cała rodzina była muzykująca. Wtedy nazywał się Chaim Bajgelman. Jako jedna z dwóch osób z całej rodziny przeżył II wojnę światową. W czasie wojny był więziony w kilku obozach, w Gross Rosen był w „Olbrzymie”. Po wojnie pozostał w obozie dla przesiedleńców i tam założył zespół „Weseli chłopcy”. Po wojnie wyemigrował do Ameryki, gdzie był muzykiem – mówiła Agnieszka Dobkiewicz.

Spotkanie choć w kameralnym gronie, było niezwykle interesujące i po prostu ważne, biorąc pod uwagę, jak niewiele osób wie, że tak blisko funkcjonował obóz pracy, jak liczne były jego filie oraz jak wiele osób było w nich więzionych.

- Jako czynny dziennikarz ze Świdnicy, często uczestniczyłam w różnych uroczystościach w Gross-Rosen.  Z roku na rok byłych więźniów biorących udział w obchodach było coraz mniej. Żałuję, że wtedy nie obudziło się we mnie to, co teraz, kiedy mogłabym z nimi jeszcze porozmawiać. Niestety, jest także coraz mniejsze zainteresowanie tym miejscem samorządów, coraz mniej delegacji, wieńców.  Wiemy, że obóz w Gross- Rosen był, ale nie sięgamy głębiej, nie patrzymy na ludzi, którzy tam cierpieli, zmuszeni przede wszystkim do niewolniczej pracy ponad siły, czym doprowadzano ich do śmierci. Moje książki powstały z potrzeby pokazania, przypomnienia, że tam byli konkretni ludzie, tak podobni do nas. Żebyśmy mieli świadomość, nie tylko my, ale i następne pokolenia, gdzie żyjemy i co się tutaj działo.

Impulsem do zainteresowania się Gross-Rosen była dla autorki krótka notka w „Wiadomościach Świdnickich”, gazecie, która jako jedna z pierwszych zaczęła się ukazywać na Dolnym Śląsku po wojnie.

- Jednym z pierwszych artykułów, a w zasadzie notek, które się tam ukazały, była ta o lekarzu, który został zatrzymany w miejscowości tuż przy obozie koncentracyjnym Gross-Rosen. Początkowo odłożyłam ją ad acta. Wróciłam do niej kilka lat temu i zaczęłam iść tropem tego lekarza, chcąc się dowiedzieć, kim tak naprawdę był. Został on rozpoznany przez byłego więźnia, który wskazał go jako byłego lekarza obozowego. Szukałam przez wiele miesięcy w dokumentach, aktach, ale nikogo pod takim imieniem i nazwiskiem, jakim się przedstawił nie znalazłam. Lekarz ten przyjął więc fałszywą tożsamość. Kim więc był naprawdę?

Zagadka ta nie została rozwiązana, ale podjęte tropy, między innymi zbrodniarza znanego z eksperymentów medycznych na więźniach, doktora Josefa Mengele, który po ucieczce z Auschwitz został głównym lekarzem obozu Gross Rosen,  przerodziły się w głębsze zainteresowanie w ogóle tematem obozu, efektem czego są dwie książki. Pierwsza to : „Mała Norymberga. Historie katów z Gross Rosen” - reportaż historyczny o sześciu rozprawach i dziesięciu życiorysach pokazujących nieznany koszmar obozu koncentracyjnego Gross-Rosen.

- W Świdnicy, Dzierżoniowie, Wałbrzychu i innych okolicznych miejscowościach odbyło się ponad 100 procesów zbrodniarzy wojennych. Stąd nazwa mojej pierwszej książki „Mała Norymberga”. Świdnica stała się takim miejscem, gdzie od 1946 do 1949 roku sądzono zarówno funkcyjnych z obozu i jego filii, jak i starszyznę obozową: blokowych czy kapo.

Kolejny reportaż o  obozie to „Dziewczyny z Gross-Rosen. Zapomniane historie z obozowego piekła”, historia sześciu dziewcząt, których zwyczajne życie przerwała wojna, getto i obozy.

- Pisanie „Dziewczyn z Gross Rosen” było wyjątkowo trudne emocjonalnie, gdyż utożsamiałam się z nimi i wiem, że moje czytelniczki też to robią. Ten sposób opowiadania świata przez kobiety jest bliższy kobietom. Narracja kobiet jest inna niż narracja mężczyzn. Dla kobiet ważne są małe rzeczy, ale nie mało ważne.

Agnieszka Dobkiewicz przytoczyła tu historię Ruth, która do Gross Rosen trafiła z Auschwitz. Przebywała w filii obozu całkiem niedaleko, w Meziměstí, wtedy Halbstadt.

- Jeszcze w getcie łódzkim mama nauczyła ją szyć. Jak inne dzieci Ruth musiała pracować, zatrudniono ją w resorcie krawieckim. Szyła sukienki, za co dostawała talerz zupy. Oznaczało to życie dla całej rodziny. Ona dostawała talerz zupy i jej mama również.  Te dwa talerze zupy przynosiły do domu, dorzucały tam obierki ziemniaków i dzieliły się nią z bratem i ojcem Ruth. Rutka nie wiedziała wtedy, jaki dar otrzymała od mamy. Jej życie potoczyło się tak, że po wojnie po wyzwoleniu obozu trafiła do Paryża, zaczęła się uczyć w szkołach u projektantów mody i sama została znaną projektantką mody. Gdy później mieszkała w Izraelu miała swój dom mody, szyła ubrania nawet dla pani premierowej.  To co znamienne, to to, że po wyzwoleniu obozu z jakiegoś materiału uszyła dla siebie i koleżanek sukienki. To było dla nich ważne: po latach odczłowieczenia, chodzenia w szmatach, z ogoloną głową, bez odpowiedniej higieny, poczuć się znowu jak kobieta. To jest właśnie kobieca perspektywa, skupienie na emocji, szczególe.

Choć ta historia kończy się dobrze, Rutka przeżywa i układa sobie jakoś życie, to większość więzionych kobiet zmarła, głównie ze względu na to, że zostały zmuszone wyruszyć w tzw. Marsze Śmierci – kiedy Armia Czerwona zbliżała się do obozów, więźniowie byli pędzeni pieszo w inne miejsce. Wielodniowe marsze, bez odpowiedniego zaopatrzenia, żywności, ekwipunku sprawiały, że wycieńczeni niewolniczą pracą, często schorowani więźniowi masowo umierali.

Obie książki Agnieszki Dobkiewicz można było zakupić po spotkaniu, a autorka chętnie je podpisywała.

------------------------

HISTORIA GROSS-ROSEN, ŹRÓDŁO: www.gross-rosen.eu 

Obóz Gross-Rosen powstał w sierpniu 1940 roku jako filia KL Sachsenhausen, której więźniowie przeznaczeni byli do pracy w miejscowym kamieniołomie granitu. Pierwszy transport przybył tam 2 sierpnia 1940 roku.

1 maja 1941 roku Arbeitslager Gross-Rosen uzyskał status samodzielnego obozu koncentracyjnego. W pierwszych dwóch latach istnienia KL Gross-Rosen był małym obozem nastawionym w dalszym ciągu na obsługę kamieniołomu. Mordercza 12-godzinna praca w kamieniołomie, głodowe racje żywnościowe, brak należytej opieki lekarskiej, nieustanne maltretowanie i terroryzowanie więźniów zarówno przez załogę SS, jak i więźniów funkcyjnych powodowały duża śmiertelność, a KL Gross-Rosen był postrzegany jako jeden z najcięższych obozów koncentracyjnych.

Zasadnicza rozbudowa obozu Gross-Rosen przypada na rok 1944, zmienia się również jego charakter; obok centrali w Gross-Rosen powstają liczne filie (około 100) zlokalizowane przede wszystkim na terenie Dolnego Śląska, Sudetów i Ziemi Lubuskiej.
Do największych należały obozy: AL Fünfteichen w Jelczu, 4 obozy we Wrocławiu (Breslau), Dyhernfurth w Brzegu Dolnym, Landeshut w Kamiennej Górze oraz w zespół obozów Riese zlokalizowanych w Górach Sowich.

Ogółem przez Gross-Rosen – obóz macierzysty i jego filie – przeszło około 125 000 więźniów, w tym również więźniowie nie rejestrowani, przywożenia do obozu na egzekucję, np. 2 500 radzieckich jeńców wojennych.
Do najliczniejszych grup narodowościowych w kompleksie Gross-Rosen (obóz główny i jego filie) należeli Żydzi (obywatele różnych państw europejskich), Polacy oraz obywatele byłego Związku Radzieckiego.

Szacunkowa liczba ofiar obozu Gross-Rosen wynosi około 40 000.

Jednym z najtragiczniejszych okresów w dziejach tego obozu była jego ewakuacja. Podczas transportów (nawet kilkutygodniowych)  zginęło wiele tysięcy więźniów.

Od jesieni 1943 roku do lutego 1945 roku działał na terenie KL Gross-Rosen wychowawczy obóz pracy wrocławskiego gestapo (AEL), przez który przeszło 4 200 więźniów.

 

Dodaj komentarz

Komentarze (0)