Startuję w wyborach, bo jestem zdeterminowana do pracy na rzecz Regionu – mówi Jadwiga Radziejewska, która kandyduje do Sejmiku z listy KO

środa, 27.3.2024 10:21 1867

Jadwiga Radziejewska kieruje Zespołem Opieki Zdrowotnej w Kłodzku i kandyduje do Sejmiku Województwa Dolnośląskiego z 5. miejsca listy Koalicji Obywatelskiej. Deklaruje, że wie, jak usprawnić system ochrony zdrowia. Postanowiliśmy to sprawdzić…

Doba.pl: – Ma pani już dość problemów z kłodzkim szpitalem i dlatego chce „uciec” do Sejmiku?

Jadwiga Radziejewska: Wręcz przeciwnie! Kłodzkim szpitalem kieruję od 15 lat i nie zamierzam go zostawić. Swoją wiedzę i doświadczenie chcę jednak wykorzystać, by mu pomóc. Zresztą wiem, co zrobić, aby nie tylko ta placówka, ale i szpitale w innych powiatach, czy szerzej – nasz system ochrony zdrowia, lepiej sobie radził z leczeniem ludzi.

– To akurat proste: potrzeba więcej pieniędzy. Ale skąd je wziąć? Choćby na nowy szpital.

To nie mury leczą, dlatego nie jestem entuzjastką pomysłu wydawania setek milionów złotych na nowe budynki. Podam przykład: po wybuchu pandemii we Wrocławiu za wielkie pieniądze zbudowano szpital tymczasowy, w którym leczyło się 60 chorych. U nas w tym czasie było nawet 120 COVID-owych łóżek. Niemal bez inwestycji.

– Nie trzeba zatem pieniędzy, ale – jak pani twierdzi – wystarczą usprawnienia systemu?

Oczywiście, że pieniądze są potrzebne, ale z dnia na dzień możemy lepiej wykorzystywać te, które już mamy. Gdy zaczynałam pracę w powiecie kłodzkim, w naszym powiecie żyło przeszło 180 tys. mieszkańców. Teraz jest ich około 150 tys. Pieniędzy mamy więc mniej, a nie więcej, bo NFZ płaci jedynie za tzw. wykonania.

– Może to lepiej: mniej mieszkańców oznacza też mniej chorych.

To nie takie proste. Rodzi się u nas dramatycznie mało dzieci w stosunku do zgonów starszych osób, a nasi mieszkańcy chorują niezależnie od tego, czego byśmy nie zrobili. Jak to się będzie jednak zmieniało? Musimy mieć mapę potrzeb zdrowotnych i tym właśnie chciałabym zająć się w Sejmiku Województwa Dolnośląskiego.

– Powstanie kolejny dokument, który nie będzie miał praktycznego znaczenia?

Proszę mi uwierzyć, że można przewidzieć potrzeby naszych mieszkańców, a potem – konsekwentnie, jakby poruszając się według mapy – zaspokajać je. Narzeka się na przykład, że w powiecie jest tylko jeden diabetolog. To prawda, ale właśnie w kierowanym przeze mnie szpitalu, bo wiem, że cukrzyca jest już społecznym problemem.

– Co zrobić, żeby ściągnąć tu drugiego diabetologa, żeby tacy specjaliści byli łatwiej dostępni?

Trzeba wszystko postawić znowu na nogach, a nie głowie. Proponuję przede wszystkim zwiększyć kompetencje podstawowej opieki zdrowotnej, żeby jej lekarze nie kierowali każdego pacjenta, na przykład z bólem głowy, do neurologa. Sami mogą przecież zrobić podstawowe badania i wysyłać „wyżej” tylko przypadki tego wymagające.

– Każdy chce być jednak leczony przez najlepszych!

Ja mam wrażenie, że chcemy przede wszystkim, by nam lekarz pomógł. A ci z POZ doskonale to potrafią, choć oczywiście nie w każdym przypadku. Podobnie szpitale powiatowe. Stąd są najlepiej wyposażone i pełne specjalistów szpitale kliniczne. Ale te bardzo niechętnie przyjmują od nas pacjentów, którzy już przecież mają historię choroby.

– Chory traci czas w kolejce i traci pieniądze…

Właśnie! Może z poziomu Sejmiku Wojewódzkiego uda mi się przekonać NFZ czy Ministerstwo Zdrowia do usprawnień, które przyspieszą leczenie chorych, a potem opiekę nad nimi, by mogli szybko wracać do rodziny i do swojego otoczenia. Proponuję zatem na przykład tworzenie dziennych domów opieki medycznej i środowiskowej.

– To jednak z pewnością wymaga wielkich inwestycji.

Nie do końca. Działał już taki program pilotażowy wprowadzony z mojej inicjatywy i rzeczywiście zaniechano jego kontynuowania, bo brakowało pieniędzy. Ale nikt nie policzył, ile ich jest wydawanych na specjalistyczne procedury, których chorzy nie potrzebują. Pieniądze trzeba przede wszystkim racjonalnie wydawać.

– Czyli oszczędzać na chorych?

W żadnym wypadku! Jeśli jednak nie zareagujemy natychmiast, dopiero będzie bieda. Jeśli w przychodni lekarz może zarobić 200 złotych za godzinę pracy, gdy przyjmie czterech pacjentów, a trudniejsze przypadki i tak odeśle do szpitala, to dlaczego ma chcieć pracować w tym szpitalu, gdzie odpowiedzialność jest znacznie większa?

– Chce nas pani nastraszyć? Już chyba nic gorszego od tego, z czym mamy do czynienia, nie może nas spotkać.

Może, może… Nie chcę jednak straszyć, a wykorzystać swoją wiedzę, by zapobiec nieszczęściu. Proszę się zastanowić: jak to jest, że średnia wieku lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej sięga 60 lat? Tak, to nie pomyłka. A to przecież na nich powinien opierać się system ochrony zdrowia. Potrzebne są zachęty, by młodzi lekarze chcieli tam iść. Ja to wiem.

– Młodych lekarzy na prowincji niemal nie ma.

Nie jest tak źle, jak pan mówi. Do Kłodzka przyjeżdżają na dyżury lekarze nawet z Wrocławia, bo zarobki są porównywalne. Mam pomysł, jak to zmienić na trwałe. We wrocławskich klinikach jest tylu rezydentów, że nie mogą się wręcz „dopchać” do pacjenta, by się uczyć. Dlaczego nie mogą przyjechać do nas? Z korzyścią dla siebie i naszych chorych.

– Jak ich do tego zachęcić?

Ograniczyć liczbę rezydentów we Wrocławiu. Młodzi wtedy będą szukać miejsc w takich miastach, jakim jest Kłodzko, a naszą rolą jest przekonać ich, żeby przyjechali właśnie tu. Część z nich zostanie na stałe i będą odmładzać naszą kadrę. Przecież życie tu może być niezwykle atrakcyjne, płace porównywalne, a pracy nie zabraknie.

– Młodzi lekarze czy pielęgniarki mogą jednak też uciec za granicę.

To rzeczywiście jest problem. Wykształcenie jednego lekarza kosztuje społeczeństwo przeszło pół miliona złotych. Czy choćby na wzór absolwentów uczelni wojskowych nie powinni oni odpracować tego w naszych przychodniach i szpitalach? Ja jednak jestem za rozszerzaniem systemu zachęt, a nie „nakazami pracy”.

– Czyli wracamy do pieniędzy…

Teraz już są stypendia dla młodych lekarzy i pielęgniarek, ale tylko tych, którzy trafią szpitali podległych „marszałkowi”. A dlaczego nie powiatowych? Powiatów na to nie stać, a budżet województwa może na to znaleźć środki. I po to właśnie chcę trafić do Sejmiku: mam wiedzę, doświadczenie i energii mi nie brakuje. Wiem, jak naprawdę wygląda system i jak go usprawnić.

– To nie są jednak nowe pomysły. Sama pani wspomniała, że proponowane przez nią rozwiązania były już próbowane, a potem trafiły w kąt.

Niestety, ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Teoretycy zarządzania, gdy trafią już do urzędów czy NFZ, poddają się bezwładowi instytucji. Ja mówię na to: „błąd systemu”… Jeśli zagłosujecie Państwo na mnie, nie ulegnę przekonaniu, że święty spokój to najwyższa
wartość. Trzeba przewidywać potrzeby i reagować na wyzwania. [-]

/Materiał KKW Koalicja Obywatelska/