Koncert zespołu Centrala 57 to była prawdziwa przygoda. Smakowała, bo to niecodzienna u nas przyjemność [FOTO]

sobota, 17.2.2024 16:12 2421 0

W piątek, 16 lutego, w kłodzkiej kawiarni „Pan Kawka” zagrał zespół Centrala 57. Zaczynamy tak oficjalnie, bo i czas, i miejsce, a przede wszystkim zespół mają tu znaczenie. Zaskoczenie? Wszystko było na najwyższym poziomie. A jeszcze ta publiczność...

Paweł Tur, lider zespołu Centrala 57, ma wyjątkowy dar: na jego koncerty przychodzą piękne kobiety, a wychodzą... jeszcze piękniejsze!  Ale i my w ten wieczór ulegliśmy urokowi muzyka. Ta swoboda z jaką porusza się po scenie z gitarą... On wie, czego chce! Do tego  sprawia mu to przyjemność. – Nie wiedziałem, że to impreza na siedząco – zaczął koncert obfitujący w ostre gitarowe riffy. I dziewczyny zaczęły tańczyć!

Ostatni koncert Centrala 57 zagrała 2 lata temu. Teraz miało być specjalne wydarzenie w 16. urodziny zespołu. Na scenie obok lidera pojawili się dwaj członkowie z pierwszego składu: basista Piotr Cichy i perkusista Tomasz Burzyński. Panowie wiele razem ostatnio przecież nie grali, a przez półtorej godziny spędzone na scenie kawiarni „Pan Kawka” brzmieli jak dobrze naoliwiona maszyna. Żadnych fałszywych dźwięków.

Kiedyś narzekaliśmy, że w okolicy Kłodzka nie ma miejsca, w którym można byłoby słuchać rockowej muzyki. A tu po reaktywacji kawiarnia w budynku Kłodzkiego Ośrodka Kultury może świetnie wypełnić tę lukę. Jest tam wszystko, co trzeba. Nawet ta gorąca atmosfera, która sprawiła, że Pawłowi Turowi nie wystarczyło zdjęcie eleganckiej marynarki i musiał się przebrać. Jest bar, ale więcej o tym sza! I ten niewymuszony luz.

Musi być jednak wykonawca, który rozpali emocje, by publiczność chciała kupić bilety [koncert się wyprzedał!] i przyjechać z wielu stron ziemi kłodzkiej [nikt nie narzekał, że miał daleko]. Nie do końca wierzyliśmy, że Centrala 57 spełni ten warunek. A jednak! I jesteśmy przekonani, że stało się tak nie tylko dlatego, bo muzycy są „stąd” i mają „tu” po prostu wielu znajomych. Oni potrafią grać! „Małe miasteczka”? Nie tylko.

Nas szczególnie oszołomił finał. Znany wszystkim temat Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza z filmu „Janosik” to wydawać by się mogło banalny wybór, ale zaskakująco dobrze zagrany przez nasze rockowe combo. Żadnej litości dla słuchaczy! Czysty rock ‘n’ roll. Do tego Paweł Tur tu nie śpiewał, ale gwizdał i od razu film o zbójniku przeistoczył się w spaghetti western. Lubicie Ennio Morricone? To Centrala 57 jest też dla was.

Nie czujemy najmniejszej potrzeby, by szukać dziury w całym, choć akurat taki rock nie jest naszym ulubionym. Jesteśmy pod wrażeniem profesjonalizmu muzyków. Do tego ani jednego zbędnego słowa ze sceny. Za to teksty doskonale znane publiczności. Nawet piosenki „Wyspy migdałowe”, utworu kiedyś ważnego dla nas zespołu Poerox [wtedy Poerocks], którą Paweł Tur zaśpiewał z akompaniamentem gitary.

Koncert miał jedną wadę. Odbywał się w Kłodzku wtedy, gdy na scenie MGOK w Bystrzycy Kłodzkiej z kolejną premierą wystąpił tak ceniony przez nas Teatr RAZY DWA. Żałujemy, że nie widzieliśmy spektaklu „Wieczór z Miłością”, nie żałujemy, że widzieliśmy na scenie pierwszy raz zespół Centrala 57, tak mocno też przecież związany z Bystrzycą Kłodzką. Nie róbcie nam tego więcej! Nie każcie wybierać... [kot]

PS Nie zapomnieliśmy o najważniejszym. Kłodzki koncert Centrali 57 promowany był jako jedyny w tym roku. Paweł Tur zdradził jednak, że jesienią muzycy zagrają raz jeszcze. Śledźcie nasze zapowiedzi! Jeszcze jeden optymistyczny akcent: zobaczcie zdjęcie w naszej galerii pewnego młodego człowieka, który był z piękną mamą na koncercie. Jest zatem nadzieja, że gitarowe granie przetrwa. Będzie dla kogo grać.

Dodaj komentarz

Komentarze (0)