[FOTO] Wspomnień czar. Mistrz Wajda z wizytą w Świdnicy

piątek, 4.11.2016 12:23 5862 0

Film "Panna Nikt" na podstawie powieści o tym samym tytule świdniczanina, Tomka Tryzny 20 lat temu miał prapremierę w Świdnicy. A wszystko to za sprawą listu małego Aleksandra o czym wie niewiele osób.

Adaptacja głośnej powieści Tomka Tryzny, uznanej przez polską krytykę literacką za jeden z najważniejszych debiutów lat dziewięćdziesiątych to historia piętnastoletniej Marysi, która pod wpływem dwóch koleżanek wyrzeka się swego kodeksu moralnego i ukształtowanych przez tradycję poglądów na życie, daje sobą manipulować. Plenery kręcone były w pobliskim Wałbrzychu a sam film uznawany jest za jeden z najważniejszych współczesnych moralitetów. I w tym miejscu warto wspomnieć, że to właśnie w Świdnicy odbyła się prapremiera obrazu. Udział w niej wziął zmarły na początku października reżyser Andrzej Wajda oraz Anna Mucha, Anna Powierza, debiutująca na wielkim ekranie Anna Wielgucka oraz autor powieści Tomek Tryzna, Janusz Morgenstern, a nawet sam szef Komitetu Kinematografii Tadeusz Ścibor-Rylski.

Jak do tego doszło?  - Andrzej Wajda siedział tutaj przy stole i jadł tort -  mówi z uśmiechem świdniczanka Helena Semenetz-Kwiatkowska. To ona, wraz mężem Wiesławem Kwiatkowskim, zorganizowała w Świdnicy wizytę artysty. Niestety, drugi raz naszego miasta już nie odwiedził. - Mówił, że tak dobrej premiery filmu jeszcze nie miał. I wtedy padł pomysł, by i kolejną zrealizować w Świdnicy. Niestety, przypadek sprawił, że nie wyszło.

W 1992 roku państwo Kwiatkowscy założyli stowarzyszenia ITON: czyli Integracja, Tolerancja, Odrodzenie, Niezależność. W ślad za tym postanowili poprowadzić wspólnie szkołę, która miałaby realizować cele stowarzyszenia. Niestety, nie przystawała ona do realiów tamtych czasów. Po pół roku zmuszeni byli zamknąć działalność.

- Naszym celem było nie tylko przekazanie wiedzy, ale chcieliśmy nauczyć dzieci rozróżniania dobra od zła. Dzieci, składając ślubowanie, mówiły: "Przychodzę tutaj po wiedzę, prawdę i miłość. Będę się starał lepiej poznawać świat i kochać innych ludzi, jak siebie samego" - tłumaczą państwo Kwiatkowscy.

Jednym z uczniów szkoły, był syn małżonków, dziś lekarz i ojciec dwójki dzieci, Aleksander.  Dwa lata później wziął on udział w konkursie Dziecięce Listy do Obywateli Świata. List małego Olka adresowany był do Andrzeja Wajdy. Chłopiec prosił reżysera o pomoc w ratowaniu jego dzielnicy, w której ówczesne władze chciały budować zakład chemiczny. 

- Gdy pojechaliśmy do Krakowa odebrać nagrodę, już wiedzieliśmy, że Andrzej Wajda robi film na podstawie książki Tomka Tryzny, urodzonego w Świdnicy pisarza - mówi Helena Kwiatkowska. - Miasto tym żyło. Musieliśmy spróbować.

Ale samego Wajdy nie było. Była za to Krystyna Zachwatowicz, jego żona. - Zapytaliśmy Panią Krystynę, czy byłaby możliwość zrobienia premiery filmu u nas w Świdnicy - mówi Helena Kwiatkowska. - A ona powiedziała, ku naszemu zaskoczeniu, że tak.

Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. - Spotkanie miało się odbyć w ogrodzie przy naszym domu, ale niestety w ostatniej chwili musieliśmy zmienić plany. Przeszkodził nam deszcz - wspomina Helena Kwiatkowska.  - W ostatniej chwili szykowaliśmy dekoracje - śmieje się Wiesław Kwiatkowski. - Obraz, który namalował świdnicki malarz Marian Ruszkiewicz, był jeszcze mokry. I Tomek Tryzna, który dostał go w prezencie, poplamił sobie spodnie farbą. 

Premiera filmu odbyła się w nieistniejącym już kinie Gdynia. Po projekcji, podczas bankietu, Ścibor-Rylski zaproponował zorganizowanie premiery kolejnego filmu w Świdnicy. - Pan Andrzej mówił, że to będzie "Pan Tadeusz", że się do niego przymierza - mówi Helena Kwiatkowska. 

- Ale odwołali go z funkcji szefa Kinematografii, a producentem nie był już pan Morgenstern i mimo starań, nie udało się - dodaje Wiesław Kwiatkowski.

Zdjęcia pochodzą z archiwum rodzinnego małżeństwa Kwiatkowskich.

Dodaj komentarz

Komentarze (0)