[ROZMOWA] "Pierwszym krokiem do wolności kobiet jest to, by odważyły się być wolnymi"

poniedziałek, 8.3.2021 08:13 5667 12

Od 8 marca 1910 roku obchodzony jest Dzień Kobiet. Radosne świętowanie jest uznanym oficjalnie świętem pań w wielu krajach. To doskonała okazja, by przyjrzeć się roli kobiet we współczesnej Polsce, oddemonizować feminizm i spróbować zastanowić się z jakimi trudnościami muszą mierzyć się Polki. O tym rozmawiamy z Justyną Gąsior, polonistką, feministką, społeczniczką a także pierwszą w powiecie świdnickim pełnomocniczką ds. kobiet powołaną przez burmistrza Świebodzic.

Co dla Ciebie oznacza feminizm?

Justyna Gąsior. - Z perspektywy moich 38 lat myślę, że feminizmu nauczył w dzieciństwie mój tato. Choć ani on, ani ja nie znaliśmy wtedy tego słowa. Od najmłodszych lat słyszałam od niego, a raczej widziałam po nim, że świat jest piękny, że warto go poznawać, smakować, zwiedzać, że warto mieć wykształcenie i pieniądze, by być niezależnym człowiekiem. By kupować dobre płyty, książki. Tato zabierał nas, mnie i moje siostry, od najmłodszych lat w góry, nad morze, organizował nam aktywnie czas. Nauczył mnie jeździć na rowerze, pływać. Wspierał nasze pasje, talenty, woził na lekcje pianina, na różne konkursy po całej Polsce, na spotkania z ciekawymi ludźmi, na koncerty. To były lata 80te i 90te. Moje koleżanki nie miały takich ojców, zazdrościły nam. Z moją najmłodszą siostrą jechał do Empiku o północy, kiedy miała wyjść pierwsza część Harrego Pottera. I cieszył się razem z nią jej szczęściem. Kiedy miałam 16 lat, tato nauczył mnie prowadzić auto, kiedy zdałam egzamin w wieku 17 lat, kupił mi samochód. Kibicował mi w drodze do niezależności, jeździł ze mną wybierać uczelnię, woził na egzaminy na studia. Pomagał przezwyciężać strach i dodawał odwagi. Pamiętam też, że kiedy przyprowadzałam do domu jako nastolatka kolejnych chłopaków , mówił: dziewczyno, po co ty się już bawisz w małżeństwo, po co się tak uwiązujesz? Świat jest taki piękny i czeka na Ciebie. I nie kończy się na chłopakach. Wtedy tego nie rozumiałam, ale dziś myślę, że chodziło mu o to, że widział, że nie wykorzystuję swojego potencjału, że dostosowuje się do tych chłopaków, czasem umniejszając siebie. Kobiety, niestety mają tendencję do udawania głupszych niż są, żeby zadowolić, podbudować partnera. Ja też nie uniknęłam tych błędów.

To on dał ci siłę? Zbudował w Tobie to poczucie wartości i pewności siebie, którego tak brakuje wielu Polkom?

Justyna Gąsior. - Kiedy skończyłam szkołę podstawową, po ósmej klasie, zatrudniłam się na miesiąc wakacji w firmie budowlanej mojego taty. Pracowałam w biurze z panią Bartecką, która była odpowiedzialna za przygotowanie przetargów. W tej firmie pracowali praktycznie sami mężczyźni, ale pamiętam, jak wszyscy cenili zdanie pani Barteckiej, jak ją szanowali i przychodzili czasem pytać, jak rozwiązać jakiś problem budowalny. Pamiętam, że ta pani robiła na mnie wtedy ogromne wrażenie. Myślę, że pomimo wielu trudnych życiowych zawirowań, które przeszłam, dałam sobie radę dzięki swoim zasobom wewnętrznym, w dużej mierze ukształtowanych przez mojego tatę, kiedy byłam mała. Dzięki temu, że przesuwał moje granice, pokazywał możliwości, udowadniał mi, że jestem odważna, mądra i silna, mobilizując mnie do podejmowania kolejnych życiowych wyzwań. Moja mama pełniła w moim dzieciństwie rolę takiej bezpiecznej przystani, kierowniczki całego domu, a tato wypychał nas w świat, pokazywał, ile jest możliwości i jaki jest piękny. I, że damy radę.

Co daje kobietom wolność? 

Justyna Gąsior. - Pierwszym krokiem do wolności kobiet jest to, by odważyły się być wolnymi. By przestały sobie same podcinać skrzydła, zaniżać swoją wartość, zadawać sobie nieustannie pytanie, czy jestem coś warta, czy jestem wystarczająca? Wiele z nas najbardziej zaciekłe i najtrudniejsze przeciwniczki ma w samych sobie. Wtedy, kiedy będziemy się same czuły na tyle mocne, to powinnyśmy wspierać inne kobiety, w rodzinie, w gronie znajomych, w pracy. I reagować, kiedy kobietom w naszym otoczeniu dzieje się krzywda. 

Moim zdaniem bardzo ważna jest niezależność. Kobieta musi i powinna mieć swoje pieniądze.

Justyna Gąsior. - Słusznie. Ja od zawsze pracowałam, bardzo zależało mi na własnych pieniądzach. Jako dziecko pomagałam cioci i wujkowi w ogrodnictwie przy zbieraniu ogórków, pomidorów, potem sprzedawałam warzywa, ubrania na targu, na studiach byłam kelnerką, rozkładałam towar w marketach w nocy. Podczas wakacyjnych wyjazdów na studiach zbierałam we Włoszech pomidory, truskawki, melony, arbuzy, pracowałam na nocki w kurniku. Podczas prac polowych we Włoszech jeździłam traktorem z przyczepą przy zbiorach warzyw. Pracowałam fizycznie na równi z mężczyznami. Nie widziałam w tym problemu, tylko szansę na zarobienie dużo większych pieniędzy niż można było wtedy zarobić w Polsce. Większość tych pieniędzy wydawałam na podróże, książki, płyty i upominki dla rodziny. Pieniądze, własne pieniądze, zawsze kojarzyły mi się z wolnością. Niezależność finansowa jest podstawą niezależności intelektualnej. A także daje cudowną możliwość pomagania innym. Dużą część swoich zarobków przeznaczam też na cele charytatywne, w szczególności na te organizacje, które zajmują się zwierzętami. Ja nie mam, aż tyle czasu na zajmowanie się bezdomnymi zwierzętami, dlatego wspieram działania tych ludzi, którzy poświęcają życie zwierzętom. I tym bezdomnym, i tym dziko żyjącym.

Jak feminizm przejawia się w Twoim dorosłym życiu?

Justyna Gąsior. - Myślę, że feministycznie zachowywałam się od bardzo młodych lata, tzn. dostrzegałam niesprawiedliwości społeczne, walczyłam z nimi, działałam na rzecz wykluczonych ludzi, a także na rzecz praw zwierząt. Na studiach wybrałam fakultet „Feminizm- ruch społeczno-polityczny”. Na nim ugruntowałam swoją wiedzę, poszerzyłam świadomość, poznałam najważniejsze teksty jak „Własny pokój” Wirginii Woolf czy Drugą płeć” Simone de Beauvoire. Ta pierwsza pozycja mówi o tym, że dwa warunki muszą zostać spełnione, żeby kobiety mogły się realizować: powinny mieć swój pokój (przestrzeń do działania, rozumianą też dosłownie) i otrzymywać godne wynagrodzenie. To bardzo aktualne postulaty, o czym wie każda kobieta. Ich brak przez wieki czynił kobiety zakładniczkami, blokował ich rozwój a w efekcie pozwalał uważać za głupsze, słabsze, pozbawione kreatywności, odwagi i polotu. W „Drugiej płci” autorka wypowiada słynne zdanie: „Nie rodzimy się kobietami- stajemy się nimi”. Analizuje podporządkowaną mężczyznom sytuację kobiet w społeczeństwie, bada przyczyny m.in. religijne, biologiczne i cywilizacyjne. Powiem z całą świadomością, że kobiety często nawet nie zauważają jak bardzo niesprawiedliwie świat je traktuje, tak bardzo są do tego przyzwyczajone. W moim odczuciu feministką jestem zawsze wtedy, kiedy postępuję zgodnie ze swoimi indywidualnymi predyspozycjami, a nie ze społecznie uznanymi normami płciowymi.

Co musimy zrobić jako społeczeństwo, by kobiety miały takie same prawa jak mężczyźni (tutaj mam na myśli m.in. równe wynagrodzenia na takich samych stanowiskach, dostęp do niektórych procedur medycznych, czy formy awansu)

Justyna Gąsior. -  Wiele zła trwa, bo nie reagujemy, bo wygodniej się nie wtrącać, kiedy nie dotyczy to nas. Przemoc, każdego rodzaju, karmi się milczeniem. I ofiar, i obserwatorów. Ogromnie wierzę w moc wspólnoty, w siłę solidarności. Wierzę, że wszystko jest przed nami i, że idziemy w dobrym kierunku. Szklany sufit jest dla nas jednak nadal trudny do przebicia, niezależnie od szerokości geograficznej. Czy pani wie, że Gillian Anderson , mimo że jej postać w serialu „Z Archiwum X” była tak samo ważna jak kreowana przez Davida Duchovnego, zarabiała w obu seriach o połowę mniej? Nierówność płac kobiet i mężczyzn jest ciągle faktem. I zadziwiającą niesprawiedliwością.

W zeszłym roku Polki wyszły na ulicę miast, by wyrazić swój sprzeciw dot. zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Był to piękny przykład solidarności nie tylko w wymiarze kobiecym, ale i ludzkim. Powiedz szczerze. Czy uważasz, że strajki i to co się po nich zadziało zwróciły w jakimś stopniu uwagę na problemy polskich kobiet?

Justyna Gąsior. - Polki nie wyszły na ulicę w zeszłym roku. Jesteśmy na niej od co najmniej października 2016 roku, od kiedy Strajk Kobiet zaczął prężnie działać. Oczywiście, że zwróciły uwagę, ale przede wszystkim zaangażowały tych, których dotąd polityka nie interesowała, czyli młodych ludzi. I to jest ogromna siła, dzięki której wierzę, że nie ma już powrotu do dawnego status-quo. Czarne Protesty i Strajk Kobiet stały się ewenementem na skalę światową.

Mam wrażenie, że choć jesteśmy w XXI wieku i mamy 2021 rok w wymiarze praw kobiet w Polsce coraz bardziej się cofamy. Odbiera się nam je po kawałku. Co musi się stać, byśmy mogły decydować o swoim życiu i ciele.

Justyna Gąsior. - Jak już mówiłam wcześniej, patriarchat to ponad 2000 lat działających na rzecz upupiania i umniejszania kobiet. Dużo wywalczyłyśmy na przestrzeni lat, ale to, co zadziało się w październiku tego roku przekroczyło wszelkie granice . W Polsce trwa wojna o prawa kobiet. To nie jest za mocne. To jest prawdziwa wojna. Moim zdaniem kluczowym jest całkowity rozłam państwa od instytucji kościoła katolickiego, która ma własne interesy i której kompletnie nie zależy na demokratycznym, liberalnym społeczeństwie.

Jest taki mem Marty Frej, w której artystka narysowała stół a za nim siedzących mężczyzn. Napis brzmi „Panowie tradycyjnie losujemy, kto będzie dziś przemawiał w imieniu kobiet”. Mocne. Czy w polskiej przestrzeni publicznej jest miejsce na rozmowę z kobietami i o kobietach? Czy ten głoś stanie się w końcu słyszalny?

Justyna Gąsior. - Tak, widziałam ten mem. Jest mocny. Rzeczywiście niektórzy mężczyźni mają silną tendencję do urządzania nam świata po swojemu. Patriarchat ma ponad 2000 lat, wciąż czuje się świetnie. Niektóre kobiety już nawet same zaczęły wierzyć, że to mężczyźni wiedzą, co jest dla nich lepsze.. Kobiety zapomniały, że często śmiejąc się z feministek- zawdzięczają im prawo do udziału w wyborach, w polityce, studiowania, wypowiadania się w towarzystwie na dowolne tematy, jeżdżenie samodzielnie pociągiem czy choćby możliwość chodzenia w spodniach. Żadnych praw nie dostałyśmy w prezencie, wszystkie zostały wywalczone prze nasze babki i prababki. Nasz głos przez Strajk Kobiet stał się bardzo słyszalny. Jestem dumna, że tak wiele z nas, mimo szykan i represji, które mnie dotykają też osobiście, wyszło na ulicę, by odważnie zaprotestować i przemawiać do tłumów.

Kobiety wyszły na ulice, mówiły dobitnie nie przebierając w słowach, czego oczekują. Wciąż jednak w tym tłumie brakowało mi mężczyzn. Choć nie ukrywam, że spora ich część wspierała partnerki, matki, córki. "Nigdy nie będziesz szła sama"- to hasło Strajku Kobiet. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że wciąż o naszych sprawach głównie decydują mężczyźni. Uważasz podobnie?

Justyna Gąsior. - Niestety. Cały czas w polityce i przestrzeni publicznej kobiet jest mniej. Dużo mniej niż mężczyzn. Należy zadać sobie pytanie, czy kobiety same nie chcą brać w niej udziału czy są niechciane? Badania mówią, że kobiety, nawet kiedy są lepiej wykształcone od mężczyzn, mniej wierzą w siebie, mają całe mnóstwo wątpliwości, czy sobie poradzą na danym stanowisku. Unikają też rywalizacji – wychowywane do potulności i grzeczności. Nie są też wystarczająco zachęcane przez rodzinę czy społeczeństwo do aktywnego uczestniczenia w życiu publicznym. Kobiety, które robią tzw. karierę najczęściej musza liczyć się z rozwodem, ponieważ to od kobiet wciąż wymaga się większej odpowiedzialności za rodzinę. Polityka jest nadal typowo męska. To jest błędne koło, z którego kobiety się wycofują, bo nie ma w nim prawie kobiet. Parytety nie załatwiły jednym ruchem tego, co tysiące lat wychowania kobiet jako głupszych i mniej wartościowych, brak dostępu do edukacji, praw obywatelskich, zrobiły z naszym poczuciem wartości i sprawczości.

O co teraz muszą walczyć Polki?

Justyna Gąsior. - Moim zdaniem bardzo dużymi problemami kobiet są: dyskryminacja matek na rynku pracy, brak miejsc w żłobkach i przedszkolach, spłycanie problemu przemocy wobec kobiet w domu i w pracy, brak edukacji seksualnej, nieumiejętność państwa w ściąganiu alimentów na dzieci. Nadal musimy też walczyć o możliwość do decydowania o swoim ciele. Nie godzę się również na powstawanie stref wolnych od LGBT. To łamanie podstawowych praw człowieka. Aktywnie uczestniczę w walce o prawa osób nieheteronormatywnych. Nie ma feminizmu bez równości praw dla wszystkich.

Ważne jest też, żebyśmy nie walczyły przeciw sobie, a dla siebie. I o siebie. Wierzę mocno w siłę, która płynie z solidarnych działań. Doświadczam tej solidarności i wiem, jak buduje. Doświadczam też kobiecego hejtu i wiem ,jak niszczy. Jesteśmy wychowywane w kulturze ciągłego oceniania, porównywania, napominania, kontrolowania życia innych. Mamy tendencję do krytykowania kobiet, które żyją inaczej niż my, które wybrały inny model życia. Różnimy się przecież od siebie, mamy zupełnie inne potrzeby, nie życzymy sobie wtrącania się w nasze sprawy. Tymczasem nadal kwestie takie jak nasza seksualność czy macierzyństwo ulegają tak bardzo surowym ocenom społecznym. Wybrałaś wychowywanie dzieci, jesteś kurą domową. Wybrałaś karierę, bo pewnie nie powidło Ci się w życiu prywatnym. My sobie same wciąż gotujemy nawzajem to piekło oceniania . Tymczasem w feminizmie chodzi o to, by pomimo różnic i innych światopoglądów, dawać sobie wsparcie. Siostrzeństwo polega na wspólnym trwaniu, wspieraniu, mimo różnic. To, że ja nie zrobiłbym sobie aborcji nie znaczy tego, że mam prawo zakazywać jej Tobie. Nie jestem Tobą, nie wiem, w jakiej jesteś sytuacji, nie wiem, co czujesz, więc nie mam prawa decydować za Ciebie. To jest dla mnie uczciwe podejście. Feminizm to prawo do decydowania o sobie, prawo do wyboru. Na teksty, że kobiety będą stosowały aborcję jako środek antykoncepcyjny spuszczam zasłonę milczenia. Tendencja do uważania i przedstawiania kobiet jako głupich i nieodpowiedzialnych istot w pewnych kręgach nadal się bardzo utrzymuje. Mamy naprawdę jeszcze o co walczyć!

Zostałaś pełnomocniczką ds. kobiet przy urzędzie w Świebodzicach. Decyzja burmistrza, by powołać cię na stanowisko, spotkała się z rożnymi opiniami, negatywnymi też.

Justyna Gąsior. - Protesty Strajku Kobiet pod koniec października w naszym mieście miały wielką moc i energię. Te wydarzenia spowodowały, że poczułyśmy ogromną solidarność. Poznałam dziewczyny z różnymi historiami życiowymi, często trudnymi. Poznałam dziewczyny zajmujące się różnymi profesjami- kosmetyczki, pielęgniarki, nauczycielki, ekspedientki, właścicielki firm, zajmujące się domem. Te protesty nas bardzo połączyły i po prostu nie można było zmarnować tych zasobów, chęci działania, zmiany i energii. I tak powstał pomysł zbierania podpisów pod petycją do Pana Burmistrza o ustanowienie funkcji pełnomocniczki do spraw kobiet przy urzędzie. Dziewczyny wskazały mnie na to stanowisko, co jest dla mnie wielką nobiltacją i jednocześnie kredytem zaufania, zebrały podpisy i uzyskałyśmy zgodę władz miasta. Wszystkim jeszcze raz bardzo dziękuję. Uzasadnienie w tej petycji było dla mnie osobiście bardzo poruszające, tak samo jak to, że również mężczyźni złożyli pod petycją swoje podpisy. Ale oczywiście nie zabrakło też drwiących, poniżających komentarzy innych mężczyzn, szczególnie tych, którzy utożsamiają się z prawicą. Można się było tego po nich spodziewać.

Z jakimi problemami zgłaszają się świebodziczanki i na jaką pomoc mogą liczyć?

Justyna Gąsior. - Na moje poniedziałkowe dyżury w ratuszu przyjeżdżają nie tylko świebodziczanki. Jestem również dostępna dla kobiet w Internecie i telefonicznie. Problemy są bardzo różne- od przemocy w domu, w pracy, depresji po brak funduszy na leczenie czy brak pracy czy mieszkania. Staram się pomagać w rozwiązywaniu każdego problemu, nie zostawiam żadnej osoby, która się do mnie zgłasza. Jeśli sama nie potrafię pomóc, kieruję do różnych specjalistów czy prawników. Czasem jednak sama rozmowa na trudne tematy bardzo pomaga i otwiera u ludzi jakieś nowe drogi w głowie i w sercu. Wspieram również rozwój, edukację i pasję kobiet. Promuję działania i biznesy prowadzone przez kobiety. Wyposażyłam wszystkie świebodzickie szkoły w Różowe Skrzyneczki z darmowymi środkami higienicznymi dla dziewcząt. Staram się też prowadzić kampanie edukacyjne dla całego społeczeństwa. Świetnie wyszła nam w mieście akcja „Biała Wstążka” czy taniec przeciwko przemocy. A ostatnia akcja walki z depresją przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Zgłosiło się do mnie w ciągu 3 dni ponad 100 osób, które przyznały się do objawów depresyjnych, skrywanych przed światem. Moja szczerość w przyznawaniu publicznym do przejścia bardzo trudnych momentów w życiu, pomaga wielu ludziom w zmierzeniu się ze swoimi demonami. Bardzo się z tego cieszę, że moje doświadczenia pomagają innym kobietom. Tak naprawdę wszystkie mierzymy się w życiu z bardzo podobnymi problemami.

To chyba dobry moment. Wyjaśnijmy to raz na zawsze. Czy feministki nienawidzą mężczyzn? Bo to główny argument przeciwników feminizmu.

Justyna Gąsior. - Nie mogę i nie chcę wypowiadać się za wszystkie feministki. Myślę, że stanowimy zróżnicowaną grupę. Jeśli chodzi o mnie to absolutnie nie nienawidzę mężczyzn. Kochałam różnych mężczyzn, kilku nadal kocham. Przyjaźnię się z mężczyznami. Wielu podziwiam, cenię, uważam nawet za swoje życiowe autorytety. Jestem pewna, że prawdziwa mądrość i dobroć nie zależy od płci człowieka.

Co powiedziałabyś dziś matkom dziewczynek a co matkom chłopców? Jakie słowa wrzucić do bagażu naszych dzieci, by niosły je przez świat i by miały z tyłu głowy przeświadczenie, że każdy zasługuje na szacunek i miłość bez względu na płeć, status materialny, kolor skóry czy orientację seksualną?

Justyna Gąsior. - Nie tylko matkom, ojcowie są przecież tak samo odpowiedzialni za wychowywanie dzieci. Rodzicom dziewczynek, żeby pozwalali swoim córkom wyrażać złość, niezadowolenie , frustrację. Żeby wyrzucić ze słownika małej dziewczynki w ogóle słowo grzeczna, co najczęściej ma konotacje uległa, cicha, nierzucająca się w oczy. A rodzicom chłopców powiedziałabym, żeby wymazali ze swoich komentarzy do synów teksty w stylu „chłopaki nie płaczą”, „nie bądź jak baba, nie maż się”. W jednym i w drugim przypadku zakazywanie wyrażania trudnych emocji ma bardzo negatywny wpływ na rozwój młodego człowieka i rzutuje negatywnie na jego dalsze życie i jakość tworzonych relacji. Żadnymi słowami nie nauczymy dzieci tych wartości, o których pani mówi. Miałam kiedyś taki bardzo trudny czas w życiu, że mieszkałam sama, bardzo dużo pracowałam, musiałam wynajmować chłopaka do wyprowadzania mojego psa po południu. Zostawiałam pieniądze, to było 10 zł i ten wówczas 11-latek miał wziąć mojego Spajkiego na półgodzinny spacer. Jak się okazało, co zauważyła moją sąsiadka- chłopak przychodził, brał pieniądze, a mojego biednego psa zostawiał samego, nie wyprowadzając go nawet przed blok. Nie mogłam się z tym pogodzić, kiedy poznałam prawdę, skąd w takim małym dziecku tyle okrucieństwa. A wydawało mi się pozornie, że on tak lubił mojego psa. Jego rodzice przecież ciągle mu mówili, niejednokrotnie przy mnie, jak ma się zachowywać. Po pewnym czasie dowiedziałam się, że ojciec tego chłopaka kompletnie nie szanował ich własnego psa, źle go traktował, syn to widział. Jak mówi stara prawda- dzieci nie słuchają tego, co my do nich mówimy, tylko powtarzają to, co my robimy. Jest taka piękna grafika przedstawiająca ojca i synka. Ojciec mówi do syna: synu, uważaj, jak idziesz, bo każdy krok ma wpływ na Twoje życie. Na co syn odpowiada: tatusiu, Ty też uważaj na swoje kroki, bo ja idę po Twoich śladach.

Dziękuję za rozmowę.

Justyna Bereśniewicz, doba.pl

Przeczytaj komentarze (12)

Komentarze (12)

JAN czwartek, 18.03.2021 15:19
kobiety teraz mają wszystko a takie opowiadanie ton po prostu...
JAN czwartek, 18.03.2021 15:13
kobiety właśnie teraz mają wolność finansową dostają na każde dziecko...
Miroslaw 59 czwartek, 11.03.2021 18:19
To po diabla glosujecie na pis!!!
janek czwartek, 18.03.2021 18:49
CIEMNOTA JUŻ BYŁA ZA PO.
kaik czwartek, 18.03.2021 18:47
ciemnota to już była za P.O.
Walerian poniedziałek, 15.03.2021 12:06
Aby ci się lepiej żyło
piątek, 12.03.2021 08:59
" Tata dał mi na prawo jazdy, samochód, książki, płyty,...
pwdw niedziela, 14.03.2021 12:27
Jak widać, pis nie nauczył czytać, nie mówiąc już o...
kobieta czwartek, 11.03.2021 19:09
dziękuję za rozmowę. Gratuluję odwagi przekonań w tych....czasach. Czyli jest...
apostazja+ środa, 10.03.2021 18:10
Nam nie pozwolą być wolnymi ! Od zawsze nauczeni wyłącznie...
poniedziałek, 08.03.2021 13:03
Wolność to odpowiedzialność- zaszczepcie się
Tomek poniedziałek, 08.03.2021 15:19
:-)