komunikaty.doba.pl
wesele.doba.pl
PKS
PKP
ZKM
WALUTY
FORUM
LOTTO

czwartek, 13 grudnia 2018

Lucji, Otylii

Krzysztof Wielicki: Nikt nie idzie w góry umierać

środa, 10.10.2018 10:32 , komentarze: 7 , odsłony: 3535
kategorie artykułu:

Dzięki inicjatywie stowarzyszenia Help DDZ i Nowoczesny Dzierżoniów dzierżoniowianie mogli uczestniczyć w bezpłatnym spotkaniu z himalaistą Krzysztofem Wielickim, zdobywcą Korony Himalajów i Karakorum, pierwszym zimowym zdobywcą najwyższego szczytu na Ziemi.

- Nikt nie idzie w góry umierać, każdy wyrusza z głęboką pewnością, że wróci. Inaczej nie decydowałby się na wyprawę. To nie góry zabijają, lecz człowiek popełnia błąd – uważa himalaista Krzysztof Wielicki.

W tegorocznym sezonie letnim najwyższy szczyt świata, dzięki trwającemu jedenaście dni oknu pogodowemu, zdobyła rekordowa liczba turystów - 700 osób. Koszt komercyjnej, trwającej około dwa miesiące wyprawy przekracza 100 tysięcy złotych. Z Mount Everestu zjeżdżano już na nartach i snowboardzie. Krzysztof Wielicki, który wraz z Leszkiem Cichym jako pierwszy na świecie zdobył tę górę zimą - 17 stycznia 1980 roku, w ramach polskiej wyprawy kierowanej przez Andrzeja Zawadę, odkrywał przed publicznością zgromadzoną w sali Dzierżoniowskiego Ośrodka Kultury inne oblicze Himalajów, sprzed niemal czterdziestu lat.

- Kochałem zimę i kiedy dowiedziałem się, że uzyskaliśmy pozwolenie na wejścia zimowe, nie wahałem się ani chwili. Byłem już wówczas w Tatrach i Alpach, ale nigdy jeszcze w górach wysokich. Leszek Cichy był setną osobą, która weszła na najwyższy szczyt świata, ja - sto pierwszą. Rozwój technologiczny umożliwił na Evereście turystykę masową, wchodzi się tradycyjną drogą. Do dyspozycji są helikoptery, łączność satelitarna, nowoczesny sprzęt i odzież. 

Niezapomnianym doświadczeniem była pierwsza wyprawa Wielickiego do Azji, zetknięcie z inną kulturą i religią.
- Rytm życia regulują tam wschody i zachody słońca, „filozofia jutra”. W Afganistanie chcieliśmy dojechać z Mazar-i Szarif do Kabulu. Po kilku godzinach okazało się, że wcale nawet nie wyjechaliśmy z miasta, bo kierowca jeździ zbierając klientów, by móc wyjechać dopiero wieczorem. Dla nas to nie do pomyślenia. Trzeba nabrać dystansu do czasu, pośpiechu – wspominał Wielicki. 

Ówczesne stroje wspinaczy i sprzęt, co dobrze było widać na prezentowanych archiwalnych filmach i zdjęciach, sporo różniły się od dzisiejszych.
- Po wysokich górach chodziliśmy w ortalionowych kurtkach, kupowało się belę materiału i szyło. Poza tym czapki, szaliki – dziś może się to wydawać śmieszne. Zimą w Himalajach nie pada śnieg, to pora sucha. Największym problemem są huraganowe wiatry, dochodzące do prędkości 180 km/h. Lepsze jest jednak -40 stopni Celsjusza przy suchym wietrze niż 0 stopni przy dużej wilgotności.

Pewnym paradoksem według himalaisty był fakt, że największe sukcesy polscy wspinacze odnosili w czasie, gdy w kraju panował stan wojenny.
- Mieliśmy poczucie, że piszemy historię światowego himalaizmu. Mierzyliśmy bardzo wysoko. Koledzy z bogatych społeczeństw zachodniej Europy traktowali nas nieco pobłażliwie, dla nich Czech, Polak czy Rosjanin był postrzegany jak mieszkaniec bloku wschodniego. Z pewnym zdziwieniem przypatrywali się naszym dokonaniom. Jak to wytłumaczyć? Polacy zawsze sprawdzali się w trudnych czasach – uważa Wielicki. - Aby pisać historię, musieliśmy pójść krok dalej, zrobić coś innego, stąd styl alpejski czy wytyczanie nowych dróg. Ktoś musi być pierwszy, po to, by później inni go naśladowali i zobaczyli, że jednak można, tak jak Messner wchodził bez użycia tlenu.

Niestety, wielomiesięczne pobyty w górach, łącznie około ośmiu lat, odbiły się na rodzinie, pierwsze małżeństwo Krzysztofa Wielickiego rozpadło się. Dziś przyznaje, że kiedy był w górach, świat codzienny – rodzina i praca po prostu dla niego nie istniał.
- Musiałem i umiałem się odciąć, myślenie o problemach z dziećmi czy sprawach do załatwienia mogłoby wpłynąć na koncentrację, wtedy łatwo popełnić błąd. Tamten świat wtedy znikał.
Wspominał także samotne wyprawy – Dhaulagiri, Sziszapangma, Gaszerbrum II i Nanga Parbat - jedną z największych ścian Ziemi. Świadkami tego wyczynu byli jedynie pakistańscy pasterze obserwujący Wielickiego z oddalonych łąk. Samotne wyprawy miały szczególny wymiar. Jak wyznał, próbował sprawdzić własne granice, zbliżyć się do cienkiej czerwonej linii. Wspinaczkę postrzega właśnie w taki sposób – nie wyścigi, ale samotne zmaganie się z samym sobą. Nie uważa się za ryzykanta. Na pewno ponosił ryzyko, ale dzięki doświadczeniu i umiejętnościom podejmował świadome, nie mające wiele wspólnego z ryzykanctwem decyzje. Wspominał w ciepłych słowach tych, którzy nie wrócili z wypraw: bliskich mu Jerzego Kukuczkę (zginął na Lhotse) i Wandę Rutkiewicz (zginęła przed szczytem Kanczendzongi).

- Góry uczą pokory, ale dają też siłę. Po ekstremalnych doświadczeniach człowiek zdobywa przeświadczenie, że podniesie się w trudnych sytuacjach, pomimo wszystko da radę. Nikt nie idzie w góry umierać, każdy wyrusza z głęboką pewnością, że wróci, inaczej nie decydowałby się na wyprawę. To nie góry zabijają, lecz człowiek popełnia błąd. Ci, którzy tam zostali żyją w naszych rozmowach, wspomnieniach, anegdotach. Taką drogę życiową wybraliśmy, to rodzaj uzależnienia. Hobby można zmienić, a pasję nie bardzo. I nie można jej kupić. Ludzie giną też codziennie na drogach. Ale góry to nie tylko Alpy czy Himalaje. Jeśli kochacie góry, możecie wspinać się gdziekolwiek. W pobliżu są Góry Sowie, Ślęża.

Na koniec nie obyło się bez pytań od mieszkańców o ostatnią wyprawę na K2, połączoną z akcją ratunkową Elisabeth Revol i Tomasza Mackiewicza oraz decyzją Denisa Urubko o samotnym podejściu na szczyt.
- Nie wahałem się z decyzją o pomocy Elisabeth i Tomkowi. Adam Bielecki i Denis Urubko wykonali dobrą robotę. Dla Tomka nie było jednak ratunku – helikoptery nie chciały już latać, załamywała się pogoda. Elisabeth jest bardzo drobną kobietą, to niesamowite, jak jest silna. Denis ma swoją, kazachską definicję zimy – 28-29 lutego, stąd jego zniecierpliwienie i próba samotnego wejścia, oddalenie się z obozu. Oczywiście musiał wrócić, wejście na K2 było wówczas niemożliwe. Myślał tylko o sobie, nic go nie interesowało. Rozumiem go, bardzo chciał zdobyć szczyt, ale jego kolejny udział w organizowanych przeze mnie wyprawach, mówiąc delikatnie, stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Po spotkaniu można było nabyć książkę „Krzysztof Wielicki - mój wybór. Wywiad – rzeka” i otrzymać autograf legendy polskiego himalaizmu.

Aneta Pudło-Kuriata

 

Wasze komentarze

Nikt nie idzie w gory umierac ale zbyt wielu zostalo...
czwartek, 11.10.2018 10:29 autor: Jozek z Uciechowa.
A gdzie on robił wcześniej? Bo skądś gościa kojarzę.
czwartek, 11.10.2018 06:19 autor: Bielawianin
W Bielbawie na produkcji...
czwartek, 11.10.2018 08:34 autor:
Super spotkanie. już nie mogę się doczekać wiosny.
czwartek, 11.10.2018 07:19 autor: Fanka gór
Szacun. My z kr i kocurem na razie tylko Śnieżka....
środa, 10.10.2018 10:50 autor: Zen

piątek, 7.12.2018 16:06
czwartek, 6.12.2018 18:04
2
wtorek, 4.12.2018 16:45
piątek, 30.11.2018 12:58
wtorek, 7.8.2018 14:30
340
sobota, 12.5.2018 11:46
18
środa, 11.4.2018 11:19
czwartek, 12.4.2018 18:15
46
Katrin salon kosmetyczny
Katrin salon kosmetyczny
Wymarzone wesele
Wymarzone wesele
Restauracja Gaspar
Restauracja Gaspar
Mati Autogaz
Mati Autogaz
www.kasprowiczauto.pl
www.kasprowiczauto.pl
Restauracja Teatralna
Restauracja Teatralna
Tomograf3D
Tomograf3D
Szpital LATAWIEC
Szpital LATAWIEC
Praca na GoWork
Praca na GoWork
Autorejestrowanie
Autorejestrowanie
Impress kurs ta?ca
Impress kurs ta?ca
Sp?dzielnia Us?ugowa ODRA
Sklepy Wielobran?owe BEJ
Sklepy Wielobran?owe BEJ
Radiotaxi BIS
Radiotaxi BIS
Studio J?zykowe Status
Studio J?zykowe Status
Sprz?t rehabilitacyjny
Sprz?t rehabilitacyjny