komunikaty.doba.pl
wesele.doba.pl
PKS
LOTTO

niedziela, 25 lutego 2018

Wiktora, Cezarego

ZAZNACZ SIĘ! Złoty Stok stolicą polskich Znaczków Turystycznych

piątek, 26.1.2018 08:00 , komentarze: 0 , odsłony: 2168
kategorie artykułu:

Kolekcjonowanie znaczków turystycznych zyskuje coraz większą rzeszę wielbicieli w całej Polsce oraz w naszym regionie. Są to niewielkie drewniane krążki z wypalonym wizerunkiem atrakcji turystycznej. O tej szczególnej pasji i sposobie na zwiedzanie Polski rozmawiamy z prezesem „Znaczków Turystycznych Polska” Zbigniewem Romankiewiczem. Spółka swoją siedzibę ma w Złotym Stoku i tutaj znajduje się również największy znaczek w Polsce z wizerunkiem „Miasta Złotej Przygody”.

 

A.J.: Ojczyzną Znaczków Turystycznych są Czechy. Jak zrodziła się ich idea?

Zbigniew Romankiewicz: To prawda. Idea zrodziła się w Czechach, a dokładnie 20 lat temu w miejscowości Rýmařov, leżącej w Jesenikach. W tym roku w miesiącach letnich będą takie małe uroczystości 20-lecia istnienia tejże idei. W Rýmařovie powstało również Muzeum Znaczków Turystycznych, gdzie prezentowane są znaczki z 20 państw w tym z Rosji, Kanady i Stanów Zjednoczonych.

Pomysł na znaczki powstał z jednego prostego powodu. Ludzie, którzy mieszkają tak blisko gór nigdy nie byli na ich szczytach. Niektórzy mieszkańcy Rýmařova u stóp szczytu Pradziad nigdy tam nie byli. Instruktorzy skautingu zapytali swoich podopiecznych, czy byli na Pradziadzie. Okazało się, że nikt nie był. Żeby ich zmobilizować, skauci pocięli gałąź, zrobili z niej krążki i lutownicą wypalili w nich podobiznę, na przykład szczytu. Krążki rozmieścili w poszczególnych schroniskach na szczytach Jeseników i powiedzieli podopiecznym, że w ciągu miesiąca mają je przynieść z powrotem. Skauci krążków nie przynieśli, chociaż poszli w góry, ponieważ okazało się, że ludziom tak się one spodobały, że je wykupili. Wtedy powstał pomysł, żeby innych również mobilizować w ten sposób do aktywności turystycznej. Na początku była to zabawa. Miało powstać 10 takich drewienek, a z tych 10 zrobiło się w tej chwili  5,5 tysiąca na całym świecie! 

A.J.: Jaka była droga znaczków do Polski?

Z.R.: W Czechach zaczęło cieszyć się to dużą popularnością, więc drugim krajem, który to rozpropagował była Słowacja i ze względu na atrakcyjność kraju, tam też bardzo dobrze to się rozwijało. Jeżeli już w dwóch krajach odniesiono sukces, to zaczęto szukać osób, które zaszczepią znaczki w innych państwach. I tak się to powolutku zaczęło – w 2004 znaczki dotarły do Niemiec, na Węgry i do Polski. Problem jest zawsze ze znalezieniem odpowiedniego człowieka, bo najczęściej jest to praca, która nie daje zysku i potrzeba do tego takiego „pozytywnego wariata”, dla którego będzie to pasją, a nie chęcią zarobkowania. 

A.J.: Od kiedy zaczęła się Pana historia ze znaczkami i czy wejście na polski rynek było łatwe?

Z.R.: Ja osobiście zająłem się tym w 2012 roku, a wejście na rynek polski nie było łatwe, ponieważ Polacy nie byli tak nastawieni na turystykę jak Czesi. Mój poprzednik nie mógł się już tym zajmować i Czesi szukali następnego propagatora. Mieszkając w Czechach, zbierałem znaczki z dziećmi i korespondowałem z centralą w Rýmařovie. I tak mnie znaleźli – widzieli osobę z polskim nazwiskiem, mieszkającą blisko granicy (Bílá Voda) i mówiącą po czesku, ponieważ jestem tłumaczem tego języka i to zajmuje mi najwięcej czasu, więc grzecznie za propozycję współpracy podziękowałem. Czesi, jednak zwerbowali mnie troszeczkę podstępem, zamawiając u mnie usługę tłumaczeniową i poprosili o pomoc przy założeniu spółki z o. o. w Polsce. I pomogłem, a kiedy byliśmy u notariusza, powiedzieli – no, ale my nie mamy prezesa do tej spółki, może by to pan wziął? No i wziąłem. Miałem odpowiadać na tylko maile, a dzisiaj pochłania to bardzo dużo mojego czasu, lecz nie wszystko trzeba przeliczać na pieniądze, bowiem przynosi mi to olbrzymią satysfakcję. 

A.J.: Ilu kolekcjonerów jest w tej chwili w Polsce i jak dużo jest miejsc znakowanych?

Z.R.:  Jest niezwykle trudno policzyć kolekcjonerów, ponieważ znaczki mamy w całej Polsce i w chwili, kiedy rozmawiamy jakiś turysta w Kołobrzegu kupuje znaczek i już jest w to wplątany, więc może kupować następne, ale ja o nim nie wiem. Dowiadujemy się o nim dopiero w chwili, kiedy nawiąże z nami kontakt. Według naszych ustaleń może ich być 3 – 4 tysiące, ale rejestrujemy ich dopiero wtedy, kiedyś przyślą nam pierwsze 10 kuponów z gry kolekcjonerskiej dołączonych do każdego znaczka, za co zbieracz otrzymuje od nas darmowy znaczek kolekcjonerski. Co roku liczba kolekcjonerów rośnie i rozmnażają się oni przez pączkowanie – po prostu przez to, że widzą znaczki u kogoś. Przekrój sympatyków jest ogromny – mamy księży, lekarzy, górników, robotników, ponieważ znaczki nie są czymś elitarnym. Generalnie często są to ludzie, którzy mają dużo czasu i są zabezpieczeni finansowo.

Na dzień dzisiejszy w Polsce mamy 642 miejsca znaczkowe. Kiedy w 2012 roku obejmowałem pieczę nad tym przedsięwzięciem było ich 155. 

A.J.: A ile jest takich miejsc na terenie powiatów ząbkowickiego i kłodzkiego?

Z.R.: Takie miejsca można zobaczyć na naszej mapce. W powiecie ząbkowickim znaczków jest 15 – w Bardzie, Ząbkowicach, Złotym Stoku, Kamieńcu Ząbkowickim, Srebrnej Górze i Ziębicach, a w powiecie kłodzkim 30 – m.in. w Kłodzku, Dusznikach Zdr., Lądku Zdr., Kudowie Zdr., Bystrzycy Kł., Międzylesiu, Międzygórzu i in.

W całym województwie dolnośląskim jest ich aż 133, a jest to związane z bliskością Czech. W Czechach odbywa się również cała produkcja. Najpopularniejszym miejscem znaczkowym na Ziemi Kłodzkiej jest Muzeum Papiernictwa.

A.J.: Czy są jakieś ekstremalne wyczyny kolekcjonerów?

Z.R.: Są tacy ludzie, którzy za jednym znaczkiem potrafią przejechać całą Polskę. Kiedy pojawił się znaczek w Mysłowicach przedstawiający bardzo ciekawy zegar trójstrefowy, to kolekcjoner z Gdyni wsiadł w pociąg i pojechał do Mysłowic. Przyjechał na miejsce, przywiózł ze sobą jeszcze żaglówkę w butelce, poszedł do miejsca sprzedaży, kupił znaczek i wrócił do Gdyni. Są ludzie, którzy potrafią wyjeżdżać co weekend, jeśli gdzieś pojawią się znaczki. Niedawno pojawiły się znaczki w Tczewie i kolekcjonerzy już tam jadą.

Rekordzista ma już 69 znaczków kolekcjonerskich, a więc wynika z tego, że zebrał już 690 znaczków, łącznie z tzw. jokerami. 

A.J.: Czy jest jakieś zrzeszenie kolekcjonerów?

Z.R.: Oczywiście, że tak, choć nie jest to zrzeszenie formalne. Dla mnie każdy, kto kupił nawet jeden znaczek już jest kolekcjonerem. Spotykamy się i mamy jedno spotkanie ogólnopolskie raz w roku. W lutym mamy takie spotkanie w Szczecinie i już jest ponad 70 osób zapisanych. 

A.J.: Czyli perspektywy rozwoju idei są ciągle niewyczerpane?

Z.R.:  Tak. Znaczki są jak woda, która wsiąka w gąbkę i nasz region jest już nimi nasycony, jednak są tzw. „białe plamy” - głównie północ Polski i te miejsca mnie interesują. Spełniły się moje marzenia, gdyż pierwszym znaczkiem na terenie powiatu ząbkowickiego był znaczek przedstawiający Krzywą Wieżę w Ząbkowicach Śl. i mam nadzieję, że uda się jeszcze wykonać znaczek z Izby Regionalnej.

---------- 

W trakcie naszej rozmowy telefon pana Zbigniewa był bardzo aktywny. Dzwonią kolekcjonerzy, kontrahenci, a na pocztę elektroniczną przyszło zapytanie wraz z podaniem o produkcję znaczka z Nadmorskiej Kolei Wąskotorowej w Rewalu. Codziennie przychodzi również porcja korespondencji z kuponami, a w tym roku z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę powstał specjalny znaczek okolicznościowy.

Gratulujemy wytrwałości, zaangażowania i pasji, która warta jest docenienia.

 

Rozmawiał A. Jurasz 

 

Wasze komentarze

HURTOWNIA SIGMA
HURTOWNIA SIGMA
Wymarzone wesele
Wymarzone wesele
ZGK Ząbkowice Śl.
ZGK Ząbkowice Śl.
Pomoc drogowa
Pomoc drogowa
Szpital LATAWIEC
Szpital LATAWIEC