Smocza Straż. Mistrz Igrzysk Tytanów

czwartek, 22.4.2021 12:14 280 0

Smocza Straż. Mistrz Igrzysk Tytanów
Brandon Mull

Tłumaczenie: Rafał Lisowski


Premiera 19 maja 2021

Cóż, ten Brandon Mull musi być chyba czarodziejem, tytanem albo Królową Wróżek. Albo po prostu wybitnym, mądrym, dobrym i niezwykle pięknym człowiekiem o wyobraźni cenniejszej niż Czarkamień. A może cenniejszej wręcz niż Klejnot Eteru.... Dość, bo jeszcze zdradzę za dużo. Czas start! Niech rozpoczną się Igrzyska Tytanów!” - Przemysław Staroń, psycholog, Nauczyciel Roku 2018, finalista Global Teacher Prize 2020

Czwarty tom serii "Smocza Straż". Dalszy ciąg bestsellerowego cyklu "Baśniobór"! Brandon Mull zachwyca jak nigdy wcześniej!
Wojna ze smokami się nasila. Aby je pokonać, konieczne będzie wsparcie ze strony Doliny Tytanów. To smoczy azyl inny niż wszystkie, w którym smoki żyją w niewoli. Mieści się tam również arena Igrzysk Tytanów, walk gladiatorskich nadzorowanych przez samego Humbugla – demona, który skradł Sethowi wspomnienia! Doliną włada potężna Królowa Olbrzymów, jedna z pięciorga monarchów magicznego świata.

Podczas gdy Seth próbuje odzyskać wspomnienia, a Kendra szuka Setha, wszyscy próbują znaleźć sposób na powstrzymanie smoków przed opanowaniem całego świata. Wyjątkiem jest Ronodin – mroczny jednorożec, który ma własne przebiegłe plany…

Kto zwycięży w straszliwym starciu olbrzymów ze smokami? Czy w wyścigu po magiczny talizman, który może zaważyć na losach wojny, Kendra może zaufać Sethowi? Czy w krainie trolli i tytanów znajdą odpowiedzi na pytania, których tak bardzo potrzebują? A może czeka ich kolejna zdrada?


Brandon Mull
w dzieciństwie pragnął przemierzać inne światy. W tym celu szukał wejść do tajemniczych krain w starych szafach i króliczych norach. Gdy próby te skończyły się niepowodzeniem, zaczął snuć opowieści w swojej głowie. 
Brandon Mull (ur. 1974) przyznaje w wywiadach, że od zawsze chciał zostać pisarzem, jednak utrzymywał to marzenie w sekrecie – nie chciał, by bliscy martwili się ewentualnym niepowodzeniem bądź uznali go za wariata. Swoją wyobraźnię wykorzystywał w trakcie zabaw z rodzeństwem i przyjaciółmi. Niektóre pomysły dojrzewały w jego głowie przez lata, zanim ostatecznie zdecydował się przenieść je na papier.
Ukończył Uniwersytet Brighama Younga, spędził dwa lata w Chile (odbywał misję jako członek Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich). Imał się różnych zajęć, był m.in. aktorem komediowym, archiwistą, copywriterem. Przez blisko cztery lata bezskutecznie starał się wydać swoją pierwszą powieść; w końcu współpracę nawiązała z nim oficyna Shadow Mountain Publishing.
Jego debiut powieściowy „Baśniobór” (2006) okazał się natychmiastowym sukcesem, został przetłumaczony na ponad 30 języków i sprzedał się w milionach egzemplarzy na całym świecie. Rozpoczął on również pięciotomową serię, która w Polsce ukazała się nakładem wydawnictwa W.A.B: „Baśniobór”, „Gwiazda Wieczorna wschodzi”, „Plaga cieni”, „Tajemnice smoczego azylu”, „Klucze do więzienia demonów”.
Fani Brandona mogą kontynuować podróż przez świat Baśnioboru dzięki serii „Smocza Straż”, jak również zapoznać się z innymi powieściami autora: z seriami „Wojna cukierkowa”, „Pozaświatowcy”, „Pięć królestw” oraz z książką „Zwierzoduchy”.
Wszystkie tomy „Baśnioboru” znalazły się na liście bestsellerów „New York Timesa”, aczkolwiek za najbardziej prestiżową nagrodę Brandon Mull uważa Young Readers Choice Awards. W wywiadach skromnie wyraża nadzieję, że opowiadane przez niego historie nadal będą podobać się czytelnikom. Cieszy go również fakt, że po jego książki chętnie sięgają zarówno dzieci, młodzież, jak i dorośli czytelnicy, a za cel stawia sobie tworzenie kolejnych, równie uniwersalnych, historii.
Autor przyznaje, że ogromny wpływ na jego dzieciństwo i późniejszą twórczość miały powieści C.S.Lewisa i J.R.R.Tolkiena. Inspiracją były również dla niego książki J.K.K. Rowling.

Fragment:

Kryształowe wieże pałacu Królowej Wróżek były wspar­te na wijących się przyporach z lśniącego adamantu. Fantazyjny gmach wyglądał tak, jakby wcale go nie zbudo­wano, tylko urósł sam, a następnie został wydrążony od we­wnątrz przez żywioły. Komnaty w nieprzewidywalny sposób zwężały się i zakręcały, delikatne mostki łączyły zaskakująco rozmieszczone tarasy, a zaokrąglone korytarze wiły się ni­czym skomplikowane systemy korzeni.

Kendra szła jasnym korytarzem, który mógłby zostać wyżłobiony przez wiatr albo wodę. Obok niej maszerował Pa­prot swobodnym krokiem kogoś, kto jest u siebie w domu. Przed niespełna dobą przybyli tutaj przez wróżkową kapliczkę w Sierpowej Lagunie i wkroczyli do chronionej krainy Królo­wej Wróżek – jednej z pięciorga znanych monarchów magicz­nego świata.

Dziewczyna czuła się tutaj obco. Kobiety – wysokie, smu­kłe, emanujące eterycznym pięknem – były ubrane w mi­sterne kolaże z opadłych liści albo arcydzieła uplecione przez jedwabniki. Mężczyźni trafiali się rzadko, ale od czasu do cza­su widywała astrydów ze złotymi skrzydłami złożonymi pod wypolerowaną zbroją.

Odkąd wkroczyli do Krainy Wróżek, od Paprota bił jesz­cze silniejszy blask, jakby jego ciało nie mogło okiełznać we­wnętrznej jasności. Paprot zawsze wyglądał oszałamiająco, teraz jednak robił wyjątkowe wrażenie – jego blada skóra i zmierzwione białe włosy zdawały się wypełnione światłem. Gdyby Kendra nie znała go wcześniej, mogłaby pomyśleć, że to anioł.

– Prace są dużo bardziej zaawansowane niż ostatnio – stwierdziła, kiedy mijali szerokie okno.

Usiłowała nie skupiać się na obezwładniającym wyglądzie Paprota.

Wróżki odbudowywały królestwo w przestrzeni dawniej służącej za więzienie demonów, które wcześniej zwabiły do swojej dawnej ojczyzny. Gdy Kendra po raz ostatni odwie­dzała to miejsce, drzewa i krzewy wydawały się młodsze i nie porastały jeszcze tak dużej części krajobrazu. Dziewczyna wie­działa, że wróżki potrafią przyspieszać wegetację, ale zaskoczył ją widok dojrzałych lasów i pól pełnych kwiatów.

– Czeka nas jeszcze dużo pracy – odrzekł Paprot. – Na tę chwilę gotowy jest pałac i udało się wyrzucić większość nie­czystości, które pozostawiły demony. Sądzę, że matka opowie nam o wszystkim szczegółowo.

Kendra uniosła w dłoniach diadem wysadzany klejnotami.

– Ucieszy się, kiedy to zobaczy – powiedziała.

– Ciągle nie mogę uwierzyć, że pożyczyła ci koronę.

– Zrobiła to, żebym mogła cię uratować.

– Wcześniej pozwoliła mi tkwić w niewoli. Z powodu woj­ny ze smokami Krainie Wróżek musi grozić duże niebezpie­czeństwo. Inaczej nie zdecydowałaby się na takie ryzyko.

Kendra zauważyła, że w pałacu prawie nie ma drzwi. Wy­dzielenie poszczególnych pomieszczeń umożliwiały zakręty korytarzy i wolnostojące przegrody. Na końcu jednego z wi­jących się przejść ominęli misternie malowany parawan i zna­leźli się w olbrzymiej otwartej przestrzeni. Półprzezroczyste ściany rozszerzały się, a potem biegły niewiarygodnie wysoko i daleko.

Choć na zewnątrz był dzień, w komnacie panował jakby zmierzch. Przed Kendrą rozciągał się staw porośnięty sito­wiem, graniczący z trawiastym polem oraz lasem pełnym ma­jestatycznych drzew o srebrnych pniach i pozłacanym listo­wiu. Dziewczyna czuła woń kwiatów, żywicy i mokrej ziemi.

– Czy nadal jesteśmy wewnątrz pałacu? – zapytała.

Paprot roześmiał się łagodnie.

– Kilka komnat w tym pałacu jest znacznie większych, niż teoretycznie powinno.

– Wielkie przestrzenie w małych zbiornikach – zamyśliła się Kendra. – Czy Królowa Wróżek spotka się z nami tutaj?

– Daleko od sali tronowej – odparł Paprot. – Matka woli unikać formalności podczas ważnych spotkań.

– Dziwię się, że pozwoliła mi przyjść do pałacu.

– Masz jej koronę.

– Część wróżek krzywo na mnie patrzyła.

– Pękają z zazdrości.

– Bo jestem z tobą.

cię absolutnie wyjątkową. Niektóre mogą się nawet zastana­wiać, czy mają nową królową.

Kendra usłyszała szelest w mroku na skraju lasu, a potem wy­łonił się stamtąd elegancki jednorożec. Lśniąc niczym księżyc, ga­lopował w kierunku stawu. Na jego skraju nachylił się, by napić się wody. Czubek rogu wzbudził koliste fale na gładkiej dotąd tafli.

Kiedy jednorożec się odwrócił, stał się Królową Wróżek, wspaniałą wróżką o ponad głowę wyższą od Kendry. Jej srebr­no-białe skrzydła na moment rozpostarły się za nią jak u pa­wia, który demonstruje pióropusz, a potem złożyły się i ukryły za zgrabnymi ramionami.

– Masz skrzydła? – zdziwiła się Kendra.

– Kiedy chcę – odparła Królowa Wróżek.

Wonie w komnacie się nasiliły. Kendra jeszcze wyraźniej wyczuwała świeżą wodę w stawie, żywicę w drzewach, mine­rały w ziemi i aromat kwiatów.

– Słusznie pokładałam w tobie nadzieję – rzekła królowa i ruszyła wokół stawu w stronę dziewczyny.

Stawiała bose stopy na gęstym błocie, te jednak się nie bru­dziły. Gdziekolwiek stanęła, z ziemi wybijały zielone pędy i kiełki.

– Wspaniale cię widzieć, wasza wysokość. – Kendra uklę­kła na jedno kolano.

– Powstań, moje dziecko – rzekła Królowa Wróżek.

Wyciągnęła ramiona w kierunku Paprota, a on wtulił się w jej objęcia.

– Dzień dobry, mamo – powiedział.

– Musisz przestać nas tak straszyć. – Puściła go, a potem zrobiła krok wstecz. – Dość mieliśmy rozpaczy przez to, że twój ojciec tak długo był uwięziony.

– Jest wojna.

– To prawda.

Wzrok królowej padł teraz na Kendrę, a dziewczyna po­czuła się dogłębnie zrozumiana. Widziała w tym spojrzeniu współczucie z powodu trudów i porażek, które ją spotkały, uznanie za odwagę i wdzięczność za bohaterstwo.

– Oto twoja korona – powiedziała, wyciągając ją przed siebie.

Dodaj komentarz

Komentarze (0)

Przetargi
i Obwieszczenia

Zobacz