komunikaty.doba.pl
wesele.doba.pl
PKS
PKP
ZKM
WALUTY
FORUM

czwartek, 20 lutego 2020

Leona, Ludomira

Pasjonat mózgu. Zaczęło się od Kaplicy Czaszek [cykl Młodzi - zdolni]

poniedziałek, 16.12.2019 11:59 , komentarze: 19 , odsłony: 12606
kategorie artykułu:

- Czaszka kryje tajemnicę ludzkiego życia. To więcej niż samo funkcjonowanie organizmu, to krok dalej - mówi Daniel Gajos, dzierżoniowianin, student Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Medycyną zainteresował się jako dziecko, zaprzyjaźnił się z prof. Jerzym Vetulanim, z którym omawiał tajniki funkcjonowania mózgu, na studiach wraz z wykładowcą wydał atlas anatomii człowieka. Marzy, by dokonać odkrycia w neurochirurgii. 

Dość wcześnie zainteresowałeś się medycyną, jako sześciolatek.
Zaczęło się od wizyty w kaplicy czaszek w Czermnej. Zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Postanowiłem je kolekcjonować - plastikowe, kamienne. Zaniepokojona mama zwierzała się znajomym, że chyba wyrośnie ze mnie satanista. Mnie fascynowała jednak świadomość, że w czaszce znajduje się mózg, który jest skupiskiem całego człowieka: jego pamięci, emocji, doznań. To jak dotykanie tajemnicy naszego istnienia. W dzieciństwie miałem też szczęście poznać legnickiego neurochirurga, dr. Longina Markiewicza. Opowieści o jego pracy rozbudziły moją wyobraźnię.
W jaki sposób poznałeś Longina Markiewicza?
Był przyjacielem rodziny. Kiedyś zabrał autostopem mojego ojca. Podczas jazdy samochodem szybko zauważył, że ojciec cierpi na chorobę skóry. Wypytywał go o dotychczasowe leczenie i postanowił pomóc.
Skutecznie?
Tak. To była egzema, z tego co pamiętam, bo nie mam z ojcem kontaktu od dwudziestu paru lat.  Spodobało mi się, jak potraktował mojego ojca, zrobił to bezinteresownie i odruchowo. Jego pasja mnie ujęła, zauważył to i opowiedział mi wiele ciekawych rzeczy z zakresu medycyny. W drugiej klasie podstawówki zacząłem marzyć o neurochirurgii. Nieustannie czytałem literaturę popularnonaukową dotyczącą funkcjonowania organizmu człowieka, w szczególności mózgu. Jako piętnastolatek wypatrzyłem na półce w księgarni książkę „Mózg. Fascynacje, problemy, tajemnice”, napisaną przez śp. prof. Jerzego Vetulaniego, krakowskiego neurobiologa. Kupiłem i przeczytałem w dwa dni. Będąc pod jej wrażeniem, wpisałem nazwisko profesora w Google i zorientowałem się, że pisze bloga „Piękno neurobiologii”. Postanowiłem napisać do niego e-mail, by dowiedzieć się więcej o jego teoriach. Nie spodziewałem się, że mi odpisze, byłem młody, niewprawiony w korespondencji z profesorami. Ale on wyczuł mój entuzjazm. Po paru latach dłuższej konwersacji można by rzec, że nawiązała się między nami przyjaźń. Pisaliśmy na luzie, wtrącaliśmy kolokwializmy. To była druga osoba, która wskazała mi drogę.
Dlaczego skierowałeś się ku neurochirurgii?
Kiedy zwierzyłem się Jerzemu Vetulaniemu, że zastanawiam się nad psychiatrią albo neurobiologią, profesor jako człowiek wyluzowany, powiedział mi: „Daniel, skup się na neurochirurgii, bo psychiatra tylko siedzi i gada, gada, i nic nie robi tylko zanudza pacjentów i siebie”. Rozumiał mój entuzjazm, że chcę odkryć nowe formy terapii, iść w stronę nauki. Niestety, parę lat temu potrącił go samochód i po miesiącu zmarł. Bardzo to przeżyłem. Straciłem mentora. Był wybitnym naukowcem.

        Daniel Gajos z prof. Jerzym Vetulanim

Nie od razu dostałeś się jednak na medycynę.  
Nie udało mi się zdać za pierwszym razem we Wrocławiu. Musiałem iść do pracy. Zatrudniłem się w firmie mojego brata, początkowo na rok w magazynie, później zainteresowałem się grafiką komputerową, zacząłem robić zdjęcia. To doświadczenie bardzo przydało mi się potem na studiach.  Dopiero po trzech latach rozpocząłem studia medyczne na prywatnej uczelni - Krakowskiej Akademii.
W Krakowie wraz z wykładowcą wydaliście atlas anatomiczny człowieka.
Miałem szczęście, bo spotkałem tam innego neurochirurga, zrobił też specjalizację z otolaryngologii – dr. Jarosława Zawilińskiego. Mieliśmy z nim anatomię. Pewnego razu na tym jednym z najtrudniejszych przedmiotów na medycynie nasza grupa miała spore problemy z zapamiętaniem struktur czaszki. Zaczęliśmy robić zdjęcia w prosektorium, edytowałem je i oznaczałem poszczególne struktury. Wydrukowaliśmy to później w punkcie ksero. Kiedy dr Zawiliński zobaczył na zajęciach ten wydruk, nie krył zdziwienia. Powiedział też, że dawno miał pomysł, by wydać atlas anatomiczny ze zdjęciami prawdziwych narządów, a nie rycinami. Rysunki mają się nijak do rzeczywistości. Na rynku dostępny jest także atlas anatomiczny autorstwa Ch. Yokochi i J. Rohena, ale dość drogi. Moim zadaniem było stworzenie przystępnego cenowo atlasu dla realiów uczelnianych.
Jak powstawał wasz atlas?
Przez wiele miesięcy fotografowałem w prosektorium organy. Potrafiłem później siedzieć dwanaście godzin dziennie prawie bez przerw przy komputerze, by je zebrać, edytować, układać i oznaczać. Później z dr. Zawilińskim dyskutowałem, które struktury powinny być bardziej widoczne, lepiej oznaczone. Zaczęliśmy układać ten atlas po kolei, każdy układ człowieka. Obecnie jest wykorzystywany przez studentów, ale nie przez wykładowców oficjalnie. Skrypt udostępniliśmy studentom, a potem miała się za to wziąć Krakowska Akademia Medyczna. Robiłem to non profit, dla własnej satysfakcji, dzięki temu sam wiele się nauczyłem. Jeździłem do prosektorium w Nowej Hucie. To było fajne doświadczenie, choć mama prosiła mnie wówczas, bym ze względu na bójki kibiców do Nowej Huty jeździł wieczorem taksówkami. Podczas dyżurów na tamtejszej radiologii, przynajmniej raz w tygodniu przychodziła osoba z odmą płucną po wbiciu noża, czasem ofiary ugodzono przez pomyłkę, bo przypominały komuś inną osobę.
Studenci medycyny opowiadają często, że zajęcia w prosektorium to rodzaj chrztu bojowego, a ty mówisz, że były fajne.
Ważne jest, by uczestnicząc w tych zajęciach, zmienić swoje myślenie. Widząc czyjeś ciało mam świadomość, że był to człowiek, ale jeżeli ktoś wybiera się na taką specjalizację, musi patrzeć nie przez pryzmat człowieka, ale przez pryzmat swojej przyszłej pracy. Trzeba wyłączyć emocje, nie zastanawiać się nad przeszłością tego człowieka, co się stało, dlaczego znajduje się na tym stole, ponieważ emocje uniemożliwią przyszłą pracę. Pamiętam, kiedy na patomorfologii profesor puścił film, na którym otwierano czaszkę martwemu dziecku z wodogłowiem. Niektóre koleżanki musiały wyjść z sali. Nie wolno przesadzić ani w jedną, ani w druga stronę. Trzeba to przeżyć i znaleźć zdrowy balans, by móc w przyszłości pomagać ludziom. Jeżeli osoba zgodziła się, aby oddać ciało do badań naukowych, trzeba uszanować jej decyzję i nauczyć się jak najwięcej. Nie byłoby medycyny bez takich osób. Nie można, a raczej nie da się, uczyć anatomii na obrazkach. Z drugiej strony jednak w praktyce klinicznej, w kontakcie z żywym pacjentem, trzeba wykazywać empatię. Niemożliwe jest jednak praktykowanie medycyny bezbłędnie. Każdy jest człowiekiem i każdy robi błędy, najważniejsze jest to, by się na nich uczyć i starać się popełniać ich jak najmniej. Są takie chwile, w których człowiek zastanawia się, co mogło pójść nie tak, co mógłby zrobić lepiej. Trzeba umieć jednak podejść do tego jak do konstruktywne krytyki, a nie ciągle siebie zamęczać. Takie zachowania mogą skutkować niepowodzeniem w przyszłości.

Dlaczego przeniosłeś się na Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu?
Przekonały mnie ogromne możliwości rozwoju oraz to, co znajdowało się w polu zainteresowań wrocławskiej Kliniki i Katedry Neurochirurgii. Nie ukrywam też, że studia na prywatnej krakowskiej uczelni nie były tanie - dwadzieścia tysięcy za semestr. Pomógł mi je sfinansować brat, ale nie chciałem nadużywać jego dobroci, dlatego po dwóch latach podjąłem próbę przeniesienia się na państwową uczelnię. Odbyłem osobistą rozmowę z rektorem we Wrocławiu. Zaważyły argumenty, że miałem jedną z najwyższych średnich w Krakowie i stypendium. Znaczenie miało także wydanie atlasu, moja pasja i chęć pomagania innym, dlatego pozwolono mi się przenieść. Chociaż ciężko przestawić się z prywatnej uczelni na państwową, tutaj panują inne warunki, a do tego miałem do odrobienia sporo różnic programowych, które na szczęście mam już za sobą.
Szukałeś lekarzy naukowców, pasjonatów. Nie stawiasz sobie granic poznawczych związanych z obecnym etapem rozwoju medycyny, ale zastanawiasz się, co jest dalej. Bo zawsze jest. Nie ma dla ciebie rzeczy niemożliwych?
Dzieciństwo zahartowało mnie i nauczyło, że cokolwiek by się nie działo, muszę robić swoje. Nigdy nie stawiałem sobie granic, starałem się jak najwięcej nauczyć od autorytetów, czytać i iść własną drogą, dokonać odkrycia. Moi koledzy ze studiów mówią, że w porównaniu z nimi jestem ogromnym optymistą. Tłumaczę jednak, że w życiu musi być balans. Wiele przeszedłem jako dziecko. Utratę ojca, sprawę ze zleceniem niedoszłego zabójstwa mojej mamy. Życie mnie skrzywdziło trochę. Miałem dwa wyjścia: albo się załamać i w tym tkwić, albo przeciwdziałać złu. Dostałem szansę pomocy innym, taki jest mój cel w życiu. Dlatego chciałbym pomóc jak największej liczbie osób, a zwłaszcza takim, którym nikt nie daje już nadziei czy szans na wyleczenie. Moim zdaniem nie powinno być takich sytuacji, że po jakiejś chorobie stan pacjenta ulegnie pogorszeniu do końca życia, chciałbym bardzo, aby wszystko zawsze wracało do normy, do stanu przed patologią. Jest to co prawda pieśń przyszłości, bardzo trudna do zrealizowania, ale uważam że warto zaczynać iść w tym kierunku. Neurochirurgia nie jest jeszcze precyzyjna, cechuje się wysoką śmiertelnością, w porównaniu do dermatologii lub na przykład radiologii, w której kontakt lekarza z pacjentem jest prawie zerowy. Nie umniejszam oczywiście żadnej specjalizacji, bez diagnostyki obrazowej neurochirurgia byłaby dalej w powijakach. Każda jest ważna, jednak każda odznacza się czymś innym. Mózg jest bardzo delikatną strukturą. Przykładem tego jak bardzo, jest zespół zamknięcia - tetraplegia, czyli paraliż czterokończynowy, kiedy można tylko mrugać i poruszać oczami, może wystąpić kiedy pracuje się skalpelem o dwa milimetry za głęboko przy operacji struktury mózgowia zwanej rdzeniem przedłużonym.
Mózg nie jest jednolitą strukturą, jak się w dawnych czasach mogło wydawać, jest podzielony na poszczególne części, które odpowiadają za przeróżne funkcje. W zależności od tego, gdzie występuje patologia, czyli na przykład guz, udar, infekcja, tam pojawiają się komplikacje. Neurochirurgię traktuję nie tylko jako powołanie, ale też wyzwanie - wymaga dużo odporności psychicznej, wiedzy, sprawności manualnej.
Jakie są według ciebie największe wyzwania neurochirurgii?
Związane z neurologią i neurobiologią. Niektóre patologie wymagają współpracy trzech specjalności. Przykładem może być choroba Parkinsona, której nie można wyleczyć, a jedynie spowolnić jej postęp. Czytałem dwie książki z zakresu neurobiologii: „U źródła naszych myśli” Andrew Kobba i „Drugi mózg” Douglasa Fieldsa. Opisywały one między innymi prace Camillo Golgiego oraz Ramona Cajala, którzy byli pionierami w tej dziedzinie. Obecnie panuje przekonanie, że w mózgu najważniejsze są neurony. Te książki zmieniły mój tok myślenia, ponieważ okazało się, że astrocyty, jeden z rodzajów komórek glejowych, mogą mieć wpływ na samo myślenie, a były dotychczas ignorowane, traktowane jako proste komórki, których zadaniem jest pomaganie neuronom. Wierzę w to, że jest szansa na regenerację struktur nerwowych dzięki komórkom glejowym. W 2011 roku pisałem do profesora Vetulaniego na ten temat. W 2012 roku doszło do pierwszej operacji na świecie regeneracji rdzenia kręgowego po pełnym przerwaniu, dzięki komórkom glejowym. Przeprowadził ją doc. Paweł Tabakow, kierownik Katedry i Kliniki Neurochirurgii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, z którym w przyszłości zamierzam zacieśnić współpracę.
Jaki masz dalszy plan?
Moje cele: skończenie studiów za dwa lata, później rok w szpitalu, egzamin lekarski, specjalizacja. Doc. Tabakow zapewnił mnie, że zawsze znajdzie się dla mnie miejsce u niego w klinice. Miałem możliwość studiowania medycyny za granicą, moje możliwości językowe są na odpowiednim poziomie, aby pracować i robić specjalizację w USA czy Wielkiej Brytanii - angielskiego zacząłem się uczyć dość wcześnie - z medycznych książek anglojęzycznych, najnowszych wytycznych czy badań i z gry World of Warcraft MMO RPG (śmiech). Jednak ja chcę pracować w Polsce, to mój priorytet. Wystarczy mi, żeby mieć pieniądze na życie i od czasu do czasu wydać jakąś książkę.  

Aneta  Pudło-Kuriata

 

Wasze komentarze

Szok powodzenia.
wtorek, 11.02.2020 06:50 autor: Robert
znam Daniela niesamowity mozg rozmowa z nim inteligencja...
wtorek, 28.01.2020 08:40 autor: KOLEGA
czytajac ten artykul lza kreci sie w oku ze sa...
środa, 15.01.2020 05:59 autor: dzierzoniowianka
Gratulacje Danielu SZACUN
wtorek, 17.12.2019 19:11 autor: laska
Z przyjemnością przeczytałam wywiad z Danielem. Czuję satysfakcję i dumę....
poniedziałek, 16.12.2019 22:52 autor: Małgorzata R.
Dziękuję za ten artykuł. Życzę powodzenia
poniedziałek, 16.12.2019 22:01 autor: M
Kolejny powód do dumy i stysfakcji, że nasza praca nie...
poniedziałek, 16.12.2019 21:51 autor: M. M.
Super
poniedziałek, 16.12.2019 19:34 autor: Ja
jestem pod wrazeniem mam nadzieje ze rozslawi Pan nasz...
poniedziałek, 16.12.2019 17:13 autor:
SUPER !!!
poniedziałek, 16.12.2019 16:02 autor: Grażynka
Super,gratulacje,lby więcej takich ludzi,powodzenia Daniel
poniedziałek, 16.12.2019 14:36 autor: Jasiek
poniedziałek, 17.2.2020 15:00
poniedziałek, 17.2.2020 10:56
czwartek, 13.2.2020 13:13
środa, 12.2.2020 08:00
wtorek, 4.2.2020 13:45
12
poniedziałek, 3.2.2020 14:00
4
środa, 29.1.2020 10:25
poniedziałek, 27.1.2020 15:07
czwartek, 23.1.2020 15:45
czwartek, 23.1.2020 10:45
czwartek, 2.1.2020 10:56
środa, 11.12.2019 11:03
Autorejestrowanie
Autorejestrowanie
PRZEGLĄDY REJESTRACYJNE
PRZEGLĄDY REJESTRACYJNE
Autocentrum JOL-LAK
Autocentrum JOL-LAK
Sklepy Wielobranżowe BEJ
Sklepy Wielobranżowe BEJ
Radiotaxi BIS
Radiotaxi BIS
www.kasprowiczauto.pl
www.kasprowiczauto.pl
Mati Autogaz
Mati Autogaz
HOTEL MIODOWY
HOTEL MIODOWY
tanie laptopy poleasingowe
tanie laptopy poleasingowe
Wymarzone wesele
Wymarzone wesele
SPZOZ w Świdnicy - Latawiec
SPZOZ w Świdnicy - Latawiec